POLITYKA

Czy potrafisz uwielbiać Boga w trudnych chwilach?

Kojarzy nam się dzisiaj z ruchem charyzmatycznym, z katolickimi eventami dla młodzieży. Tymczasem, jest receptą nie tylko na odnowę życia ochrzczonych, na wzrost Kościoła i szczęśliwe życie – jest odkryciem do czego w istocie zostaliśmy na ten świat posłani.

Uwielbienie bowiem, jest sposobem na życie, a nie tylko rodzajem modlitwy! Chodzi o nauczenie się takiego podejścia do tego, co dzieje się w każdej minucie naszego życia, by zarówno to co, trudne, jak i to, co radosne było oddawane przez nas Bogu na chwałę. 

 

Gdy weźmiemy do ręki Biblię i spróbujemy popatrzeć na postawę Jezusa, zobaczymy, że wielbi On Ojca nieustannie! Jest tak np. wtedy, gdy wysławia Ojca nazywając Go Panem nieba i ziemi za to, że tajemnice królestwa objawił prostaczkom, gdy uczy swych uczniów modlitwy, wołając ABBA!, ale też i wówczas, gdy smutny i zalękniony – powierza się Ojcu w Ogrodzie Oliwnym wysławiając Jego wolę. Jezus nieustannie kieruje swoją i swoich słuchaczy uwagę – właśnie na Ojca, który jest w niebie; nie głosi siebie, ale Jego.   

 

Ksiądz Alain Dumont w swojej książce zatytułowanej „Wielbię więc żyję” zwraca uwagę na bardzo interesujący aspekt uwielbienia. Otóż ci, którzy obserwują wielbiących Boga myślą najczęściej, że są oni radośni. A jednak, pisze Dumont, trzeba uwielbiać, aby być radosnym, a nie być radosnym po to, by uwielbiać. Nie chodzi nawet o to, by uwielbiać, aby BÓG wysłuchał modlitwy albo udzielił daru łaski (…) Chodzi o to, by wielbić, ponieważ wiem, że w doświadczeniu, które przeżywam, jest obecny BÓG, że jest w nim Jego łaska, nawet jeśli jej nie widzę i jeśli jej nie czuję. Ta zmiana myślenia jest niezbędna, od niej zaczyna się wielbienie, które jest życiem.

 

Przejście, które pomnaża życie 

W XVII w. filozof Spinoza pisał o radości, która jest owocem przejścia: to doświadczenie, wysiłek, by trwać pomimo trudności, by przejść przez to, co się nam przydarza – dają radość. Wówczas, odkrywamy, że jesteśmy wolni, że wzrastamy, że nasze istnienie ma sens. Uwielbienie, pisze dalej Dumont, to właśnie „broń przejścia”: wtedy odkrywamy, że dla Boga – naprawdę nie ma nic niemożliwego, że nie ma rzeczy niemożliwych dla tych, którzy Go wielbią. Czy świadectwem tego nie jest wyśpiewany przez Maryję Magnificat? Wyśpiewała go z radością po tym jak przyjęła wolę Bożą, jak zgodziła się przyjąć to, co się jeszcze nie wydarzyło, a co obiecał Jej Bóg. Radość – wyprzedziła wypełnienie obietnicy, a uwielbienie umożliwiło Jej przejście przez wszystkie próby i doświadczenia z zachowaniem wiary. 

 

""

 

Uwielbienie nie działa jednak jak automat, czasem trzeba się do niego przymuszać i to przez długi czas. Historie wielu osób, opisane także w znanej książce Merlina Carothersa „Moc uwielbienia” potwierdzają, że choć dziękczynienie połączone z uwielbieniem są jak dynamit, który dobrze wykorzystany pozwala widzieć wokół siebie znaki Bożej obecności każdego dnia – muszą najpierw wejść nam w krew, nie mogą być powtarzane jak mantra, lecz – płynąć z serca, niezależnie od naszego położenia. Również Papież Franciszek pisze w „Evangelii Gaudium”: Mogę powiedzieć, że w swoim życiu najpiękniejszą i spontaniczną radość widziałem u osób bardzo ubogich, które na niewiele mogą liczyć. Wspominam również  autentyczną radość tych, którzy pośród wielu obowiązków zawodowych potrafili zachować serce wierzące, hojne i proste. Te radości w przeróżnej formie czerpią ze źródła zawsze większej miłości Bożej objawionej w Jezusie Chrystusie. (EG, 7). 

 

Obsceratio, czyli: „W imię Boże!”

Tajemnicę uwielbienia odkrywa też przed nami św. Tomasz z Akwinu. Gdy mówimy: „Chwała Bogu!”, słowa te nie powinny brzmieć jak „obowiązek uległości” czy coś w stylu: „Bóg tak chciał”, ale jak obsceratio, czyli rodzaj wykrzyczenia, okrzyku wojennego! Podobnie zresztą, walczyła przecież miłością św. Teresa z Lisieux, św. Jan Paweł II, wołający do Boga na wszystkich placach świata i wielu innych świętych powierzających się Bogu na przepadłe. A zatem proste akty wiary, słowa ufności wypowiadane w każdym położeniu, stać się mogą prostą i skuteczną drogą do nieba. 

 

Uwielbienie przydaje codzienności dynamizmu, blasku dniom ciemnym i mrocznym, pozwala odkryć w nas samych nieskończone pokłady nadziei zakorzenionej w górze. O tym, jak zacząć się go uczyć, jak zaprzyjaźnić się z żywym Bogiem – w książce „Wielbię więc żyję”. Alaina Dumont

 

Alain Dumont, "Wielbię, więc żyję", Wydawnictwo Esprit, Kraków 2017

Źródło: Wydawnictwo Esprit

Komentarze

Zobacz także

Polska wieś za rok stanie się po prostu BOGATA! Zobacz dlaczego!

Redakcja malydziennik

Bodnar do dymisji… NATYCHMIAST

Redakcja malydziennik

Premier Szydło obiecuje… JEST NADZIEJA dla rodzin ze Świebodzic

Redakcja malydziennik
Ładuję....