CYWILIZACJA

Z pamiętnika leniwej matki

Zostałam zdemaskowana. Myślałam, że nigdy to nie wyjdzie na jaw. A jednak. Dziś – dzięki posłance Joannie Scheuring-Wielgus – wiem, że jestem leniwą kobietą. Leniwą, bo przez lata zamiast pracować w pocie czoła, w pocie czoła rodziłam dzieci i się nimi zajmowałam w domu.

Powiedźmy sobie szczerze, z 500 plus czy bez 500 plus, macierzyństwo po postu rozleniwia. Siedzi taka kobiecina w domu, nic konkretnego nie robi, zabawkami pobawi, na spacer wyjdzie i się dotleni, i jeszcze śmie narzekać, że bywa zmęczona. Przyznam się bez bicia, że rozleniwiłam się, zanim to stało się modne, czyli odkąd zaczął obowiązywać program 500 plus. Po urodzeniu pierwszego dziecka pożegnałam etat i rzuciłam się w wir macierzyństwa. Z czasem pojawiały się kolejne dzieci, obowiązków przybywało, a ja się utwierdzałam w swoim lenistwie. Szybko sobie znalazłam odskocznię od codziennego kieratu, ale nie na osiem godzin, dodatkowo w domu, więc nie wiem, czy można to zaangażowanie zaliczyć do pracy. Zresztą co to za praca – czytanie, pisanie, poprawianie. Bez przesady. W sumie mogłam się bardziej wysilić. A że czas na pracę znajdowałam na trzeciej zmianie, kiedy dzieci śniły o aniołkach, nie ważne – siedzę w domu, to leniwa kobieta jestem.

 

Dzień leniwej kobiety, wbrew pozorom, nie zaczyna się około południa albo później, kiedy sennie snuje się po swoim mieszkaniu w satynowym szlafroku i małymi łyczkami popija aromatyczną, lekko parzącą w język kawę. Zaczyna się dużo, dużo wcześniej. Matka kilkorga dzieci, ta rozleniwiona macierzyństwem, we wstawaniu solidaryzuje się bowiem z mleczarzami, piekarzami. Wstaje bladym świtem, żeby choć przez chwilę podekscytować się ciszą. Ciszą, którą dość szybko przerywa tupot małych stópek. Dzieci bowiem mają zamontowane czujniki. Mama wstaje, no to trzeba jej towarzyszyć. A że miała ochotę na przykład przejrzeć zaległe gazety, czy doczytać rozdział książki, nad którym padła wieczorem, nie ma znaczenia. Porzuca więc leniwa matka gazetę czy książkę i rusza doglądać potomstwa. A potomstwo, jak potomstwo – wstanie, to i chce jeść. Jedną ręką więc matka szykuje śniadanie, drugą – jedzenie do szkoły. Poranki niestety nie mają w sobie nic z błogości. Szykuje więc matka, przy pomocy ojca rzecz jasna, dzieci do szkoły i przedszkola. Jeszcze chwila i połowa przychówku ruszy do placówki edukacyjnej pod wodzą taty kierowcy. Leniwa mama ogarnia przedszkolaki i za chwilę rusza z nimi do przedszkola (to wariant optymistyczny). Wariant mniej optymistyczny, to dzieci chore. To dopiero się matka ponudzi…

 

Ale zostawmy sytuacje ekstremalne na boku. Wszyscy są zdrowi i raźno ruszają z domu. Matka poranny spacer do i z przedszkola wykorzystuje na szybkie zakupy. Kiedy wraca do domu, zastaje zazwyczaj pobojowisko po porannym rejwachu. Może poleniuchować wśród bałaganu, ale zdecydowanie woli leniuchować w porządku, więc korzystając z okazji, że nikt się nie kręci pod nogami, podwija rękawy i bierze się za sprzątanie. Gdzieś między odkurzaniem jednego pokoju a drugiego przypomina sobie, że w całym tym lenistwie nie zjadła jeszcze śniadania. Jako że czas wolny jest jednak dość ograniczony, łapie coś w locie, dopija zimną kawę i… leniuchuje dalej. Wstawi pralkę, nastawi obiad, rozwiesi pranie, coś przeprasuje, wstawi zmywarkę, ułoży zabawki. Przy okazji ma trochę gimnastyki, skłony poćwiczy, mięśnie porozciąga, kiedy z kątów wyciągać będzie porzucone tam klocki czy autka. I proszę, nie dość, że zaradna, to i oszczędna. Fitness ma gratis.

 

Nie wiem, jak to się dzieje, ale kiedy dzieci są poza domem, czas płynie zdecydowanie szybciej. Jak już leniwa matka obrobi się z porządkami i obiadami, zasiada do pracy. Otwiera swój komputer i pracuje. To ta chwila w domu, kiedy matka może usiąść spokojnie na krześle i napić się kawy. Co prawda, kiedy pisze, zapomina, że ta kawa jest i w efekcie znów pije zimną, ale co tam, i do tego można się przyzwyczaić.

 

Jak sobie mama poleniuchuje przed komputerem, nie oszukujmy się, nie jest to nie wiadomo jaka praca, zegar pokazuje, że nadszedł czas, by wyruszyć po dzieci. Czasem tylko do przedszkola, czasem do szkoły i przedszkola. Przy okazji zaliczy matka kolejny spacer, dotleni się. Wcześniej, kiedy miała pod swoją opieką niemowlęta, to się mogła dotleniać godzinami, teraz woli leniuchować w domu niż w parku.

 

Kiedy dziatwa wraca ze szkoły, dla matki zaczyna się kołowrót. Obiad, lekcje, zabawy, przytulanie, wysłuchiwanie żalów, cieszenie się radościami i sukcesami. „Mamo, pomóż mi z matematyką”, „Mamo, on mi zabrał mój samochód”, „Mamo, gdzie są moje spodnie”, „Mamo, chcę siku”, „Maaamoooo…”. Mamo, bo tata o tej porze często jeszcze jest poza domem. Gdy jest w domu i on bynajmniej nie leniuchuje. Duże zakupy, żeby dzieci miały co jeść, tu kogoś trzeba odwieźć na zajęcia, kogoś przywieźć, coś zrobić, przytulić, wysłuchać. O nudzie i lenistwie mowy raczej nie ma, chyba że w wyobraźni pań posłanek.

 

Powoli zbliża się wieczór, to sobie za chwilę matka poleniuchuje. Jeszcze tylko kolacja, ogarnięcie chałupy po kolacji, zagonienie dzieci do kąpieli, poczytanie im. I można oddać się lenistwu. Bierze matka książkę, gazetę i … odpływa w krainę snu. Ale że jest leniwa, to jeszcze za wcześnie na sen, bo ileś rzeczy jeszcze musi zrobić. Zbiera się więc matka w sobie, siłą woli zwleka się z łóżka, parzy sobie kawę (albo częściej o tę kawę dla niej dba dba tata) i jak już się dobudzi, to zazwyczaj siada do pracy. Bo jest leniwa. I z tego lenistwa popracuje trochę na trzeciej zmianie, aż znów zacznie się z tego lenistwa nosem podpierać, i kiedy zaczyna się nowy dzień matka kładzie się spać. Z przerażeniem tylko patrzy, że alarm w jej budziku zadzwoni za cztery godziny. Ale przed nią kolejny pełen nudy dzień, który wykorzysta… bingo! na leniuchowanie.

 

PS. Za rady, że trzeba może więcej angażować w domu męża serdecznie dziękuję, bo zapewniam, że jest równie zaangażowany jak ja. W dużej rodzinie inaczej się po prostu nie da. 

 

Małgorzata Terlikowska 

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Ból towarzyszy jej non stop. A ona i tak się uśmiecha. Skąd ta maleńka kobieta czerpie siłę?

Redakcja malydziennik

Głupia zabawa na Instagramie skończyła się… śmiercią

Redakcja malydziennik

„Nie wyłapujemy gejów, bo u nas….” To wyjaśnienie jest jeszcze OSTRZEJSZE niż pierwotna „informacja”

Redakcja malydziennik
Ładuję....