RELIGIA

36. lat temu odszedł kard. Stefan Wyszyński, poznaj jego ostatnią homilię: "Kościół musi zostać tutaj, gdzie jest, bo bez jakiejś emfazy jest przedmurzem chrześcijaństwa"

28 maja 1981 roku odszedł do wieczności Stefan Wyszyński – Prymas Tysiąclecia. Przeżywszy 80 lat zmarł na skutek postępującego nowotworu. Postać Kardynała była niezwykle ważna dla Polski i Polaków w czasie II Wojny Światowej oraz komuny, gdyż najpierw kryjąc się pod pseudonimem „Radwan III” był kapelanem Grupy AK Kampinos, potem przeprowadził uroczystości 1000-lecia Chrztu Polski. Był Kilkukrotnie represjonowany za niezgadzanie się z marksistowską ideologią.

Jest to homilia skierowana do Rady Głównej Episkopatu Polski 22 V 1981:

 

Nie będę o sobie mówił, bo biskup Dąbrowski zna stan mojego zdrowia, a właściwie schorzenie, które – według opinii lekarzy – jest przewlekłe, tak, że wielkiej nadziei na mnie Kościół Boży nie ma. Natomiast ma na was, drodzy bracia Rady Głównej, w której tyle lat żeśmy razem pracowali. Ongiś Rady Główne odbywały się tutaj i tak w kółeczko Pan Bóg sobie jednego po drugim wyłuskiwał z tego grona. Myślę, że jeżeli dochodzę do 8o lat, to jest najwyższy czas i na mnie też.

 

Nie będę dużo mówił. Powiedziałem już, że żadnego programu nie zostawiam, dlatego, że mój następca nie może być skrępowany żadnym programem. Musi rozeznawać sytuację Polski i Kościoła z dnia na dzień i stosownie do tego układać program pracy. Program w Polsce nie może być sztywny. Nasza stałość wyraża się w Credo, wyraża się w Ojcze nasz, w Zdrowaś Maryja, w Ślubach Jasnogórskich, w zawierzeniu, które Ojciec święty uczynił na Jasnej Górze. A reszta jest płynna. Największą naszą wartością jest wiara naszego ludu, jego przywiązanie do Kościoła, jego więź z Kościołem w Chrystusie i Jego Matce, w waszej wierze, w waszej gorącej miłości i w waszej niezwykłej apostolskiej gorliwości. Niczego więcej się nie oczekuje. Kościół musi zostać tutaj, gdzie jest, bo bez jakiejś emfazy jest przedmurzem chrześcijaństwa. Kościół stąd pójdzie na Wschód.

 

Ojciec święty! Nie potrzebujemy mówić o naszych do niego uczuciach i o tej dziwnej po prostu synchronizacji naszego życia, zwłaszcza w ostatnich latach, aż do tego momentu. Ta synchronizacja mnie osobiście zobowiązuje mocno wobec Ojca świętego i ja to zobowiązanie przyjmuję świadomie, z pełnym zrozumieniem i uległością.

 

Powiedziałem w czasie mojej uroczystej chwili przyjęcia sakramentu chorych, że nigdy nie zgrzeszyłem żadnym aktem niewiary w moim życiu przeciwko Bogu, który jest dawcą życia i ma do niego prawo, zwłaszcza gdy tych lat dał tyle. Nigdy nie zgrzeszyłem przeciwko Jezusowi Chrystusowi, który jest – jako Wieczysty Kapłan – dawcą mojego kapłaństwa i ma do niego pełne prawo. Nigdy nie zgrzeszyłem przeciwko Kościołowi jako instytucji, chociaż bardzo często w mojej pracy musiałem przedstawiać stanowisko Episkopatu i Kościoła w Polsce, jak reprezentant właściwego rozumienia zadań Kościoła w skomplikowanej sytuacji Polski, którą trzeba było rozeznawać w naszym wymiarze. I to czyniłem odważnie, chociaż zawsze z pokorą.

 

Mam najwyższe uznanie dla zrozumienia tej sytuacji szczególnie przez Ojca świętego Piusa XII i Pawła VI oraz Jana XXIII i obydwóch Janów Pawłów. Nie mówię nic o postawie Ojca świętego dziś, szczęśliwie cierpiącego i służącego Kościołowi. To wszyscy, bracia, znacie. Bo to jest wasz przyjaciel, wasz współpracownik, najlepiej was rozumiejący. To daje pewność, że tak będzie na przyszłość. Ja wierzę, że Matka Najświętsza, której i on zawierzył publicznie na Jasnej Górze, podźwignie go z jego doświadczeń.

 

O sobie nic nie mówię, bo wiem, że Matka Boża może zrobić wszystko, ale ja jestem Jej niewolnikiem i zawierzyłem Jej na wszystkie strony. Żadnych próśb w mojej intencji nie zanoszę do Matki Najświętszej, bo wiem, że to Jej sprawa i sprawa nadzwyczajnej wiary i heroicznej modlitwy, która idzie przez wasze serca i powierzonego wam ludu. Waszą żywą wiarę zawsze podziwiałem i waszą gorliwość apostolską, której nie zawsze mogłem sprostać.

 

Każdemu z was mam tak wiele do zawdzięczenia. Szczególniej biskupowi Bronisławowi, naszemu sekretarzowi, w którym widzę najwierniejszego wykonawcę programów i planów, nad którymi pracowaliśmy całymi dniami. Jestem gorąco wdzięczny księdzu kardynałowi, że przyjął na siebie obowiązek zastępcy przewodniczącego Rady Głównej i Konferencji Episkopatu, i sprawuje to zadanie godnie. Jestem wdzięczny biskupowi gdańskiemu za tak wspaniałe przeprowadzenie problemu Stoczni Gdańskiej, "Solidarności", w kraju i w Rzymie. Nie mówię o moim następcy w Lublinie, który wchodzi tak delikatnie w całą duchowość mojej pracy na terenie tego akademickiego miasta katolickiego. Nie mówię o ciężkiej odpowiedzialności księdza arcybiskupa metropolity wrocławskiego, który wie, co czynić, ażeby ziemie odzyskane związać na stałe z Polską i jej Kościołem. Nie mówię o najbliższym moim sąsiedzie, arcybiskupie metropolicie poznańskim, który zna świetnie tradycje tego dumnego i zasłużonego dla Polski i Kościoła terenu. Znam tych ludzi, im można ufać i w nich nadzieję pokładać dniem i nocą. Mają swoje ambicje, ale i poczucie odpowiedzialności. Tobie, drogi biskupie przemyski, i nie tylko przemyski, ale całej tej wspaniałej ziemi otwartej na południe i na wschód Polski, przypadnie pewno duża odpowiedzialność za rozwój Kościoła w Polsce w tamte strony. Ale jednocześnie i świadomość konieczności postępu kultury łacińskiej i narodowej w tamte strony. Nie ma tutaj biskupa pracowitej Łodzi, która jest jakimś sercem ładu pracy w Polsce i tej ludności, która dała wzór w swoich kołach pracowniczych, jak po chrześcijańsku rozwiązywać problemy społeczne, ażeby były w duchu Ewangelii i sprawiedliwości ewangelicznej.

 

Same uczucia wdzięczności. Do nikogo – najmniejszego żalu. Na nikim – najmniejszego zawodu. Wszystkim pozostawiam moje serce, które nie zabiera z sobą żadnego zastrzeżenia w stosunku do żadnego z biskupów polskich, do kapłanów i ludu Bożego. Wszystkie nadzieje to Matka Najświętsza. I jeżeli jaki program – to Ona.

 

Gdy spotkacie Ojca świętego w dniu 7 czerwca, jak ufam, proszę żebyście go po bratersku ucałowali ode mnie i zapewnili go, że moje cierpienia, które są wyrazem schorzenia przewlekłego, są dołączone do tych o wiele większych jego cierpień. Moje schorzenie wymaga cierpliwości, bez bólów, jego – wielkich bólów i wielkich cierpień.

 

Padam z całą pokorą prymasa Polski do waszych biskupich stóp i je całuję… Pamiętajcie, tradycją polskości jest powiązanie prymatury z Gnieznem wbrew jakimkolwiek myślom i zamierzeniom. Polska stała silna tym, gdy ziemie nadbałtyckie i diecezje nadbałtyckie miały świadomość bliskości prymatury z tymi diecezjami. Tam wtedy była siła. I tej strategii terenowej trzeba przestrzegać jak kamienia węgielnego budowania Kościoła w Polsce. Polska na południu będzie zawsze mocna, niezachwiana, Polska na północy i zachodzie wymaga ciągłego podtrzymywania na duchu tych, którzy w dziejach najwięcej ucierpieli przez najazdy szwedzkie, krzyżackie i germańskie. O wschodzie nie mówię, bo wschód jest otwarty dla Kościoła w Polsce, do zdobycia, cały.

 

I niech to będzie dość, bracia. Niech to będzie dość. Służyłem Kościołowi 35 lat, na tym stanowisku 33. To jest dość. Bóg wam zapłać. Miejcie zawsze zaufanie do tego domu. Jest otwarty dla was, czy dla konferencji plenarnej. Po to jest wybudowany ten dom, tam na dole, byście się tu czuli swobodnie, dobrze, jak we własnym gabinecie pracy. Podtrzymujcie tradycję tego domu, podobnie tradycję sekretariatu Episkopatu Polski, jak i tradycję powstającego z wielkim trudem i waszą pomocą ośrodka centrali pracy Kościoła w Polsce.

 

Bóg zapłać, żeście chcieli przyjść, i żeście chcieli być świadkami mojej nieudolności. Jest ona potrzebna, ta świadomość, żeby było wiadomym, że w Polsce rządzi tylko Bóg, a nie człowiek. Dlatego człowiek, któremu się wydawało, że coś zrobił, musi odejść, żeby ludzie wiedzieli, że w Polsce tylko sam Bóg – quis ut Deus. On dalej jest mocny w Polsce, ludzie są słabi. Takie są dzieje i myśli Boże. W Polsce nie ma wielkich ludzi, wszyscy są na służbie, wszyscy są na kolanach przed najmniejszym dzieciątkiem, ochrzczonym przez Kościół w Polsce. Kochajcie ich. Bóg wam zapłać!

Źródło: telewizjarepublika.pl/ nonpossumus.pl

Komentarze

Zobacz także

Porwany ksiądz potwierdza: „diabeł atakuje bardzo mocno, a neokatechumenat…”

Redakcja malydziennik

Oto kiedy nie trzeba iść do … egzorcysty!

Redakcja malydziennik

Oto potężna modlitwa Jabesa. Pomódl się, a twoje smutki … prysną!

Redakcja malydziennik
Ładuję....