Trump i homo-małżeństwa. Jaka jest prawda?

Flickr
Oczywiście wypowiedź Donalda Trumpa, który mówi, że nie ma nic przeciwko homo-małżeństwom (“To jest prawo. Sprawa została rozstrzygnięta”) stanowi tylko potwierdzeniem rzeczywistości, co do której nie powinniśmy mieć złudzeń. Może i Trump jest konserwatystą, ale z pewnością jego konserwatyzm nie leżał raczej nigdy koło chrześcijaństwa - pisze Tomasz Rowiński.




Co bowiem ostatecznie oznacza dziś konserwatyzm w świecie zachodnim? Na pewno nie katolickie spojrzenie na sprawy społeczne. Bardzo często właśnie sprowadza się on do akceptacji “stabilnych homo-związków” jako rzekomo zwiększających równowagę w państwie. Traktuje się je jako ucywilizowanie tworzącej patologie subkultury. W sytuacji, gdy ideałem jest po prostu pewien konsumpcyjny i mieszczański model życia nie powodujący publicznych niepokojów trudno nie zrozumieć takiego rodzaju pogańskiego konserwatyzmu.

 

Podobnie można odczytać pomysły budowania murów na granicy z Meksykiem. Czym innym jest bowiem ochrona np. chrześcijańskiej tkanki narodu w Polsce czy na Węgrzech przed zupełnie obcymi kulturowo i religijnie imigrantami z krajów islamskich, a czym innym sztywne zamykanie granic wobec katolickich Meksykanów burzących dobre samopoczucie zasiedziałych Amerykanów - także przecież potomków emigrantów.

 

W taki też sposób bez kłopotu uzasadniamy sprzeciw Trumpa wobec aborcji - siła republiki zawarta jest w jego potomstwie - jego jakości, ale też liczebności. To oczywista prawda, nie potrzeba do niej chrześcijaństwa. Taki też obraz Trumpa-konserwatysty jest zupełnie prawdopodobny.

 

Pasują do tego też poszczególne elementy uznanej za kontrowersyjną wypowiedzi Trumpa. Kiedy mówi, że jego opinia na temat decyzji Sądu Najwyższego nie ma znaczenia i podkreśla wagę prawa przyjmuje twardą republikańską postawę. W republice nie ma bowiem nic bardziej trwałego i ważnego niż prawo. Chociaż nie będzie się to podobać katolickim i chrześcijańskim wyborcom, a także i komentatorom na całym świecie trzeba przyjmować takie deklaracje ze spokojem i niejako jako oczywistość. Republikanizm może nie mieć nic wspólnego z chrześcijaństwem przeplatając cnoty i złe nawyki, które uznaje za swoje fundamentalne prawa.

 

Z naszej perspektywy zwycięstwo Trumpa trzeba traktować strategicznie - ma on powołać nowych sędziów Sądu Najwyższego i to oni mają zrobić porządek w prawie amerykańskiej republiki. Można powiedzieć, że to rozczarowujące, minimalistyczne - pewnie tak, ale z punktu widzenia praktyki i ochrony życia ludzkiego, zasadnicze.

 

Autor jest redaktorem pisma “Christianitas”. 



Autor: Tomasz Rowiński

Źródło: Mały Dziennik

20:37 14 listopada 2016







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie