Mohamed Bzeek od 20 lat adoptuje nieuleczalnie chore dzieci, by zapewnić im dom i opiekę w ostatnich dniach ich życia. Do tej pory otoczył troską osiemdziesięcioro maluchów.

Jest wiele dzieci, których nikt nie chce dlatego, że umierają. Nikt nie chce się z tym zmierzyć. Jeśli nikt ich nie weźmie, zostaną w szpitalu, bez nikogo, kto mógłby je przytulić i z nimi porozmawiać. Ja zawsze rozmawiam z moimi dziećmi. Nie ważne, czy są ślepe, czy głuche, zawsze z nimi rozmawiam. Bo wierzę, że są istotami ludzkimi, że mają duszę, uczucia. Dotyk to jedyna droga komunikacji z dziewczynką, którą teraz się opiekuję. Tylko w ten sposób wie, że ktoś jest przy niej. 

 

20. grudnia wykryto u mnie raka okrężnicy. Musiałem poddać się operacji dzień przed swoimi urodzinami. Mam 62 lata. Byłem przerażony, bo byłem sam. Lekarze pytali, gdzie jest twoja rodzina, gdzie jest twoja żona, gdzie jest twój syn. Nie mam rodziny. Moja żona umarła. Mój syn jest upośledzony. Bałem się. Czułem się tak, jak te dzieci. Są pozostawione same sobie. Wiem jak to jest i to pozwala mi robić dla nich więcej.

 

Wyobraź sobie małe dziecko, które urodziło się nieuleczalne chore i zostało odebrane swoim rodzicom, bo brali narkotyki, albo je zaniedbywali. Są w szoku, boją się. (…) Wierzę, że każde dziecko ma prawo do, by mieć rodzinę. Mamę, tatę, brata, siostrę. A te dzieci nie mają nikogo. Tak jakby świat o nich zapomniał. Te dzieci potrzebują, by ktoś je przygarnął i stworzył im rodzinę. Kogoś kto by ich kochał i mówił: jestem tu dla Ciebie, razem przez to przejdziemy. Kogoś kto da im poczucie bezpieczeństwa.

 

Jesteśmy ludźmi, powinniśmy sobie pomagać, finansowo, medycznie, duchowo, jakkolwiek. Pomóż, jak możesz, bo jesteśmy ludźmi i powinniśmy się wspierać nawzajem. Bez względu na rasę, religię, narodowość.

 

Czytaj więcej na ofeminin.pl

Źródło: ofeminin.pl

„Jakże ona kopała, gryzła i drapała. Udusiłem ją (…). Jakże słodka i delikatna była jej mała dupcia upieczona w piekarniku” – pisał amerykański seryjny morderca Hamilton „Albert” Fish do rodziców małej Grace 6 lat po jej zaginięciu. 

Gdy sadzano go na krześle elektrycznym miał już 66 lat. W swoim ostatnim słowie wykrzyczał, że porażenie prądem będzie dla niego „największą i jedyną podnietą, której jeszcze nie doświadczył”. Podczas egzekucji w niczym nie przypominał człowieka, który podstępem wzbudzał zaufanie u swoich ofiar i ich bliskich.

Czytaj także: Zapomniana rzeź. Gdy wybuchła wojna Brytyjczycy zabili w panice 750 tys. zwierząt!

Albert Fish był ostatnim, którego można by podejrzewać o zbrodnicze skłonności. Zawsze elegancki i schludnie ubrany cieszył się powszechnym szacunkiem.

Do drzwi mieszkających na Manhattanie państwa Budd zapukał pod koniec maja 1928 r. Przedstawił się jako farmer z Nowego Jorku o nazwisku Frank Howard. Przekonywał, że przyszedł zatrudnić ich 18-letniego syna do pomocy i za jeden dzień pracy jest skłonny zapłacić mu 15 dolarów. Głowa rodzin, pan Albert Budd, nawet przez moment nie podejrzewał, że człowiek, którego wpuścił do domu może mieć złe zamiary. W końcu zaledwie trzy dni temu umieścił stosowne ogłoszenie w jednej z gazet…

Porwanie Grace

Dżentelmen obiecał, że zatrudni też kolegę syna państwa Budd. Fish nie zjawił się jednak w umówionym terminie tłumacząc, że zatrzymały go obowiązki. Zgodnie z obietnicą przyszedł jednak następnego dnia w niedzielę.

Podczas rozmowy o interesach do pokoju weszła 10-letnia Grace. Fish uśmiechnął się do niej, sprawiając wrażenie człowieka, który ma doskonałe podejście do dzieci. Zaproponował rodzicom Grace, że zabierze ich córeczkę na urodziny dziecka swojej siostry. Oczarowani gościem państwo Budd wyrazili zgodę.

Howard zadeklarował, że wróci z Grace przed godziną 21.00. Czas jednak mijał, a mężczyzna nie dawał znaku życia. Z początku państwo Budd stwierdzili, że pewnie ich córka świetnie się bawi i przyjęcie po prostu się przeciągnęło. Gdy następnego dnia rano Grace i Howard wciąż nie wracali, rodzice zgłosili na policji zaginięcie córki. Nie wiedzieli jeszcze, że przez najbliższe 6 lat nie będą mieli żadnych wieści na jej temat…

Kanibal Albert Fish

Policja skierowała sprawę państwa Budd do detektywa Williama Kinga. Szybko udało się ustalić, że adres siostry Howarda, jak i sama siostra nie istnieją. Okazało się również, że mężczyzna podający się za Howarda podał fałszywą tożsamość i nie posiada żadnej farmy.

Pomimo szeroko zakrojonego śledztwa nie udało się natrafić na ślad Alberta Fisha. Medialna wrzawa wywołana wokół zaginięcia Grace ośmieliła jednak porywacza, by po kilku latach powiadomić rodziców o tym, co stało się z ich córką.

W listopadzie 1934 r. państwo Budd otrzymali anonimowy list o przerażającej treści. Fish pisał w nim, że zamiast na przyjęcie zabrał Grace do pustego domu w Westchester. Powiedział dziewczynce, aby poszła do ogrody zrywać kwiaty, po czym zawołał ją do siebie. Był roznegliżowany, czym wzbudził strach u Grace. Jak pisał morderca:

„Jakże ona kopała, gryzła i drapała. Udusiłem ją, potem pociąłem na małe kawałki (…). Ugotowałem je i zjadłem. Jakże słodka i delikatna była jej mała dupcia upieczona w piekarniku”.

Fish dodawał, że pożywiał się ciałem Grace przez dziewięć dni. Zaznaczył też, że nie wykorzystał dziewczynki seksualnie, aby mogła zginąć jako dziewica.

Pojmanie

List wysłany od państwa Budd miał doprowadzić do pojmania Alberta Fisha. Morderca nie zwrócił uwagi na to, co szczególnie zainteresowało detektywa Kinga – na kopercie znajdowały się znaczki firmy przewozowej New York Private Chauffeur’s Benevolent Association. Okazało się, że zarówno koperty jak i znaczki zostały wyniesione z firmy przez jej kierowcę Lee Sicowskiego, który mieszkał niegdyś w domu wynajmowanym obecnie przez Fisha.

King porównał podpis Fisha pod listą lokatorów z korespondencją wysłaną do rodziców Grace. W tym momencie detektyw miał już pewność, że ma do czynienia z mordercą córki Buddów… Fish został aresztowany 13 grudnia 1934 r.

Albert Fish – proces i śmierć

Podczas procesu wyszły na jaw kolejne wstrząsające informacje. Albert Fish twierdził, że torturował przynajmniej setkę dzieci i zabił trzy z nich. Swoje brutalne praktyki mial rozpocząć już w 1910 r.

Morderca zdradził, że początkowo chciał zabić brata Grace, ale zmienił zdanie, gdy zobaczył, że jest on dobrze zbudowanym młodzieńcem. Dodał, że podczas kanibalistycznej uczty pił również krew dziewczynki.

W międzyczasie odkryto zakopany pod płotem szkielet Grace, a Fish został poddany badaniom psychiatrycznym. Podczas rozmowy ze specjalistami powiedział, że w dzieciństwie był chłostany przez ojca. W wieku 12 lat rozpoczął kontakty homoseksualne, a przez większość życia umartwiał swoje ciało. Ból, perwersja i sadomasochizm miały mu zapewniać seksualną satysfakcję.

Morderca dzieci i kanibal Albert Fish został stracony 16 stycznia 1936 r. Podczas wymierzania kary pomagał katowi podłączać elektrody i przekonywał, że nie może się już doczekać ostatniego w swoim życiu doznania seksualnego…

Zasłynął spektakularnym pojedynkiem z niemieckim superstrzelcem w ruinach Stalingradu. Później wyszło na jaw, że epokowe starcie okazało się kłamstwem propagandowym. Prawdą natomiast jest, że był strzelcem wyborowym. Strzelał doskonale i do dziś jest uznawany za jednego z najlepszych snajperów jacy chodzili po ziemi.

Wasilij Zajcew urodził się 23 marca 1915 r. w małej wiosce Jelino. Jego ojciec i dziadek polowali w pobliskich lasach na wilki i jelenie. Gdy chłopiec miał 10 lat zaczął polować wraz z nimi, wtedy nauczył się strzelać. Tak zaczyna się historia najlepszego strzelca i bezwzględnego zabójcy sowieckiego.

Czytaj także: Zawalił się most, samochody wpadły do rzeki! Dwie osoby… [WIDEO]

W wieku 15 lat wyjechał do Magnitogorska. Skończył tam technikum z bardzo dobrym wynikiem. Był również księgowym, ale krótko. W 1937 roku postanowił poświęcić się karierze w wojsku. Wstąpił do marynarki wojennej i dostał się na służbę we Flocie Oceanu Spokojnego, gdzie otrzymał przydział zgodny ze swoimi kwalifikacjami – zajmował finansami na jednym z okrętów.

Zajcew na froncie

Po ataku III Rzeszy na Związek Radziecki Zajcew poprosił przełożonych o przeniesienie do jednostek lądowych. Przydzielono go wówczas do 284. Dywizji Strzelców, która jako część 62. Armii przybyła we wrześniu 1942 r. do Stalingradu, gdzie później doszło do największej bitwy II wojny światowej.

Niemcy za wszelka cenę chcieli zdobyć miasto nad Wołgą. Było ono bardzo ważnym elementem w walce o opanowanie pól naftowych. Około 300 tys. żołnierzy prowadzonych pod dowództwem gen. Friedricha Paulusa zostało otoczonych przez Armię Czerwoną. Ostatecznie bitwa zakończyła sie klęską nazistów. straty były ogromne po obu stronach. Wygranym został Wasilij Zajcew – od tej pory niekwestionowany bohater mediów.

O włos nie skończył by swojej wojskowej kariery przed plutonem egzekucyjnym. Zajcew początkowo pełnił obowiązki sanitariusza i według niektórych historyków zastrzelił niemieckiego pilota, który wyskoczył na spadochronie ze strąconego samolotu. Za ten czyn sąd wojskowy miał go skazać na śmierć, jednak wykonanie wyroku z nieznanych do dziś powodów zostało wstrzymane. Czyżby uznali, że jest zbyt cenny?

Zajcew dziesiątkuje wroga

Zajcew musiał się zrehabilitować. W szeregach 1047. pułku walczył na prawym brzegu Wołgi, a następnie odpierał szturm Wehrmachtu na fabrykę „Metiz”. Wtedy otrzymał medal „Za odwagę”. Prawdziwą sławą okrył się jednak po tym jak zastrzelił trzech niemieckich łączników, którzy usiłowali przedostać się przez zniszczone miasto. Zastrzelił ich z bardzo dużej odległości … jedynie trzema strzałami.

Dowódca pułku wręczył Zajcewowi karabin z celownikiem optycznym. Od tej pory snajper dziesiątkował Niemców. Słynął, że zbierania skalpów swoich ofiar. Tak przynajmniej głosiła rosyjska propaganda – celem było zastraszenia wroga. I udało się – Zajcew wzbudzał paniczny strach. W biuletynach cytowano słowa Zajcewa: „Dla nas, żołnierzy i dowódców 62. armii, nie ma ziemi za Wołgą. Walczyliśmy i będziemy walczyli do upadłego!”.

Wszędzie pojawiały się ulotki z propagandowymi hasłami: „Strzelaj tak, jak strzelec wyborowy Wasilij Zajcew. Zajcew zabił 158 Niemców, a Ty ilu?”.

 

Bohater ZSRR

Pod koniec stycznia 1943 r. Zajcew został poważnie ranny. Groziła mu ślepota. Moskiewscy lekarze staneli jednak na wysokości zadania i uratowali sowieckiego bohatera.

22 lutego 1943 r. nadano Zajcewowi tytuł Bohatera Związku Radzieckiego. Po tym jak wydobrzał od razu wrócił na front i ostatecznie wojnę zakończył ze stopniem kapitańskim.
W 1945 r. Wasilij Zajcew został zdemobilizowany. Zamieszkał w Kijowie, gdzie pracował jako dyrektor fabryki maszyn. Wasilij Zajcew zmarł 15 grudnia 1991 r.

Szacuje się, że w czasie wojny aż 375 tys. Polaków mogło walczyć w armii niemieckiej. Większość z nich została wcielona do Wehrmachtu pod przymusem. Przedruk oryginalnego artykułu z 1944 r. 

Niemcy cofali się na odcinku zajętym przez piechotę nowozelandzką pod El-Alamein. Za tumanem kurzu pomieszanego z dymem wycofywały się czołgi i piechota. Na jasnym tle pobojowiska odcinały się sylwetki zabitych i rannych, rozbite czołgi i działa. Jeden tylko czołg wydawał się nietknięty.

Czytaj także: Rosjanin przeżył atak niedźwiedzia. Walcząc o życie odgryzł zwierzęciu… [FOTO]

Stał nieruchomy, milczący, wynurzając się coraz wyraźniej z kurzawy. Jeszcze chwila i z wieżyczki Mark IV wychyliła się ręka z białą chustą, a za nią postać w niemieckim mundurze.

Było ich czterech. Wszyscy Polacy ze Śląska. W czołgu został zabity Niemiec-dowódca. Nie chcieli walczyć przeciw Aliantom. Poddali się przy pierwszej okazji.

Pośród pustynnych piasków

Gdzieś w głębi pustyni libijskiej niemieckie oddziały wycofywały się w nieładzie pod naporem Brytyjczyków. Na pozycjach panowało zamieszanie. Dowódca baterii artylerii ponaglał działony do odskoku. Obsługa jednego z dział składająca się z żołnierzy ze Śląska zameldowała, że ciągnik jest uszkodzony, że musi go z reperować, że działa nie opuści.

Oficer niemiecki coś podejrzewał. Groził, że zastrzeli. Nie zdążył – za chwilę leżał powalony. Działo odwrócone w stronę uciekających Niemców, kładło swoje pociski w ich stronę.

Libia, Cyrenajka i Tunis. Obecnie Włochy. Setki Polaków przysłanych tu z odległego Kraju, znalazły się w alianckiej niewoli. Poddawali się bardzo chętnie, unikali strzelania do wojsk brytyjskich. Korzystali z każdego zamieszania, aby nie wrócić do swoich oddziałów.

Polacy w Wehrmachcie – skąd się wzięli?

Polacy są również na froncie wschodnim. Radio moskiewskie i prasa często o nich wspominają. Tak samo jak w Afryce, nie chcą bić się za Niemców.

Polaków w armii niemieckiej jest sporo. Niektórzy obliczają ich na kilkadziesiąt lub nawet kilkaset tysięcy. Są przezornie porozrzucani po różnych frontach i różnych oddziałach. Są przemieszani z Niemcami i otoczeni strażą S.S.

Kto to są ci Polacy w armii swastyki? Skąd się tam wzięli? Co myślą i czują? Prasa tajna w Kraju poświęca im wiele miejsca na łamach swych pism. Zajmuje się ich tragicznym losem, uświadamia o obowiązkach, wskazuje drogi postępowania, wreszcie poucza społeczeństwo, jak przeciwstawiać się poborowi polskiej młodzieży.

Obecność Polaków w armii niemieckiej jest wynikiem bezprawnej polityki okupanta. Jest jedną z wielu zbrodni popełnianych przez Niemców na Polakach. Wszyscy bez wyjątku Polacy, służący w armii niemieckiej, zostali do tego zmuszeni wbrew ich woli, pod groźbą surowych kar – do kary śmierci włącznie.

Polacy w Wehrmachcie – pobór

Pobór Polaków do armii niemieckiej zaczął się już w lecie 1940 r. Początkowo obejmował tylko ziemie „włączone” do Rzeszy, t.j. Śląsk, Wielkopolskę i Pomorze. Powołano tu Polaków wpisanych na listę narodu niemieckiego do III-ej grupy włącznie.

Zabierano ich z domów w nocy, zabierano za dnia z miejsc pracy. Wywożono ich wprost do obozów ćwiczebnych w głębi Rzeszy; również tych, których udało się „zwerbować” w szeroko stosowanym systemie „łapanek.” >>>CZYTAJ DALEJ<<<

Pijana matka po wzięciu 500+ kompromituje się w Internecie. Wokół są jej dzieci, a ona leży na zimnym betonie tak pijana, że nie może wstać. 

Z  ust kobiety sypią się wszelkie najgorsze przekleństwa, a w dodatku demonstruje również swoje ciało i krzyczy straszne teksty do…>>>CZYTAJ DALEJ<<<

W rankingu najpopularniejszych imion wybieranych dla dzieci w stolicy królują w Zofia i Jan – wynika z informacji udostępnionych przez warszawski ratusz. 

Antun Najžer jest dziś nazywany „chorwackim doktorem Mengele”. Jako dowódca dziecięcego obozu koncentracyjnego Sisak doprowadził do śmierci tysięcy małoletnich Serbów, Żydów i Cyganów. Wszyscy zginęli w wyniku nieludzkich eksperymentów prowadzonych przez Najžera.

W 1941 roku chorwacki skrajnie prawicowy ruch ustaszów objął władzę w kraju i utworzył Niepodległe Państwo Chorwackie (NDH) pod dowództwem Ante Pavelicia. NDH, na wzór innych faszystowskich reżimów Europy, zakładało obozy koncentracyjne oraz mordowało i prześladowało Serbów, Żydów i Romów, nie wspominając o chorwackich partyzantach i ich rodzinach.

Antun Najžer – chorwacki Mengele

W sierpniu 1942 roku NDH zbudowało obóz dla dorosłych i dzieci w chorwackim mieście Sisak. Jego przeznaczoną dla nieletnich część – największy tego typu obiekt w Niepodległym Państwie Chorwackim – nazwano „schroniskiem dla dzieci uchodźców”.

Czytaj także: MASAKRA! Grzebanie żywcem i odcinanie piersi! CHORWACKIE zbrodnie w „IMIĘ BOGA”

To „schronisko” pod patronatem żeńskiej sekcji ustaszów i służb łączności było prowadzone przez doktora Antuna Najžera. Dziś dzięki dokumentom, które zachowały się wiemy już, że lekarz i jego współpracownicy przeprowadzali badania na małoletnich więźniach, głodząc ich na śmierć lub torturując na inne sposoby.

Napis na cmentarnym pomniku w dziecięcej części Sisak głosi, że pochowano tam około 2000 osób, ale rzeczywiste liczby nie są znane, gdyż nigdy nie podjęto decyzji o ekshumacji ciał. Historię obiektu opisuje niedawno opublikowany artykuł na chorwackiej witrynie informacyjnej Portal Novosti pod przyprawiającym o dreszcze tytułem „Sisak też miał swojego Mengele“, nawiązującym do okrytego zła sławą lekarza z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

Kobieta, która przeżyła Sisak

W Sisak, które doświadczyło kolejnego wyniszczającego konfliktu w latach 90. XX wieku, podczas wojny o niepodległość Chorwacji, na wspomnianym cmentarzu corocznie obchodzony jest Dzień Pamięci o II Wojnie Światowej, podczas którego składa się pod pomnikiem pamiątkowe wieńce, a ocalałych z obozu zachęca do zabrania głosu.

Jedną z nich jest Dobrila Kukolj. Urodzoną w 1931 roku we wsi Mededa w Bośni i Hercegowinie kobietę kilkakrotnie umieszczano w obozach koncentracyjnych dla nieletnich. Jej życie zmieniło się na zawsze w 1941 roku, po ataku ustaszów na jej rodzinną wioskę. W wywiadzie dla portalu Novosti Kukolj mówi, że najlepiej pamięta placówki w Sisak i Jasenovac, oraz opisuje moment dotarcia do obozu:

Przybycie do obozu koncentracyjnego było jak wstąpienie do rządzącego się bezprawiem i szaleństwem klubu śmierci, gdzie słychać jedynie wznoszące się ku niebu krzyki, jęki i płacz. Krew w żyłach wciąż mrozi mi wspomnienie ucieczki przed ustaszami, którzy ścigali małe dziewczynki, by potem użyć wobec nich przemocy. Właśnie wtedy niechcący nadepnęłam na leżące na ziemi niemowlę, a jego płacz do dziś dźwięczy mi w uszach. My, ocaleńcy z obozów, docieramy do kresu życiowej drogi, ale nasze dziedzictwo nie powinno zostać zapomniane, proszę więc obecne i przyszłe pokolenia, aby nie dopuściły do powrotu tak ogromnego, niesionego przez wojnę zła, w naszym ani w żadnym innym kraju.

Źródło: globalvoicesonline.org / ekst opu­bli­ko­wany na licen­cji CC BY 3.0

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Fot. Dzieci w obozie koncentracyjnym Sisak / Domena publiczna

 

Rosyjska torpeda przedstawiona niedawno przez Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej, otrzymała miano „nowej broni masowego rażenia”. Amerykańscy eksperci twierdzą, że może zostać wykorzystana do wytworzenia ogromnego tsunami.

Po raz pierwszy publicznie o „Posejdonie” wspominał Prezydent Federacji Rosyjskiej podczas przemówienia w rosyjskim Zgromadzeniu Federalnym. Władimir Putin twierdził, że ich autonomiczna torpeda będzie cicho podróżować przez morskie głębiny, znacznie szybciej, niż jakakolwiek łódź podwodna. Przeniesie także broń masowego rażenia.

„Bezzałogowe pojazdy podwodne mogą przenosić głowice konwencjonalne lub jądrowe, co umożliwia im atakowanie różnych celów, w tym grup samolotów, fortyfikacji przybrzeżnych i infrastruktury”- powiedział Putin.

Amerykański analityk militarny, z blogu HI Sutton opisywał swoje wrażenia na temat nowego prototypu „Posejdona”. Twierdzi, że maszyna jest „ogólnie zgodna” z przewidywaniami, i słowami, w jakich opisywali ją Rosjanie. Gigantyczna, autonomiczna, napędzana energią jądrową. Wspomina też o innym nazewnictwie torpedy – „Oceanic Multipurpose System Status-6”, „Skif” oraz „Kanyon”.

