CYWILIZACJA

Coraz bliżej święta, czyli nauka cierpliwości

– Patrz tato, tam, w tamtym domu już mają choinkę – chyba z zazdrością stwierdził mój syn, gdy wyjeżdżaliśmy z domu na trening piłkarski.
– Gdzie? Niemożliwe, przecież do dopiero połowa listopada, za wcześnie – stwierdziłem dość niepewnie, bo przecież cuda się zdarzają, a na miesiąc przed Świętami to cudów wręcz należy oczekiwać. Choć choinka o tej porze? No czegoś takiego to jeszcze nie widziałem.

Gdy wracaliśmy, przed oknem, w którym miała być choinka zwolniłem. Rzeczywiście świeciły się w nim świąteczne światełka i można było odnieść wrażenie, że to stroiki. Ale choinki nie było. Mój syn, pewnie nieco rozczarowany stwierdził, że to nie szkodzi, że przecież możemy w zasadzie ubrać choinkę u siebie. Próbowałem tłumaczyć, że za wcześnie, że chodzi o kilkusetletnią tradycję, że przecież cała przyjemność w tym, że choinkę ubiera się w Wigilię, ewentualnie kilka dni wcześniej, ale na pewno nie na miesiąc przed Świętami. Stanęło na tym, że ok., choinki teraz nie musimy ubierać, ale też czekać do Wigilii nie będziemy. Taki kompromis na tu i teraz a na szczegóły przyjdzie czas potem.

 

Psycholodzy są zgodni – dziecko trzeba uczyć czekania. Cierpliwości. Te, które mają wszystko „tu i teraz”, nie potrafią cieszyć się z otrzymanych prezentów, nie szanują ich a z biegiem czasu przyzwyczajają się, że wszystko przychodzi im łatwo. I przeżywają rozczarowanie, gdy okazuje się, że może być inaczej – gdy muszą postarać się by coś osiągnąć a czasami nawet bardzo wysilić  bez gwarancji osiągnięcia celu zaczyna się problem. Bo jak to? Są takie rzeczy, uczucia i marzenia które nie są dane ot tak, bez wysiłku i na zawsze? A to wszystko ma przełożenie na dorosłe życie. Dziecko, które nie potrafi czekać kiedy jest dzieckiem, prawdopodobnie nie będzie potrafiło czekać jako dorosły. A jakie mogą być tego konsekwencje nikomu nie trzeba tłumaczyć. Frustracja to najmniejszy problem. 

 

Czy w sytuacji z choinką, której to zresztą nie było, w tym pytaniu dziecka, rzeczywiście było coś nienaturalnego? Dla pokolenia 30 czy 40-to latków oczywiste jest, że choinkę ubiera się przed Świętami. A to „przed” to najwyżej dwa, trzy dni. Ale dla dzieci, do których zewsząd docierają komunikaty „tu i teraz”, „nie czekaj”, „zdobądź to”, „możesz to mieć”, „należy ci się” etc. już niekoniecznie. Bo jak wytłumaczyć dziecku, które czeka na Święta, Mikołaja, którego zewsząd otaczają obietnice wspaniałych, wigilijnych przeżyć, że to jeszcze nie ten czas? Kiedy w każdym sklepie widzi, że Święta w zasadzie już są. Albo zaraz będą – Mikołaj zmierza wielkimi krokami nucąc pod nosem „Jingle Bells”. Bombki, stroiki, pięknie zapakowane zabawki no i reklamy nawołujące do kupowania bez zwlekania, bo przecież  to już ten czas. Wspaniały, przedświąteczny czas.

 

Jak dziecku wytłumaczyć, że z choinką, Świętami Bożego Narodzenie czy Wielkiej Nocy jest inaczej, niż chcieliby handlowcy?  Że przyjemność może być również w czekaniu. Na przykład można czekać razem z nim. Wspólnie dzielić niecierpliwość, ale też na czekaniu budować to, co przyjemnego się wydarzy, kiedy już się doczekamy. Stopniowanie przyjemności, wyobrażanie sobie tego „jak to będzie” może być wspaniałą lekcją nie tylko na teraz ale i na przyszłe, dorosłe lata.

 

Jakiś czas temu odliczanie do Świąt, tych komercyjnych zaczynało się od reklamy z ciężarówką pełną napojów: „Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta…”. Gdy pojawiła się w telewizji wiadomo, że nie ma na co czekać. Trzeba nie tylko myśleć o Świętach, ale też brać się za przygotowania. Potem, przez jakiś czas handlowcy nie czekali na te jasne i czytelne znaki z ziemi, nie nieba i zaczynali wcześnie, bywało, że zdecydowanie za wcześnie – nawet przed 1 listopada. Ale poszli po rozum do głowy i zrezygnowali z takiego przyspieszenia. Dziś co odważniejsi przystrajają witryny swoich sklepów w czerwono – złote barwy kilka dni po Święcie Zmarłych, tak by nikt nie czuł dyskomfortu, że jeszcze chwilę temu płacił za znicze a teraz wyciąga pieniądze by kupować dobra doczesne.

 

W tym, że wyścig po świąteczne wydatki zaczyna się tak wcześniej nie ma niczego niestosownego  – w takich czasach żyjemy i nic na to nie poradzimy, bo przecież nie zbojkotujemy przygotowań do Świąt. Ostatecznie to decyzja każdego z osobna kiedy uzna, że to już ten czas. Chodzi raczej o to, by nie zapominać, że wszystko ma swoją kolej, że czekanie też jest wartością a czekanie na Święta szczególną. Bo przecież to część tradycji, jednej z piękniejszych w naszej kulturze.

 

Wieczorem tego dnia, kiedy mój stęskniony za Świętami syn widział choinkę u sąsiada, leżąc już w łóżku rozmawialiśmy o Świętach. O tym, że to magiczny czas, na który warto czekać. Tłumaczyłem, że będziemy  się przygotowywać przez cały miesiąc -wybierzemy prezenty, napiszemy listy do św. Mikołaja a potem będziemy zastanawiać się, czy dotarły do niego i czy Elfy zdążą przygotować je na czas. Opowiadałem jak to było kiedy byłem w jego wieku – gdy w sklepie nie było bananów, pomarańczy i sześćdziesięciu wersji czekoladowych Mikołajów. Mówiłem o kolejkach w każdym sklepie i marzeniu wszystkich chyba chłopców w wieku 9 lat – o samochodzie na baterie  i o niemal nieosiągalnej czekoladzie z całymi orzechami albo chałwie z bakaliami.  Kiedy zrobiło się już prawie świątecznie i wydawało mi się, ze choć trochę wytłumaczyłem swojemu synowi na czym polega magia czekania na święta, ten, na wpół śpiąco spytał:

 

– Tato, ale czy za tydzień będziemy już mogli ubrać choinkę?

 

Opracował AG

             

Źródło:

Komentarze

Zobacz także

Lekarze nie chcą ratować samobójców! Odpowiedź szokuje!

Redakcja malydziennik

Śmierć w Święta. Zobacz czy Ci grozi

Redakcja malydziennik

Jeśli nadal jesteś zwolennikiem edukacji seksualnej, to musisz to ZOBACZYĆ! Może w końcu zrozumiesz, jakie to ZŁO

Redakcja malydziennik
Ładuję....