„To najlepsza straszna rzecza, jaka mi się przydarzyła”. Niezwykłe świadectwo kobiety, która straciła dzieci w 19. tygodniu ciąży

Liveaction.com
Amanda Powell i jej mąż John z radością oczekiwali narodzin bliźniąt Walkera i Clarka. Niestety, chłopców nie udało się uratować.




W 15. tygodniu ciąży Powell dostała krwotoku i trafiła do szpitala. Lekarze monitorowali dzieci, które dobrze się rozwijały. Amanda wróciła do domu. Radość nie trwała długo:  „Tydzień po wspaniałych wiadomościach obudziłam się w środku nocy, wszędzie było mokro” - napisała na swoim blogu "Full Heart Sound Mind". "Przerażona, w 19. tygodniu ciąży zadzwoniłam do szpitala i umówiłam się na wizytę (…) Okazało się, że pękł pęcherz płodowy. Obaj nasi chłopcy nadal byli zdrowi, a ich serca biły. Ale lekarze nie mieli złudzeń. Nasi chłopcy nie mieli szans na przeżycie”. 

 

Para mogła wybrać, czy zgadzają się na indukcję porodu, co de facto oznaczało dla nich aborcję, czy wracają do domu i czekają na poród. Chłopcy potrzebowali jeszcze trzech tygodni, by lekarze mogli interweniować i ich ratować. Kolejne badanie USG kilka dni później pokazało, że chłopcy nadal są zdrowi i silni. Niestety nie udało się. Jeszcze tego samego dnia rozpoczęły się skurcze porodowe, których już nie można było zatrzymać. Chłopcy przyszli na świat w 19 tygodniu ciąży. 

 

"Nasi idealni identyczni chłopcy urodzili się z silnymi, bijącymi sercami. Ich płuca nie były na tyle rozwinięte, by mogli żyć poza organizmem mamy” - napisała Powell. "John i ja mogliśmy je przytulić i pokochać podczas ich krótkiego pobytu na Ziemi, tuliliśmy nasze dzieci, dopóki nie stały się aniołami. Byli bardzo żywi od urodzenia, a Clark nawet kilka razy przestraszył się naszych głosów, co sprawiło, że nasze serca czuły radość nawet pośród tak wielkiego bólu”. 

 

Tragedię, która spotkała Amandę i jej męża, para uznała za "najlepszą straszną rzeczą, jaka im się przydarzyła”. Nie chcą, żeby śmierć ich synów była daremna. Chcą pokazać, jak cenne, choć bardzo krótkie, było życie ich synów. 

 

Powell na swoim blogu przekonuje, że nie żałuje swojej decyzji i opisuje spotkanie z kobietą, która wychodziła ze szpitala ze swoją nowo narodzoną córeczką: „Wyglądałaś na taką szczęśliwą. Przypomniałaś mi, że ja nie mogę zabrać swoich chłopców do domu.  W tym momencie poczułam, jak moje serce się rozpada, ale nie żałuję. Kiedy moje serce już się roztrzaskało na kawałki, a łzy spłynęły po mojej twarzy, zaczęłam się uśmiechać. Uśmiechnęłam się do ciebie i twojej szczęśliwej rodziny”.

 

Kobieta zwraca się także do zwolenniczek aborcji, które mówią o tym, że kobieta powinna mieć wybór: „Z każdym słowem, które wypowiedziałaś, czułam, jak moje serce pęka. Wstrząsnęło mną do głębi, kiedy słyszałam, jak ktoś mówił o "przerwaniu" ciąży. Wybrałaś zabicie swojego dziecka, a ja nie miałam wyboru dla moich chłopców. Mój mąż i ja nie chcieliśmy wywoływać porodu.  Tak bardzo kochaliśmy nasze nienarodzone dzieci (…) My nie mogliśmy ich uratować. Gniew i lęk zaczęły puchnąć w mojej klatce piersiowej i chciałam cię nienawidzić, ale nie mogłem. Było mi przykro z twojego powodu. Twoje działania i słowa zasmucają mnie,  nie masz pojęcia, o co walczę. Nie wiesz, jak to jest trzymać maleństwo w ramionach po raz ostatni.(…) Będę się modlić za was”.



Autor: gb

Źródło: LiveAction.com/Mały Dziennik

17:55 29 grudnia 2017







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie