Terlikowska: Ustawa „Za życiem” i antykobiecy feminizm

Media
Pomoc kobietom w trudnej ciąży to zmiana na gorsze – obwieściły pisarki-feministki w „Polityce”. Oto jak feminizm troszczy się o polskie rodziny.




Przez chwilę wydawało im się, że dokonają rewolucji, że zbudują silną kobiecą partię, która walczyć będzie o interesy kobiet. Uwierzyły we własną propagandę, że wywołały kolejną falę feminizmu. Kilka razy wyszły na ulice, by pomachać wulgarnymi hasłami i parasolkami. I entuzjazm opadł. Parasolki połamał wiatr, ewentualnie same się połamały, kiedy wymachiwano nimi w kierunku obrońców życia. Myślały, że jak raz nastraszyły czarnym protestem polityków i niektórych obrońców życia, to ci potulnie wejdą w kąt i żadnych działań podejmować nie będą. A właśnie, że będą, bo ciągle jest o co walczyć. Aborcja nie jest rozwiązaniem. Dlatego my nie odpuścimy i będziemy szukać nowych sposobów, by móc chronić życie. Dziewuch się nie boimy. Parasolek też nie.

 

„Dziewuchy, co dalej?” - pisarki feministki Sylwia Chutnik i Grażyna Plebanek pytają kobiety zaangażowane w czarne protesty. Nie za bardzo podoba im się, że kobiety wróciły do swoich spraw, a ideologiczna naparzanka przestała je interesować. „Co, znowu mamy wyjść na ulice? Przecież pada, a od ostatniej pikiety podpisałyśmy już sto petycji” - strofują pisarki kobiety. A tu trzeba ojczyznę ratować, bo rządzący „kombinują, komu by tu dać jeszcze trochę grosza, żeby się zamknął”, a na dodatek „wymachują kasą jak szpaner w beemece”. Najpierw hojną ręką dali rodzinom 500 plus (tu akurat rozgoryczenie feministek można zrozumieć, bo niewiele z nich ma dzieci), a teraz kolejny program, tym razem „4000 plus”.

 

Ten szpaner to oczywiście PiS, wymachuje kasą, bo chce pomagać kobietom w trudnej ciąży. Wielkie przestępstwo, prawda? Ktoś się ujmuje za ludźmi w trudnej sytuacji, ktoś do nich wyciąga rękę, i źle. Chodzi o program „Za życiem”, pod którym właśnie prezydent Andrzej Duda złożył swój podpis. Program (nie pozbawiony niestety wad), oferujący jednak bardzo konkretną pomoc kobietom w trudnych ciążach i rodzinom, w których na świat przychodzi chore dziecko. Szybko cały pomysł PiS-u został przez proaborcyjnych komentatorów sprowadzony jedynie do ochłapu rzuconego upokorzonym kobietom, które pozbawia się prawa wyboru i każe im się rodzić „kaleki i bękarty”. A szkoda, bo przez bezsensowną dyskusję nad „trumienkowym” znów nie wybrzmiały inne wątki, dużo ważniejsze niż jednorazowa pomoc finansowa, jak choćby wsparcie psychologiczne, dostęp do opieki hospicyjnej, do rehabilitacji, pomoc w opiece nad chorym dzieckiem, pomoc asystenta rodziny. A to wszystko w ustawie, przeciwko której tak głośno krzyczą aborcjoniści, jest zapisane. I od stycznia będzie wdrażane.

 

I bardzo dobrze, że będzie. I bardzo dobrze, że problem kobiet w trudnej ciąży został zauważony. