To ją wykorzystano, by zalegalizować zabijanie. W efekcie zginęło ponad 60 milionów dzieci. Ona zaczęła walczyć z tym co zaczęła

To historia Normy McCorvey doprowadziła do legalizacji aborcji w USA. W słynnym procesie wystąpiła pod pseudonimem Jane Roe. McCorvey przeżyła później nawrócenie i walczyła o odwrócenie skutków wyroku, który doprowadził dotąd do uśmiercenia w majestacie prawa ponad 60 milionów dzieci.




Norma McCorvey, czyli Jane Roe, od dzieciństwa zaznawała jedynie przemocy. Jej matka była bijącą dzieci alkoholiczką. Ojciec Indianin zostawił matkę wraz z dziećmi, gdy Norma miała trzynaście lat. Gdy miała dziesięć lat obrabowała z przyjaciółką kasę na stacji benzynowej. W czasie ucieczki nastolatki zatrzymały się w hotelu, w którym pracownik nakrył je, jak się całowały. W tym czasie zachowania lesbijskie nie były tolerowane, i obie dziewczyny – z wyrokami za napad i tego typu czyny – trafiły do ośrodka prowadzonego przez zakonnice. Jedna z nich miała Normę molestować seksualnie, więc dziewczynkę przeniesiono do kolejnego ośrodka i szkoły w Gainesville na Florydzie. Tam – jak sama wspomina – była naprawdę szczęśliwa, stąd, gdy tylko zwalniano ją do domu, natychmiast popełniała kolejne przestępstwo, by z powrotem trafić do tego ośrodka. Po zwolnieniu, w wieku piętnastu lat, zamieszkała z kuzynem matki, który – przez kilka tygodni – codziennie ją gwałcił.

 

 Jako szesnastolatka Norma wyszła za mąż za Woody’ego McCorveya, mężczyznę poznanego w restauracji, w której pracowała. Dość szybko odeszła od niego (była już wtedy w ciąży), ponieważ dopuszczał się on wobec niej przemocy. Po narodzinach pierwszego dziecka (Melissy) kobieta wpadła w ciąg alkoholowy i zaczęła wiązać się z innymi kobietami. Jej matka wyrzuciła ją więc w domu, a potem skłoniła do podpisania dokumentów, w których – bez świadomości tego aktu – Norma zrzekła się praw do swojego dziecka na rzecz swojej matki. Krótko potem nastolatka została wyrzucona z własnego domu i zamieszkała na ulicy. Rok później Norma znowu była w ciąży, tym razem jej dziecko od razu trafiło do adopcji, a po kilku latach kobieta, która zarabiała na życie, sprzedając gazetki, z których można się było dowiedzieć, gdzie kupić narkotyki, a mieszkała na ulicy, ponownie zaszła w ciążę. Jej matka poinformowała ją, że kolejnego dziecka już nie wychowa, a ona sama zaczęła zastanawiać się, co zrobić z ciążą. Ktoś podpowiedział jej aborcję, a ona, jak zeznawała wiele lat później przed Sądem, choć nie miała pojęcia, czym jest ta procedura, zgodziła się. W miejscu, gdzie miała się mieścić nielegalna klinika aborcyjna, a do którego skierowali ją znajomi, był tylko gabinet stomatologiczny. Ostatecznie więc kobieta zwróciła się o pomoc do dwóch prawniczek, które miały jej pomóc w korzystnej adopcji. Sarah Weddington i Linda Coffe miały jednak wobec niej zupełnie inne plany. Chciały jej sprawę, białej nieźle wyglądającej kobiety, wykorzystać do walki o legalizację zabijania nienarodzonych w Stanach Zjednoczonych.

 

Zabójcze kłamstwo

 

Bezdomna, zagubiona dziewczyna nie miała pojęcia, czym jest aborcja i na czym polega, a dokumenty, które jej podsuwano, podpisywała bez zastanowiania. „Nie znałam ich prawdziwych zamiarów. Uwierzyłam tylko, że pomogą mi załatwić pozwolenie na aborcję” – wspominała po latach Norma McCorvey. „Był rok 1970, nie dyskutowano o aborcji, to był temat tabu. Jedyne, co kojarzyłam ze słowem «aborcja», to fragment z filmu z Johnem Waynem, który, lecąc samolotem, wydał rozkaz: przerwać misję! (abort the mission). Aborcja znaczyła dla mnie tyle co powrót do stanu sprzed ciąży. Nie wiedziałam, że to oznacza przerwanie ludzkiego życia. Nigdy nie szukałam w słownikach znaczenia tego słowa, aż do czasu, gdy podpisałam zeznanie przygotowane przez prawniczki dla sądu. One okłamały mnie co do natury aborcji, mówiąc, że to tylko kawałek tkanki. Byłam tak naiwna” – cytował zeznania kobiety przed sądem Jacek Dziedzina w tekście Kłamstwo założycielskie zamieszczonym w „Gościu Niedzielnym”. Norma McCorvey w podpisanych przez siebie dokumentach przedstawiona była jako biała kobieta, matka dwójki dzieci, którą brutalnie zgwałcono. I choć do gwałtu nie doszło, a dziecko poczęte zostało w wolnym związku, w którym pozostawała Jane Roe (tak ją przedstawiano w Sądzie), to nikt tego nigdy nie sprawdził. Jakby tego było mało, sądy amerykańskie na żadnym poziomie nigdy nie przesłuchały kobiety, którą prawniczki przedstawiały jako „zmuszoną do urodzenia pochodzącego z gwałtu dziecka”. Ostatecznie ta sprawa, choć opierała się na ewidentnym kłamstwie, doprowadziła do słynnego wyroku Roe kontra Wade z 22 stycznia 1973 roku. To właśnie on sprawił, że aborcja, choć z pewnymi ograniczeniami, stała się legalna w całych Stanach Zjednoczonych.

 

Sama Norma McCorvey nigdy dziecka nie usunęła. Po tym, jak się ono urodziło, oddała je do adopcji. Sama zaś zaangażowała się w kolejny związek lesbijski z Connie Gonzales, z którą przez wiele lat dzieliła wspólne życie. „Nie byłyśmy, jak inne lesbijki. Byłyśmy lesbijkami razem, byłyśmy domowniczkami” – wspominała w wywiadzie dla „New York Timesa”. Ten obraz nie był jednak, delikatnie rzecz ujmując, do końca prawdziwy. W domu Gonzales i McCorvey wciąż odbywały się imprezy. Dziesięć lat po wyroku Norma rozpoczęła pracę w klinice aborcyjnej w Dallas, w której towarzyszyła kobietom pragnącym dokonać aborcji. O tym, że słynna sprawa Roe kontra Wade opierała się na kłamstwie, powiedziała po raz pierwszy w 1987 roku w wywiadzie telewizyjnym. Nic on jednak nie zmienił, a ona sama nadal była zdecydowaną zwolenniczką aborcji. Jej historia posłużyła także do nakręcenia filmu, a potem do wydania książki pod tytułem: Jestem Jane Roe. W obu tych dziełach McCorvey nadal zajmowała stanowisko zdecydowanie pro choice, a w wywiadach przekonywała, że „ludzie, którzy są przeciwko wyborowi (anti-choice), zmieniają się w terrorystów”.

 



Autor: Małgorzata i Tomasz Terlikowscy

Źródło: MalyDziennik.pl

21:19 22 stycznia 2018






Popularne

Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie