CYWILIZACJA

13-letnia bohaterka. Miała 10-lat, gdy ojczym zaczął ją gwałcić. Zaszła w ciążę. „Gdybym ją abortowała, świat straciłby wspaniałą osobę”

Ta historia jest pięknym przykładem miłości. Anny Slaugh Richey została zgwałcona, zaszła w ciążę i urodziła dziecko. Dziś jest szczęśliwą żoną i matką czwórki dzieci.

 Ojczym od najmłodszych lat wykorzystywał ją seksualnie. Gdy dziewczynka miała dwanaście lat, przestępca ją zapłodnił. Anna była sama, nie miała się do kogo zwrócić, a przynajmniej tak się jej wydawało i dlatego poddała się aborcji, do czego zmuszał ją zresztą oprawca. Rok później dziewczyna była ponownie w ciąży. Tym razem świadoma, czym była dla niej pierwsza aborcja, nie powiedziała o niczym ojczymowi. Ciążę odkryła dopiero matka, która zaważyła, że ciało dziewczynki zaczyna się charakterystycznie zaokrąglać. Po rozmowie z córką, podczas której potwierdziła swoje przypuszczenia i dowiedziała się, kto jest ojcem dziecka, matka spakowała rzeczy, zabrała dzieci i wyprowadziła się od ojczyma, a także zgłosiła sprawę policji. Mężczyzna za wykorzystywanie seksualne nieletnich trafił na dziesięć lat do więzienia. Anna zaś rozpoczęła własną walkę o prawo do życia dla swojego dziecka. 

 

Trzynastolatkę niemal wszyscy namawiali, by poddała się aborcji. Terapeuci, lekarze, psychologowie zapewniali ją, że to najlepsze wyjście z sytuacji i najlepsze lekarstwo na jej dramatyczną traumę. Ale Anna nie zgodziła się na to. Jedna aborcja była dla niej o tę jedną za dużo, i nie miała ochoty zdecydować się na kolejną. „Wcześniej w szkole miałam lekcję, na której wyjaśniono nam, że DNA dziecka pochodzi od obojga rodziców, a to oznaczało, że dziecko w połowie pochodziło ode mnie. Uświadomiłam sobie także, że dziecko będzie przez kolejne miesiące w moim ciele, a przez to stanie się jeszcze bardziej moje niż jego. Wiedziałam też, że jeśli dokonam aborcji, to zrobię to, czego on by chciał, że to będzie jego kolejne zwycięstwo nade mną. On nie tylko zabiłby we mnie niewinność, ale także zabiłby moją córkę” – opowiada kobieta, i dodaje, że choć aborcja prawdopodobnie sprawiłaby, że jej życie byłoby prostsze, to urodzenie dziecka było jedną z tych rzeczy, o którą warto było walczyć. 

 

Ciąża była dla niej niezmiernie trudna. Dziewczynka była niezwykle drobna, a jej wiek zwiększał ryzyko zarówno dla niej, jak i dla dziecka. Ale ona, gdy po raz pierwszy usłyszała na USG bicie jego serca, zakochała się w nim. „To wtedy zdecydowałam, że nie może być mowy o adopcji” – podkreśla. Josey Ann urodziła się zdecydowanie przed terminem, ale zdrowa, 28 czerwca 1995 roku. Początkowo zajmowała się nią głównie babcia, która zadbała, by nastoletnia mama mogła skończyć szkołę. Teraz Anna ma męża, który kocha i ją i jej córkę, a także czworo wspólnych dzieci. Jeśli czasem nawiedzają ją nocne koszmary, to odgania je uśmiech najstarszej córki. „Drżę tylko czasem na myśl, że mogłam się zdecydować na aborcję, i że mogłoby jej nie być” – podkreśla kobieta. Josey ma obecnie 18 lat, gra na gitarze, przygotowuje się do studiów, posługuje w miejscowym zborze. „Ona jest jednym z wielu powodów, dla których wiem, że aborcja jest złem. Ona jest osobą, i była nią od momentu poczęcia. Gdybym ją abortowała, świat straciłby wspaniałą osobę” – podkreśla Anna Slaugh Richey, kobieta, która wyrosła z małej, trzynastoletniej bohaterki, która wbrew wszystkim zdecydowała się urodzić dziecko.

Źródło:

Komentarze

Zobacz także

Melinda Gates znalazła sposób na walkę z ubóstwem? A może raczej na nabijanie kabzy koncernom?

Redakcja malydziennik

Pseudokibice POBILI piłkarzy własnego klubu! Dno i zezwierzęcenie!

Redakcja malydziennik

Żona przeżyła szok, kiedy jej mąż i ojciec dwójki dzieci powiedział jej prawdę…

Redakcja malydziennik
Ładuję....