To jest żywy Kościół. Trzeba go tylko zobaczyć!

Nie jestem wielbicielem kazań na mszach dla dzieci, ale uwielbiam w nich uczestniczyć. Szczególnie, gdy księża - a tak było u nas parafii dzisiaj - wpadną na pomysł, by błogosławić rodziny, które oczekują na narodziny dziecka.




Uwielbiam msze, na których jest dużo dzieci. Niekoniecznie muszą to być msze dla dzieci, ale takie, na których dzieci nie brakuje. Takie są msze w naszej wspólnocie, ale także msze parafialne, na które chodzę.

 

I nie ukrywam, że nie przeszkadza mi, że dzieci się przemieszczają, że któreś zapłacze, a inne scenicznym szeptem dopytuje, czy długo jeszcze. Nie przeszkadza, bo widzę, jak te dzieciaki rosną, i jak rok czy dwa później, angażują się już całym sercem w mszę. Angażują się, bo ktoś zaczął ich tam przyprowadzać.

 

Uśmiech na ustach i ciepło w sercu wywołuje we mnie także obraz rodziców, którzy walczą (sam pamiętam, a nawet doświadczam, że to często jest walka), by równocześnie pomodlić się i zaopiekować dziećmi. A także starszego rodzeństwa, które strofuje młodsze, albo opiekuje się nim, gdy rodzice idą do Komunii. 

 

Tak wiem, że dzieciaki czasem naruszają podniosły nastrój, czasem przeszkadzają starszym w modlitwie, ale jakoś nie mogę zapomnieć, że Jezus powiedział do uczniów, żeby pozwolili dzieciom przychodzić do Niego. I my także mamy na to pozwolić. 

 

A poza wszystkim innym kościół pełen dzieci to Kościół żywy, Kościół, który ma przyszłość. Dzięki Bogu za to, że tak wiele jest kościołów, w których tak jest. 


Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

17:30 6 stycznia 2018







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie