Ufam Jezusowi, kocham żonę i dzieci. Polityka jest przestrzenią racjonalności, a nie emocji i fideizmu!

fot. Lukas Plewnia Flickr
Polityka, jeśli ma zachować swoją specyfikę, musi pozostać sferą racjonalności. Emocje, choć niewątpliwie przydają się w przypadku kampanii wyborczych czy budowania poparcia, nie mogą zastąpić rozumu. A kategorie z przestrzeni wiary w ogóle nie powinny być odnoszone do polityki.




Polityka coraz częściej zastępuje religię. O ile Kościół (a szerzej Kościoły i związki wyznaniowe) mają członków, to partie polityczne mają… wyznawców. A wyznawcy ci kierują się w odniesieniu do partii i liderów nie tyle zasadą racjonalnej analizy rzeczywistości, ale… zaufania, miłości, zachwytu. 

 

„Zaufajmy” - apelują obecnie jedni komentatorzy. "Nie trzeba rozumieć, by ufać". Odpowiedzią na to są sugestie, że… my przecież „kochamy”, i że nie chcemy się rozstawać, bo to „jedna z nas”. I tak zamiast uprawiania polityki czy analiz politycznych mamy… emocjonalnie nacechowany fideizm, i to w kwestiach politycznych.

 

Dlaczego? Otóż wiara (a tym istocie jest „ufność”) jest kategorią religijną. Bogu mamy wierzyć, Jemu mamy zaufać. Ludzie, i to nawet genialni, nie mogą być podstawą naszego zaufania. Ich działania muszą być oceniane z perspektywy racjonalnej. Wezwanie do „ufności” wobec polityków jest stosowaniem kategorii religijnych, tam gdzie nie powinno ich być.

 

Ale sprawa jest jeszcze bardziej niebezpieczna, bowiem owe wezwania do „ślepej” ufności, niewiele mają wspólnego nawet z katolickim rozumieniem wiary (która jest pewnością, co do rzeczy niewidzialnych, niebiańskich, a nie tych widzialnych i postrzegalnych, czy wprost politycznych), która nie jest fideizmem (wiarą wbrew rozumowi), ale opiera się na głębokiej rozumności. Ku Bogu wznoszę się na dwóch skrzydłach - o czym pisał św. Jan Paweł II - „wiary i rozumu”.

 

Wierzę, bo jest to racjonalne! Wierzę, bo Bóg ukazał mi swoją wiarygodność! Wierzę, bo spotkałem Boga. Wierzę, bo wiara w stworzenie jest bardziej racjonalną postawą niż uznanie, że wszystko jest przypadkiem. Wierzę, aby zrozumieć, a nie dlatego, że jest to - by posłużyć się słynnym cytatem z Tertuliana - absurdalne. Fideizm nawet w dziedzinie religii jest niebezpieczną herezją, a w przestrzeni polityki jest… przypisywaniem polityce kategorii wiary, co prowadzi nieodmiennie do postawy bałwochwalstwa wobec partii czy kierunku ideologicznego. To bardzo niebezpieczne. 

 

Wiarę i zaufanie pozostawmy więc dla Pana Boga, a miłość (która także opiera się na zaufaniu) dla bliskich. Polityków zaś oceniajmy na podstawie racjonalnych przesłanek, a nie tych zaczerpniętych z przestrzeni wiary czy rodziny!

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

11:13 6 grudnia 2017







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie