Czy psychopatia, tak od wieków fascynująca filozofów i pisarzy, jest właściwa tylko ludziom? Czy zwierzęta mogą być dotknięte tym schorzeniem? Jeśli uznamy, że jest to choroba ciała, a nie ducha (a każda choroba cielesna dotyka cielesności, a nie duchowości, to nie ma powodów, by to całkowicie wykluczyć.

W istocie jest to oczywiście pytanie filozoficzne, a nie czysto biologiczne, ale biologowie czy neurobiologowie i neuronaukowcy mają na ten temat niemało do powiedzenia. Jednym z nich jest filozof i neuronaukowiec, a także blogger Andrew Vierra, który podkreśla, że jeśli psychopatie zacząć definiować wyłącznie po objawach behawioralnych, to nie ma powodów, by diagnozę tego typu rezerwować jedynie dla ludzi.

„Behawioralna diagnoza psychopatii ma przynajmniej jeden, bardzo interesującą konsekwencję, można zacząć ją stosować także dla zwierząt nie będących człowiekiem, a także dla istot poza-ziemskich” – zaznacza uczony.

I nie są to słowa na wyrost. Już teraz na Stanowym Uniwersytecie Georgii prowadzone są badania nad szympansami, jako modelem psychopatii. Aby zdiagnozować szympansa jako psychopatę stosuje się trzy cechy: brak zahamowań, złośliwość zachowań wobec innych i wreszcie bezczelność. Odpowiednie natężenie i skorelowanie tych trzech cech pozwala na behawioralne uznanie szympansa za psychopatę. Oczywiście psychopatia taka oznacza, co innego, niż w przypadku człowieka, ale… może stać się pewnym bezhawioralnym modelem.

Tego typu filozoficzne rozważania uświadamiają, że choć człowiek swoje biologiczne wyposażenie, swoją „zwierzęcość” przeżywa inaczej, niż pozostałe zwierzęta, to pozostaje jednak zakorzeniony głęboko w animalnej, zwierzęcej naturze. I nie zawsze może się od tego uwolnić.

Tomasz P. Terlikowski

Komentarze