CYWILIZACJA

Wiara to sposób na newsa? Gdyby Jezus żył dziś, też używałby Facebooka

Portale społecznościowe to doskonałe narzędzie ewangelizacji. Nie tylko dla księży, ale także dla tych wszystkich, którzy wiarą żyją i chcą dzielić się nią z innymi. Także dla celebrytów.

Celebryci mają ogromną siłę przebicia i dotarcia. To oni w dużej mierze stają się autorytetami nie tylko w dziedzinach, które reprezentują, ale także w sprawach życiowych. Im ktoś jest popularniejszy, tym chętniej media go zapraszają, by wypowiadał się na tematy wszelakie. Od gotowania, wychowania dzieci, przez politykę i wiarę. Tak, o swojej wierze osoby z pierwszych stron gazet też mówią. I bardzo dobrze, że się wyznawanych wartości nie wstydzą. To naturalne, że jeśli ktoś czymś żyje, to chce o tym mówić całemu światu. Dziś już nie musi wchodzić na najwyższy komin w mieście i krzyczeć, by wszyscy usłyszeli. Wystarczy, że napisze coś na ten temat na portalu społecznościowym. A media, jak to media, szybko podchwycą temat.

 

Karolina Korwin-Piotrowska w swoim jak zwykle złośliwym felietonie nie zostawiła suchej nitki na tych, którzy do swojej wiary publicznie się przyznają. Pretekstem oczywiście była afera wokół facebookowych wpisów Ewy Chodakowskiej. Wpisów dotyczących krzyża i zmartwychwstania. To, jaką burzę rozpętały życzenia odnoszące się do Jezusa, a nie jajek, kurczaków i śmingusa-dyngusa, przeszło najśmielsze oczekiwania. Okazuje się, że na własnym profilu, którego nikt nie ma przecież obowiązku lajkować czy obserwować, przyznanie się do wiary to skandal. Lub – jak to określiła Korwin-Piotrowska – sposób na newsa. W końcu nie ma to jak lans na Jezusie: „Ostatnio to zalewa polską sieć, choć jeszcze nie tak dawno końmi celebryty do wyznań o wierze nie można było zaciągnąć. Tak, jeszcze parę lat temu było to "zbyt intymne", by o tym publicznie mówić. Sama to wielokrotnie słyszałam. Ale teraz, kiedy u władzy jest określona opcja, nagle wszyscy w Boga wierzą i plotą o tym na prawo i lewo” – pisze Korwin-Piotrowska na stronach Wirtualnej Polski.

 

Nie odważyłabym się nazwać mówienia o swojej wierze „paplaniem na prawo i lewo”. Tak się bowiem składa, że jako chrześcijanie, katolicy jesteśmy także misjonarzami, których obowiązkiem jest dzielenie się Dobrą Nowiną z tymi, którzy jeszcze Boga nie poznali. W końcu do każdego z nas odnoszą się słowa Jezusa: „Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody”. I korzystajcie z każdej możliwej metody. Jeśli pozwala ona dotrzeć do bardzo wielu osób, to świetnie. Za Jezusem chodziły tłumy. Jezus do tłumów przemawiał. Jezus tłumy ewangelizował. Gdyby żył w naszych czasach do ewangelizacji wykorzystałby każdy możliwy środek, także Facebook. I pisałby o Bogu nie dla sławy, nie dla fejmu, ale z potrzeby serca.

 

Tak jak z potrzeby serca o Bogu opowiadają ci, którym Karolina Korwin-Piotrowska przypisuje niecne intencje: „wiara jako rzecz intymna, przynajmniej do niedawna, teraz stała się narzędziem w walce o władzę i wizerunek. Stała się drogą do zarabiania pieniędzy, do medialnej obecności. Jest upubliczniana, nie ma nic wspólnego z intymnym przeżyciem, a więc podlega ocenie. Zarówno zachwytowi, jak i bece czy hejtowi. Trzeba było, jak to dawniej bywało, iść się pomodlić, a nie robić sobie selfie” – pisze publicystka WP.

 

Niech się publicystka tak nie martwi. Osoby, które mówią o swojej wierze, także się modlą. Fałsz czy hipokryzję łatwo wyczuć. A nie znajduję tego w wypowiedziach tych osób, które Jezusa się nie wstydzą. Cieszę się, że jest Adam Woronowicz, Marcin Kwaśny, Radosław Pazura, Szymon Hołownia, Dominika Figurska, Katarzyna Olubińska. Świetnie, że o Jezusie mówią Robert Lewandowski, Agnieszka Radwańska czy w końcu Ewa Chodakowska. I wiele innych osób, które chętnie dają świadectwo życia wiarą. Współczesny świat nie potrzebuje nauczycieli – jak mówi papież Franciszek – tylko świadków. A oni wszyscy są świadkami, tak bardzo dziś potrzebnymi. Niektórzy z nich przeszli długą i krętą drogę, pełną zasadzek, by w końcu wiarę odkryć i zacząć nią żyć. Inni wyssali ją z mlekiem matki i innego życia sobie nie wyobrażają.

 

Przykro mi, kiedy czytam błyskotliwą publicystkę, która gardzi tymi, którzy nie wstydzą się mówić o tym, co w ich życiu jest najważniejsze i co im daje siłę. Przykre, że dla niej to poziom „kiepsko rozwiniętego sześciolatka”: „Tak, można być gwiazdą, mieć masę szerów i lajków, ale mentalnie mieć sześć lat. W porywach do siedmiu” – pisze Korwin-Piotrowska. A ja mam wrażenie, że poziom „kiepsko rozgarniętego sześciolatka” reprezentują te osoby, które nie potrafią zrozumieć, że wiara to nie poza, tylko życie. Pozostaje mi więc im życzyć, by w końcu i oni ją odkryli i zobaczyli, że Jezus naprawdę odmienia życie. Na lepsze.

 

 

Małgorzata Terlikowska

 

 

 

 

 

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Córka Trumpa została Żydówką, a teraz skłoniła prezydenta do zaprzestania walki z lobby gejowskim!

Redakcja malydziennik

Straszne znalezisko nad BAŁTYKIEM. Myślał, że to wodorosty, a to było… [FOTO]

Adam Gaafar

"Fatima". Za to słowo można było w Rosji trafić do łagru

Ładuję....