Był więźniem islamistów z ISIS. Przeszedł przez piekło. Po latach przerywa milczenie!

Dość dodać, że z jednym z porywaczy bp Hanna nawet się – sic! – zaprzyjaźnił. Jak mówił podczas pobytu w Polsce w dniach 7-10 maja 2019 r. w licznych wywiadach, podczas których promował „Porwanego w Iraku”: „Te 28 dni zmieniły moje życie. To były moje ponowne narodziny”.

A jego sprzymierzeńcami w tym czasie były wiara, modlitwa, cierpliwość i pokora.

Tchnie optymizmem

Mimo obciążających wyobraźnię opisów tortur w końcowej części książka tchnie optymizmem, nadzieją i… wiarą w ludzi. Mimo wszystko, na przekór wyznawanym wartościom, przekonaniom, religii. Podsumowaniem, a zarazem drogowskazem dla nas na przyszłość niech będą słowa z niej zaczerpnięte:

„Pewność miłości Bożej wzywa nas do tego, by dostrzegać miłość w sobie nawzajem, by nie dzielić ludzi na wierzących i niewierzących, by nie stawiać jednej religii ponad drugą, a raczej dostrzegać fakt, że niektórzy ludzie potrafią znaleźć w religii uzasadnienie okrucieństwa, podczas gdy inni znajdują w niej uzasadnienie budowania jedności”.

Książka pt. „Porwany w Iraku” poprzez historię jednego człowieka pokazuje nam, jak trudna jest sytuacja chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Statystyki są w tym względzie bezlitosne. W 2003 r. w Iraku mieszkało ok. 1,5 mln chrześcijan, w 2019 r. jest ich zaledwie ok. 200 tys.!

Trudno się dziwić takiemu stanowi rzeczy w miejscu, gdzie wiara w Chrystusa równa się wyrokowi śmierci. Tym bardziej potrzebna jest nasza wiedza w tym względzie i pamięć o tych ludziach. Jej wyrazem będzie lektura książki pt. „Porwany w Iraku”. Zapewniam: na długo pozostanie ona w Waszej pamięci.

Edyta Hartman

Fot. Screen Youtube

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.