CYWILIZACJA

Terlikowska: Wraz ze zdradą umiera drugi człowiek zraniony do głębi

W rozwodowych statystykach to ona wiedzie prym. Niszczy ludzi, zostawia rany, które nigdy się nie zabliźniają. Dotykają bowiem najgłębszych i najintymniejszych zakamarków serca. Na wieść o niej rozpada się cały świat. Dlaczego więc ludzie zdradzają?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Zdradzają, bo uważają, że znajdą szczęście gdzie indziej. Zdradzają, bo potrzebują adrenaliny, a małżeństwo im tego nie daje. Zdradzają, bo chcą przeżyć przygodę życia. Zdradzają, bo tak wyszło, choćby na wyjeździe służbowym. Wszyscy wkoło zdradzają, więc o co chodzi. Na zdradę przyzwolenie społecznie jest spore, więc szybko znajdzie się ktoś, kto niewiernego małżonka rozgrzeszy. Wiadomo, nudna żona, nieciekawy mąż, też mu się coś od życia należało. A poza wszystkim: ludzie zdradzali, zdradzają i będą zdradzać, więc o co cały ten szum?

 

Nie rozumiem takich usprawiedliwień. I nie rozumiem tłumaczeń tych, którzy zdradzili czy zdradzają. Tłumaczą, że się zapomnieli, że emocje, że impuls. Od tego masz człowieku mózg, żebyś go od czasu do czasu użył i pomyślał, jaką cenę za twój „skok w bok” zapłaci druga strona? Że jej świat się zawali, że zostanie oszukana. Pewnie będziesz tuszował ślady, bagatelizował… tyle że kłamstwo ma krótkie nogi. Zdrada wyjdzie na jaw. 

 

Zjawisku zdrady całe dwie szpalty poświęciły „Wysokie Obcasy”. Na sześć opisanych historii pięć napisanych zostało przez osoby zdradzające, jedna tylko przez zdradzoną. Przygnębiająca to lektura, bo pokazująca, że oprócz własnej przyjemności, nic się nie liczy, a już na pewno nie drugi człowiek i jego uczucia. „Wszystko zaczęło się w głowie, w mózgu” – opisuje Ona, która swojej zdrady nie żałuje. Zaczęło się klasycznie – długie rozmowy, wspólne spacery, na koniec rozstanie z mężem: „Wstyd się przyznać, nakrył nas. Dalej było jak z górki. Maleńkie służbowe mieszkanie wynajęte cudem i pełnia szczęścia. Życie pełną piersią, wolność i miłość (…) Sielanka”. Nie ma więc czego żałować. Nie żałuje też Czytelnik: „Nazwaliśmy to, co nas spotkało: mijaźń. Bo nie dało się tego zamknąć w prawdziwych słowach. Przyjaźń to za mało. Miłość – też. A więc mijaźń. W kosmosie, który szachował nas od początku, niebywałymi zbiegami okoliczności, potrzebna była nasza własna definicja”. Ależ się zrobiło romantycznie. Nie wiem tylko, czy tak romantycznie było dla męża, który był zdradzany: „Wsypały nas cztery SMS-y, których ona nie zdążyła skasować. Nie miała się już czego wypierać”. 

 

Żeby było pikantniej, nie zabrakło w „Wysokich Obcasach” wątku homoseksualnego: „Nie byłam nastawiona na romans ani zdesperowana, by koniecznie przeżyć erotycznie uniesienia. Nie uciekałam od niczego. Gdy ją poznałam, po prostu jej zapragnęłam. Znalazłam w sobie przestrzeń i gotowość”. Wyrzuty sumienia? Skądże: „Zrozumiałam, że nie zrobiłam niczego, co co mogłoby skrzywdzić mojego partnera (…) Zdrada dla mnie zaczyna się wtedy, kiedy okłamujesz samego siebie”. No cóż, ciekawa definicja. Nie ma znaczenia, że okłamujesz partnera, że go ranisz. Przygnębiające. Ale niestety coraz powszechniejsze.

 

Zdrada to jednak nie tylko sielanka, nie tylko cudowne erotyczne uniesienia. Jest też druga strona zdrady. Ta ciemna, bolesna. Doświadczają jej nie tylko zdradzone osoby, ale także te, które zdradziły, ale cenę za zdradę zapłaciły ogromną. Rozpad rodziny, rozpad nowego związku, łzy, cierpienie, poczucie zawodu. Swoją historię opisuje Justyna, której przez myśl by nie przeszło, że mogłaby zdradzić: „Gardziłam kobietami, które zdradzają. Nigdy bym tego nie zrobiła, nie ja – święta matka Polka, idealna żona”. A jednak… I znów klasyka gatunku – służbowy wyjazd i on. „Młodszy, umięśniony, delikatny. Nie wiem, kiedy napisałam pierwszego SMS-a. Nie wiem, kiedy się z nim pierwszy raz spotkałam, nie wiem, kiedy był pierwszy wspaniały seks. Wiem, że szybko…”. Potem ucieczka od męża, wspólne mieszkanie z nowym partnerem, rozwód. I nagłe olśnienie, że ta przygoda kosztowała zbyt dużo wiele osób: „To najgorsza lekcja, jaką dostałam od życia. Wiem, że nigdy więcej tego nie zrobię. Nie warto marnować życia dla chwili uniesienia, która i tak przeminie”. Szkoda, że taka refleksja przyszła po zdradzie, a nie przed.

 

I w końcu ostatni list – najmocniejszy z tych wszystkich zamieszczonych w „Wysokich Obcasach”. To list zdradzonej żony, zdradzonej tylko „emocjonalnie”, ale równie boleśnie, bo zdrada emocjonalna boli także: „Codziennie setki SMS-ów, godziny rozmów, wspólne kawy, obiady. Nie miało znaczenia, czy byłam obok, czy zajmowałam się dzieckiem, oni świetnie się ze sobą bawili”. A emocje i uczucia drugiej strony, o której zdradzająca osoba tak łatwo zapomina, to rozdzierający ból: „Było mi tak ciężko, że miałam wrażenie że każdego dnia pomału umieram”. I łzy, których nie można w takiej chwili opanować. 

 

Bo wraz ze zdradą coś umiera. Umiera miłość, umiera wierność, umiera uczciwość małżeńska. Umiera drugi człowiek zraniony do głębi, opuszczony w imię przyjemności czy poszukiwania przygód przez osobę, której ufał bezgranicznie. Spotkałam zdradzone kobiety. Obserwowałam, ile wysiłku kosztował je powrót do normalnego życia, często bez męża, który postanowił sobie ułożyć życie na nowo. One też swoje układały, na ile w cieniu zdrady można życie jeszcze ułożyć. Próbował ktoś posklejać roztrzaskaną na miazgę szklankę? Tak wygląda życie po zdradzie. Życie rozbite na milion kawałeczków. Nikt mnie nie przekona, że jest to coś dobrego, coś co daje szczęście i radość. Bo szczęścia i radości nie może dawać coś, co jednocześnie rani inne osoby.

 

Małgorzata Terlikowska

Źródło:

Komentarze

Zobacz także

O krok bliżej do przeszczepiania narządów świń ludziom. Czy tak się rodzi Frankenstein?

Redakcja malydziennik

UWAGA! Świat zachwycony polską autostradą! Miliony lajków … rozlanej czekolady!

Redakcja malydziennik

"Gazeta Wyborcza" odpłynęła! Zobacz co napisali o Akcie Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana

Redakcja malydziennik
Ładuję....