Bestia druga to fałszywy prorok. Ona ma ro­­gi jak Baranek, ale mówi jak Smok. Co to zna­­czy? Chodzi o to, że kulty religijne ku czci ce­­zarów były niby formą życia religijnego, bo ist­niały świątynie, byli kapłani i ofiary – czytamy w nowej książce ojca Augustyna Jankowskiego OSB pt. "Rozmowa o Apokalipsie".

Po wizji Niewiasty i Smoka poja­wia się Bestia wychodząca z morza, mająca dzie­­sięć rogów i siedem głów, a na rogach jej dzie­­sięć diademów, a na jej głowach imiona blu­ź­niercze (13,1). Smok, czyli diabeł prze­ka­zu­je jej władzę. Po niej z kolei św. Jan zobaczył in­ną Bestię

wychodzącą z ziemi:
miała dwa rogi podobne do rogów Baranka,
a mówiła jak Smok.
I całą władzę pierwszej Bestii przed nią sprawuje;
ona sprawia, że ziemia i jej mieszkańcy oddają pokłon pierwszej Bestii,
której śmiertelna rana została uleczona (13,11n).

Co te dwie Bestie oznaczają?

 

Pierwsza, można powiedzieć, to Imperium prześladujące Kościół. Wpierw ozna­cza ona RzymRoma, Roma Antiqua, a wła­ściwie cezaryzm rzymski. Wprawdzie sło­wo Roma nie pada, ale można je łatwo odczy­tać. W rozdziale siedemnastym czytamy o Niewieście pi­janej krwią świętych i krwią świadków Je­zusa (17,6) siedzącej na Bestii o siedmiu gło­wach i dziesięciu rogach. Mamy tutaj do czynie­nia z wyraźnym śladem prześladowań rozpo­czętych przez Nerona.

Bestia druga to fałszywy prorok. Ona ma ro­­gi jak Baranek, ale mówi jak Smok. Co to zna­­czy? Chodzi o to, że kulty religijne ku czci ce­­zarów były niby formą życia religijnego, bo ist­niały świątynie, byli kapłani i ofiary. Czyli z wy­glądu przypomina Baranka: miała dwa rogi podobne do rogów Baranka. Wszystko zatem odbywa się podobnie jak w Kościele. Ale co ona robiła? Mówiła jak Smok, co oznacza, że cały kult bałwochwalczy jest faktycznie sza­tański. Nie może być inaczej: wszelki kult boż­ków jest ostatecznie kultem demonów, złych duchów. Na ten temat znajdziemy sporo tek­stów biblijnych już w Starym Testamencie. Dru­ga Bestia w czasie, kiedy powstawała Apo­ka­lipsa (zeit­ge­schicht­lich), odnosiła się wyra­ź­nie do kultu cesarzy.

August nigdy nie pozwolił sobie w Rzymie od­dawać czci boskiej, gdyż wiedział, że Rzymia­nie tego nie zniosą. Niemniej pochlebna dwor­ska literatura głosiła jego apoteozę już po śmier­ci: purpureo bibit ore nectar – „swoimi pur­purowymi ustami pije nektar”. Kto się tak ukło­nił? Oczywiście dworak – Horacy. August bar­dzo pilnował, żeby w Rzymie nie było boskie­go kultu w odniesieniu do niego. Dopiero sza­leniec, jakim był Kaligula – był to dosłownie wariat na tronie – a potem Domicjan zażą­da­li dla siebie boskiego kultu. Musimy pamiętać, że Apokalipsa powstaje w czasach Domicja­na i taki kult już istnieje. To właśnie on skazał przecież św. Jana na wygnanie; dla siebie żądał tytułu: Dominus ac de­us noster Domitianus – Pan i bóg nasz Domi­cjan. Ten tytuł był szczególnie modny na da­­lekich prowincjach już za czasów Augusta. Po­wstawały tam tak zwane Augustea, czyli ko­legia kapłanów i świątynie, w których Roma była przedstawiona jako siedząca kobieta, a August był bóstwem, które się czciło i składa­no mu ofiary. I to właśnie jest druga Bestia – religijny kult cesarzy, który był zupełnie sprze­czny z pier­wszym przykazaniem: nie bę­dziesz miał bogów innych obok Mnie. Tym­cza­sem jedynym Panem – Kyrios – „Pa­nem panów i Królem królów” (zob. 17,14) jest Ba­ra­nek, Jezus Chrystus. Taką tezę głosi Apo­ka­lipsa.

 

Dalej czytamy w tym samym roz­­dziale:

Wszyscy mieszkańcy ziemi będą oddawać pokłon wła­dcy,
każdy, którego imię nie jest zapisane od założenia świata w księdze życia zabitego Baranka.
Jeśli kto ma uszy, niechaj posłyszy!
Jeśli kto do niewoli jest przeznaczony, idzie do niewoli;
jeśli kto na śmierć od miecza – musi od miecza zginąć.
Tu się okazuje wytrwałość i wiara świętych (13,8–10)

Jak to jest z wolną wolą człowieka w tym kontekście? Czym jest „księga życia”?

 

Dotykamy tutaj kwestii, która nie zo­stała do dzisiejszego dnia w teologii rozstrzy­gnięta, jest to tajemnica, niezgłębiona ta­jemnica stosunku wolnej woli człowieka do pla­nu Bożego. Jak to ktoś ładnie powiedział: jes­teśmy we mgle, trzymamy jeden koniec sznu­ra w lewym ręku, drugi koniec sznura w pra­wym ręku, ale jak ten sznur tam we mgle prze­biega, tego nie wiemy. I tak właśnie jest – na pewno istnieje nieomylny plan Boży, który się zrealizuje i na pewno człowiek jest wolny, ale jak jedno z drugim połączyć, nie wiemy. W XVII wieku dwa teologiczne od­ła­my, do­minikański i jezuicki, tak zaczęły się wzajemnie zwalczać w dyskusji na ten temat, że Papież Paweł IV zakazał dalszych oskarżeń na­kazując cześć dla tajemnicy. Jedni i drudzy chcie­li po swojemu ją wytłumaczyć. Pa­pież się przestraszył i kazał zakończyć spór.

Jak widzimy, jest to niezwykle trudna spra­wa. Karl Rah­ner trafnie mówi w jednym miejscu: „My, te­ologowie ciągle przypominamy, że istnieją ta­jemnice wiary. W każdym podręczniku teolo­gii dogmatycznej widać jednak odwrotność, mia­­nowicie na każdej stronie teolog uważa, że wie o co chodzi”. Z całą pewnością mówiąc o wol­nej woli człowieka dotykamy tajemnicy. Ist­nieje tak zwana predestynacja, czyli przezna­czenie do łaski, do zbawienia, która jest zu­pełnie darmo dana, ale jednocześnie Bóg nie zbawia człowieka bez jego współudziału. Świę­ty Augustyn, który był mistrzem niesłycha­nym w walce z pelagianiz­mem, powiedział: „Ten, który stworzył ciebie bez ciebie, nie mo­że ciebie zbawić bez ciebie”. Autosoteryzm, myśl, że człowiek sam siebie zbawi, jest stra­sz­nym głupstwem. Jednocześnie jednak Pan Bóg nas sam nie zbawi na zasadzie: ty rób co chcesz, a Ja i tak ciebie zbawię. O nie! To nie jest tak.

 

Pozostaje jeszcze sprawa „księgi ży­cia”, która pojawia się już w Starym Testamencie.

 

Księga życia” jest to jeden z elemen­tów, który ściśle wiąże się z historią Izraela. Mianowicie Żydzi prowadzili bardzo sumien­ne genealogie. Dzięki nim mamy Mateu­szo­wą i Łukaszową genealogię Jezusa. „Księ­ga życia” była rejestrem dobrze im znanym. Gdy na ten historyczny fakt rejestrowania imion Izraelitów z pokolenia na pokolenie na­ło­ży się druga myśl o wybranym Ludzie Bożym, to wynika z nich domysł, że istnieją u Pa­na Boga zapisane rejestry.

W Apokalipsie „księga życia” jest spadkiem po eschatologii międzytestamentowej, zewnę­trz­ny obraz tego, że Pan Bóg przeznacza do zba­wienia. Kalwin jednak zrobił z tego stra­sz­ną herezję. Uważał, że Pan Bóg jednych z góry przeznacza do zbawienia, drugich do potępie­nia. I wszystko jedno: choćby pierwsi grzeszy­li, a drudzy postępowali moralnie, i tak nic im to nie da. Będzie tak, jak Bóg przeznaczył. To jest coś okropnego, ale wynika z czysto ludz­kiego rozumowania doprowadzonego do wręcz diabelskiej ostateczności.

Pierwsi bracia z Taizé, jak przeor Roger, są z pochodzenia kalwinami. Gdy przed laty był u nas jeden z braci, Anglik, to nie pytany trzy ra­­zy podczas rozmowy ze mną powtórzył: „Ale, proszę Ojca, wiara w Taizé jest katolicka!” Tak to jest – kalwini są nam bliżsi, najlepszy dowód, że Max Thurian, nim umarł, złożył wy­­znanie wiary katolickiej i poprosił o święce­nia kapłańskie. Wcześniej napisał dwie wyjątko­we książki, którym można było dać imprima­tur, chociaż były pisane jeszcze przez kalwina – jedna o Maryi, a druga o Eucharystii. Jest to najlepszy dowód, że jeśli ktoś dobrze czy­ta Pismo Święte, to głupstwa nie powie. Trze­ba jednak umieć czytać. Gdy ktoś czyta głu­pio, nic mu to nie da.

 

Następny rozdział rozpoczyna się od dziewiczego orszaku Baranka.

 

Tu spotykamy inny aspekt Kościoła. Ko­ściół w swojej najgłębszej istocie jest zawsze męczeński i dziewiczy. To jest jego stałe po­słannictwo. I co jest bardzo ciekawe, nie o ko­­bietach jest mowa, tylko o mężczyznach. W tekście występuje słowo parthenoi – dziewice, ale odnosi się ono do mężczyzn: ci, którzy ob­cowaniem z kobietami się nie splamili (14,4).

Często spotykam się z wątpliwościami pobo­żnych niewiast: „ja chyba nie będę w gronie tych, co śpiewają pieśń” – i tutaj przytaczają jakieś swoje złe wspomnienia. Ta wątpliwość naj­częściej bierze się ze złego zrozumienia zarów­no dziewictwa jak i męczeństwa, które nie odnoszą się przede wszystkim do stanu fizy­cznego ciała, a już na pewno nie ciała kobiece­go, tylko oznacza nieskażoność doktryny. Ci, którzy ani trochę nie odchylili się od pra­wdy, oni są właśnie parthenoi. Oni stanowią orszak Baranka. Jak poprzednio opieczę­towanych sług Boga (zob. 7,4) jest sto czter­dzieści cztery tysiące – dwanaście do kwa­dratu pomnożone przez tysiąc – tak oni są wy­brani – zawsze można powiedzieć, że byli wierni Bogu. Symbolem ich wierności jest słowo parthenoi – są dziewicami, są dziewi­czymi ściśle rzecz biorąc, tak by trzeba to okre­ślenie tłumaczyć – w wierze i obyczajach.

Potem znowu pojawia się obraz zni­szczenia: Upadł, upadł Wielki Babilon (14,8).

 

Apokalipsa lubi operować kontrasta­mi – z jednej strony świetlany obraz zbawionych, którzy są na górze Syjon razem z Baran­kiem, którym jest Kościół tego eonu, czyli przed ostatecznym przyjściem Chrystusa, tylko oglądany od innej strony. Góra Syjon, geogra­ficznie rzecz biorąc, jest w Jeruzalem i to wszy­stko dzieje się na ziemi, ale wizja ma zupeł­nie niebiański charakter, ukazuje czego łaska dokonuje w ludziach. A druga strona kontra­stu, następująca zaraz potem, to potępienie Ba­bilonu. Pierwszym desygnatem jest tutaj oczy­wiście Rzym, ale także wszystkie późniejsze imperia prześladowcze będą symbolizowa­ne przez Wielki Babilon. W samym tekście jed­nak ma on wszystkie rysy Rzymu dlatego, że Rzym żądał swojego kultu u wszystkich pod­­bitych i jednocześnie dominował pod wzglę­­­­dem ekonomicznym. Wszystko to jest przed­­­stawione w obrazach, które doskonale pa­sują do Rzymu. Na przykład w nieco później­szej wizji kary na Wielki Babilon czytamy: Sie­dem głów to jest siedem gór, na których siedzi Niewiasta (17,9), co przecież oznacza siedem wzgórz Rzymu. Niemniej słowo Roma nie pa­da nigdzie, wszystko jest zawoalowane.

Podobnie liczbę 666 (zob. 13,18) najlepiej wy­tłumaczyć, jeżeli się zastosuje gematrię, czy­li zapisze się ją w formie liter hebrajskiego alfa­betu, podstawiając litery pod liczby otrzy­ma­my wówczas: „kajsar Neron”. Omawialiśmy to już w naszej pierwszej rozmowie. Nie­mniej cie­kawa rzecz, że przed kilkunastu laty pe­wien niemiecki, świecki autor napisał ksią­ż­kę o tym, co znaczy 666 dzisiaj. I doszedł do tego, że Józef Stalin jest 666, Józef Tito jest 666, sło­­wem pokazał nam, że Apokalipsa jest wie­cz­­nie aktualna. Zobaczcie, do jakiego stopnia wszy­­stkie dosłowne próby tłumaczenia Apo­ka­­lipsy w kategoriach współczesnej sytuacji po­litycznej, są niemądre.

 

Nieco dalej jest opisana wizja Sy­na Czło­wieczego na białym obłoku z sierpem, któ­­ry rozpoczyna żniwa (14,14).

 

To wizja proleptyczna, czyli taka, któ­­ra uprzedza to, co nastąpi. Nie jest to rzeczy­­wisty Sąd Ostateczny, tylko jego zapowiedź. Apokalipsa kończy się wezwaniem: Przyjdź, Panie Jezu! Chrystus zatem jeszcze nie przyszedł. Wizja dotyczy tego, co w przyszło­­ści nastąpi.

Bardzo charakterystyczne jest to, że sędzią jest Syn Człowieczy, czyli Jezus Chry­stus jako Człowiek. To jest bardzo ciekawa myśl Nowego Testamentu. W bardzo wielu teks­tach, gdzie następuje utożsamienie Osoby Je­zusa Chrystusa z Jahwe, mowa jest o Nim ja­ko o Synu Bożym. Natomiast tutaj akcent spo­czywa na człowieczeństwie. Odpowiada to całkowicie temu, co pisze św. Jan, że Ojciec prze­kazał Mu (tj. Jezusowi) władzę wykonywa­nia sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym (J 5,27). Zapowiada, że sędzią będzie Jezus Chrystus, który rozumie człowieka, bo sam jest człowiekiem.

Bardzo znamienne jest to, że w ręku mając zło­ty sierp sam nie dokonuje żniwa, lecz jedynie ten sierp rzuca. Na żniwa posyła aniołów. To z kolei odpowiada innym powiedzeniom rów­nież pochodzącym z Ewangelii według św. Ja­na. W rozdziale dwunastym na przy­kład czytamy:

A jeżeli ktoś słyszy słowa moje, ale ich nie zacho­wuje, to Ja go nie potępię. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat potępić, ale by świat zbawić. Kto Mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które wygłosiłem, ono to będzie go sądzić w dniu osta­tecznym (12,47n).

Jan Paweł II niedawno przypomniał, że fak­­tycznie człowiek sądzi sam siebie, a Jezus Chry­stus jest świadkiem. Janowa poprawka do obrazu sądu polega na tym, że wyrok na sie­bie wypowiada sam człowiek na podstawie su­mienia, a Jezus Chrystus na to patrzy, jest świa­dkiem wszystkiego i wyrok zatwierdza – tak można by powiedzieć. Posłanie aniołów jest zgodne z tradycją synoptyczną. W wyjaśnie­niu przypowieści o chwaście Pan Jezus mówi:

Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzu­cą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzy­­tanie zębów (Mt 13,41n)

Mamy ponadto wiele innych tekstów o udzia­le aniołów w Sądzie Ostatecznym, podobnie jak tutaj, tylko nieco inaczej przedstawione. Przy czym w Apokalipsie jest interesujące roz­róż­nienie: żniwo, to są zbawieni, a tłocznia – po­tępieni. Z jednej strony zbiór, który zwozi się do spichlerza, a z drugiej – krew, całe morze wylanej krwi, oznaczające potępienie.

 

Na początku piętnastego rozdziału pojawia się znowu motyw liturgii niebieskiej z hym­nem Mojżesza i Baranka, ale jednocześnie za­powiedź plag:

I ujrzałem na niebie znak inny –
wielki i godzien podziwu:
siedmiu aniołów trzymających siedem plag, tych ostatecznych,
bo w nich się dopełnił gniew Boga (15,1).

 

Tym razem plagi będą symbolizowa­ne przez czasze. Mamy nową rekapitulację kar, które bezpośrednio poprzedzą Sąd Ostate­czny. Natomiast to, co śpiewają ci, co zwycię­żają Bestię i obraz jej (15,2), to pieśń Mojże­sza i Baranka. Cóż to za połączenie? Tu spoty­kamy typologię biblijną. Mojżesz jest typem Chry­stusa, co potwierdzają inne miejsca w No­wym Testamencie (por. Dz 3,22; 7,37; Hbr 3,2). Mianowicie, jak kiedyś Izrael pod wo­dzą Mojżesza wyszedł z niewoli egipskiej, tak teraz pod wodzą Jezusa Chrystusa nowy Izra­el wychodzi z niewoli szatana, dlatego pieśń może być jednocześnie Mojżesza i Baran­ka. Na podstawie tamtego typu w tym anty­typie dokonuje się to samo, mianowicie wyzwo­lenie ludu Bożego z niewoli szatana i cał­kowite przej­ście do Królestwa Bożego – nie jed­nostek, ale całego ludu.

 

Wszystko rozgrywa się na planie wi­zji liturgicznej: aniołowie niosą złote czasze, a w nich zawierają się plagi. Jest to dziwne, bo zwy­kle liturgia służy czci Boga, natomiast tutaj następuje wylanie jakiegoś zła na świat.

 

Zło w tym przypadku, to elementy Bo­żej sprawiedliwości. W liturgii czcimy Boga ta­kiego, jakim jest, a On jest i sprawiedliwy, i miłosierny jednocześnie. Tu trzeba zro­zumieć psychologiczne tło samego autora Apo­kalipsy. Dlaczego tyle pisze o karach? Dlate­go, że chrześcijanie byli wtedy prześladowani przez Imperium Rzymskie, ciągle żyli w prze­konaniu, przynajmniej stale istniała ta­ka pokusa, że są skazani na całkowitą zagładę. Nie! Na zagładę kompletną i definitywną, mó­wi autor, skazani są wasi prześladowcy i dla­tego tyle miejsca poświęca karom, które są przeznaczone dla ludzi niepoprawnych, a do nich należeli przede wszystkim prześladujący ich poganie.

 

Tylko czy nie ma w tym swoistego resentymentu?

 

To zawsze możemy suponować. Czę­sto się mówi: Dlaczego Bóg w Starym Testamen­cie wydaje się być taki mściwy? Dlatego, że pisali to Żydzi, u których w geniuszu narodo­wym zakodowany był odwet. Nic dziwnego, że tak jest, bo Duch Święty nie zmienia w czło­wieku jego charakteru, tego co się nazywa w psychologii masami apercepcyjnymi ani – przy­miotów, w które jest on wyposażony. Na przykład prorok Amos, który był zwyczajnym pasterzem, buduje porównania, jakie by nam do głowy nigdy nie przyszły: Gdy lew zary­czy, któż się nie ulęknie? Gdy Pan Bóg prze­mó­wi, któż nie będzie prorokował? (Am 3,8). Nie mielibyśmy ochoty porównać Jahwe do ry­czącego lwa, ale per modum recipientis prorok Amos jaki był, tak pisał. Natomiast prorok Izajasz – arystokrata, krewny króla, stawia zupełnie inne porównania: perły, klejnoty (por. Iz 13,19) – od razu można zauważyć mię­dzy nimi różnicę. Duch Święty bierze człowieka takim, jaki jest: raz jest to pasterz, innym ra­zem arystokrata. Jeden i drugi przemawia swo­im językiem, stąd między innymi pewne akcen­ty położone na karze, na odwecie, które się łączą z sytuacją prześladowanych Żydów.

 

Ale to samo dotyczy chrześcijan.

 

Chrześcijanie byli kuszeni od tej sa­mej strony, więc św. Jan jako Żyd współczuł im i dlatego chciał im dostarczyć pociechy: „Po­czekajcie, to wszystko będzie wyrównane”. Oso­biście pamiętam jako kleryk podczas okupa­cji niemieckiej, ile razy nam ojciec duchowny mówił: „Słuchajcie, to wszystko do cza­su, do czasu”. „Większy jest Pan Bóg niż pan Hitler”, tak zmienił on słynne powiedzenie szlache­ckie: „Większy jest Pan Bóg niż pan Rym­sza”. I tak się stało. To była pociecha na tam­ten czas.

 

Ale z czasem następuje całkowita zmia­na perspektywy!

 

Trzeba pamiętać o tym, że Apokali­psę należy czytać zeitgeschichtlich, czyli w po­wią­­zaniu z czasem, w którym powstała. Myślę, że i dzi­siaj na przykład w Angoli, czy tam gdzie wy­stępowało ostatnio brutalne prześlado­wanie, Apokalipsę można by było czytać wła­śnie w tym duchu: „Słuchajcie, to się skoń­czy. Spra­wiedliwy Bóg położy temu kres”.

 

Warto w tym momencie wyjaśnić po­jęcie „świata”. Jeżeli bowiem świat, natural­­nie rzecz biorąc, jest przestrzenią naszego wspól­­nego życia, to wylewanie wszystkich czasz „gniewu Bożego” na niego powoduje, że do­­tykają one wszystkich. Natomiast Apokali­psa mówi wyraźnie, że dotkną one tych, którzy nie mają „pieczęci Boga” (zob. 9,4).

 

Świat w tej księdze ma tylko znacze­nie negatywne, to jest to, co św. Grzegorz Wiel­­ki nazwał „mistycznym ciałem szatana”. Kró­lowie ziemi, jej mieszkańcy i królestwa – to jest świat. Natomiast istnieją teksty, również św. Jana, które mówią o świecie jako o miej­scu zbawczego działania Bożego. Tak [] Bóg umiłował świat, że Syna swego Jedno­­rodzonego dał (J 3,16). To jest świat, w którym da się jeszcze coś dobrego zrobić. Kara mo­że dotknąć tylko świat trwający w opozycji wobec Boga.

 

A co Ojciec mógłby powiedzieć na temat tego tekstu:

I ludzie zostali dotknięci wielkim upałem,

bluźnili imieniu Boga, który ma władzę nad tymi plagami,

a nie nawrócili się, by oddać Mu chwałę (16,9).

 

Tutaj dotykamy w człowieku fatalnej możności zatrzymania się, buntu trwające­go do ostatnich chwil, powiedzenia Bogu „nie”. To jest przedziwne. Będąc w Riva del Gar­­da we Włoszech widziałem grób Gabriela d’Anu­nzio. Był on niezwykłym pisarzem, lotni­kiem, który zawierał w sobie przedziwne sprze­czności widoczne także w jego utworach. Mię­dzy innymi kazał się pocho­wać na stojąco, a nie na leżąco. Zamiast krzyża kazał umieścić na grobie kord, jaki już wte­dy nosili lotnicy. Po lewej stronie nagrobku wid­nieje franciszkańskie hasło: Pax et bonum, a po drugiej stronie: Malum et pax – zło też da­je swoisty spokój. A pewien polski poeta miał w testamencie napisać: „Jeżeli istnieje tak zwana światłość wiekuista, to proszę ze wzglę­dów oszczędnościowych ją zgasić”. To jest niewypowiedziane bluźnierstwo. Nie wymie­nię nazwiska, bo sam tego nie czytałem, tyl­ko mi mó­wiono. To przykład uporu w złem. Niestety człowiek tak daleko może się po­sunąć, że będzie żuł język ze złości, ale się do Boga nie nawróci. Dobrze, że księga natch­nio­na nam o tym mówi.

 

WIĘCEJ w książce, którą MOŻNA KUPIĆ TUTAJ

Źródło: ps-po.pl

Komentarze