 

„Moi drodzy przyjaciele, dwadzieścia lat jęczeliśmy pod polskim panowaniem, a teraz wracamy pod skrzydła wielkiego narodu niemieckiego” – mówił przywódca „narodu góralskiego”, gdy witał Hansa Franka w Zakopanem.

Pochodzący z małopolskiej wsi Kościelisko Wacław Krzeptowski miał ambicje, aby zostać kimś ważnym i szanowanym. Od zawsze ciągnęło go do polityki. Jako prezes Stronnictwa Ludowego w Nowym Targu oraz wiceprzewodniczący Związku Górali miał okazję poznać najważniejsze osoby w państwie.

Miał to szczęście, że prezydent Ignacy Mościcki kochał polskie góry – na tyle, aby ślub swojej córki wyprawić właśnie na Podhalu. Krzeptowski dostąpił wówczas ogromnego zaszczytu – prowadził do ołtarza ojca panny młodej.

Czytaj także: JEDYNY WYWIAD Hitlera dla polskiej prasy. Zobacz, co mówił o Polakach!

Krewki góral nie robił tego bynajmniej z zamiłowania do sanacji. Krzeptowski był przede wszystkim oportunistą. Być może dlatego po inwazji Niemców na Polskę wyparł się wszystkiego, co go do tej pory łączyło z nadwiślańskim krajem.

W czasie okupacji Krzeptowski stanął na czele Komitetu Góralskiego (Goralisches Komitee) – autonomicznego samorządu, będącego fundamentem Goralenvolku („narodu góralskiego”). Działalność Krzeptowskiego i jego sympatyków była tym samym najbardziej zinstytucjonalizowaną formą kolaboracji na okupowanych terenach Polski.

Haniebny hołd krakowski

W pierwszych tygodniach niemieckiej okupacji Krzeptowski wielokrotnie spotykał się z przyszłym katem Polaków, Hansem Frankiem. 7 listopada 1939 r. uczestniczył w uroczystości objęcia przez niego stanowiska gubernatora Generalnego Gubernatorstwa. Podczas tego wydarzenia, które zyskało z czasem pogardliwe miano „hołdu krakowskiego”, reprezentacja górali wręczyła Frankowi złotą ciupagę. Pięć dni później miała miejsce rewizyta generalnego gubernatora w Zakopanem, podczas której Krzeptowski wypowiedział haniebne słowa:

„Meine lieben Kameraden (Moi drodzy przyjaciele), dwadzieścia lat jęczeliśmy pod polskim panowaniem, a teraz wracamy pod skrzydła wielkiego narodu niemieckiego”. 

Chociaż Krzeptowski jest dziś najbardziej znaną postacią związaną z Goralenvolk, sam idea „narodu górlalskiego” pojawiła się jeszcze przed wojną. Twórcą pomysłu był piłsudczyk i aktywny działacz sanacyjny, dr Henryk Szatkowski. Tym bardziej może dziwić, że w czasie okupacji wybrał karierę folksdojcza, podpisując niemiecką listę narodowościową i przyczyniając się do szerzenia antypolskich haseł.

Wacław Krzeptowski

Wacław Krzeptowski wita Hansa Franka w Zakopanem. Wikimedia Commons

Stworzona przez Szatkowskiego idea Goralenvolku czerpała garściami z prac niemieckich „myślicieli”, którzy przekonywali, że mieszkańcy Podhala wywodzą się od Germanów. Uczeni ci twierdzili na przykład, że ludowe pieśni górali tatrowych są w istocie zniekształconą (spolszczoną) wersją tyrolskiego jodłowania.

Zwracali także uwagę, że w Zakopanem można spotkać symbol swastyki, nazywany w tych stronach krzyżykiem niespodzianym. 29 listopada 1939 r. część działaczy Związku Górali powołała Goralenverin, z której trzy lata później wyrósł Komitet Góralski. Głównym obszarem działalności organizacji była agitacja mieszkańców Podhala.