„TO jest nasz sąd”. I właśnie dlatego nie wygracie… Bo nie rozumiecie zwyczajnych ludzi!

Fot. Twitter
Chętnie podyskutowałbym na temat reformy sądownictwa. Widzę zagrożenia związane z tą reformą (nie, bynajmniej nie chodzi mi o sposób wyboru sędziów, ale o zupełnie, co innego), ale widzę też, że i sędziowie i ich obrońcy kompletnie nie rozumieją zwykłych ludzi.



Zacznę od obaw. Otóż tak się składa, że gdy kiedyś (oby jak najpóźniej) dojdzie do władzy liberalna lewica, to niewątpliwie dokona ona identycznej wymiany kadr w sądownictwie (szczególnie w Trybunale Konstytucyjnym i Sądzie Najwyższym), a wtedy nie będzie już ostatniej blokady przed skrajnie lewicową reformą obyczajowo-prawną. Obecnie, i to także za poprzedniej ekipy, taką blokadą był - z perspektywy światopoglądowej dość konserwatywne - składy sędziowskie. Teraz, jeśli władza się zmieni, może ich zabraknąć. I z tej perspektywy pójście na wojnę z sędziami jest błędem. Ewolucja w myśleniu i działaniu konserwatysty jest zwyczajnie, na dłuższą metę, skuteczniejsza niż rewolucja, i to do tego częściowa, a nie głęboka.

 

Ale… powiedzmy sobie szczerze dyskusji tej nie ułatwiają "obrońcy niezależności sądów". I nie chodzi nawet o to, że oni sami nie widzą nic do naprawienia w systemie sądowym (a jeszcze kilka lat temu nawet oni przyznawali, że jest tam sporo do zrobienia), a rozwiązania znane z innych europejskich krajów uznają za faszyzm czy koniec demokracji, ale o to, że sami nie dostrzegają, że metoda jaką walczą jest nie tylko przeciwskuteczna, ale wręcz utwierdza zwyczajnych Polaków w przekonaniu, że PiS ma rację.

 

Przykład? Wyświetlenie na budynku Sądu Najwyższego podczas protestów wielkiego napisy: „To jest nasz Sąd”. Nie wchodząc w intencje wyświetlających trzeba powiedzieć, że trudno o lepsze potwierdzenie zarzutów, jakie Prawo i Sprawiedliwość formułuje wobec sądownictwa. „Nasz” - w myśleniu przeciętnego Polaka, który zmaga się z sądownictwem, a także ma dość pychy elit, oznacza nie „nas wszystkich”, ale „nasz” - to znaczy wąskiej kliki, która od lat korzysta z profitów III RP, która urządziła się tak, by nikt nie mógł jej ruszyć. „Nasz” to znaczy - sędziów. i naprawdę trzeba kompletnie nie znać Polaków, polskiej historii, polskiego stylu myślenia, by tego nie dostrzegać. Jeśli radykalna opozycja chciała dostarczyć uzasadnienia konieczności reformy zwyczajnym Polakom (którzy mają w znaczącym stopniu gdzieś to, jak wybiera się sędziów), to tym jednym napisem jej się to udało.

 

Tomasz P. Terlikowski

 

Znakomicie pokazuje to, choćby ten wpis z Twittera

 



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: Maly Dziennik

7:35 17 lipca 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie