To wręcz podręcznikowy opis błędów w informowaniu o nieoczekiwanych zmianach. Kościół musi się nauczyć mediów!

Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego” został zmieniony. Nadal nie wiadomo, dlaczego. A ludzie Kościoła zamiast narzekać na własną, tragiczną politykę informacyjną (o polityce zmiany naczelnych nawet nie wspominając) narzekają na paskudne media.




Zacznijmy od kilku kwestii oczywistych. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że odwołanie ks. Marka Gancarczyka z funkcji redaktora naczelnego było poważnym błędem. Jeszcze poważniejszym było mianowanie na to stanowisko człowieka o zerowym doświadczeniu w mediach. Ale nawet błędne decyzje można podawać w sposób, który nie wywołuje skandalu i medialnego mielenia. Tak się jednak nie stało, a informacja na temat tego odwołania stanowi podręcznikowy wręcz opis wszystkich możliwych błędów.

 

Po pierwsze najpierw informacja wyciekła (a zawsze wycieka, jeśli trafia do więcej niż dwóch osób), a potem przez cały następny dzień nie była oficjalnie ani potwierdzana, ani zaprzeczana. Nieoficjalnie wiadomo było, co się stało, ale nie sposób było uzyskać potwierdzenia. W takiej sytuacji natychmiast (tak działają media) pojawiają się podejrzenia, spekulacje. Część z nich oparta jest o rozmowy, a część jest efektem wiedzy jaką mają dziennikarze. Przekonanie, że można zakazać takich zachowań gromko powtarzając, że takie zachowanie jest niemoralne, a do tego tworzy fake newsy jest naiwne. Nie można. Można jednak od razu podać informacje, a nie czekać z tym ponad 24 godziny.

 

Po drugie, gdy już informacje podano okazało się, że nie ma jej uzasadnienia. Sformułowanie „bo tak” rodzi kolejne spekulacje. Trudno za nie uznać słowa arcybiskupa, że odwołanie nastąpiło na „wielokrotnie powtarzane prośby” ks. Gancarczyka. Trudno, bo akurat ta informacja nie znajduje się nawet na stronach Gosc.pl, a wszystkie informacje z wewnątrz tygodnika mówią co innego. Jeśli chce się „oszczędnie gospodarować prawdą” to trzeba to zwyczajnie robić lepiej. Inaczej rodzą się podejrzenia, dyskusje. I znowu, jak poprzednio, nic nie zmieni oskarżanie mediów o to, że robią to, co robią. Taka jest ich natura. Czasem paskudna, a czasem nie. 

 

Nie da się też zatrzymać mediów społecznościowych. One żyją własnym życiem, i jeśli nie podaje się własnych informacji (a przy okazji i intepretacji) to pozostawia się pole działania innym komentatorom. Obrażanie się na nich czy oskarżanie o hejt, bo wypełniają lukę czy próbują zrozumieć absurdalne (tak, bo taka była ta decyzja) decyzje, jest zwyczajnym brakiem zrozumienia, że media, w tym media społecznościowe, działają tak a nie inaczej. Organizowanie sesji, na których wspólnie się na to pooburzamy jest kontrproduktywne.

 

I wreszcie na koniec. Kościół jest - poza tym, że święty i Boski - także instytucją ziemską. I jako taka podlega tym samym mechanizmom, co każda inna instytucja. Reagowanie w sytuacjach kryzysowych, przemyślenie, kiedy informujemy o pewnych kwestiach jest takim samym obowiązkiem ludzi Kościoła, jak menadżerów wielkich firm czy polityków.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

15:39 24 stycznia 2018






Popularne

Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie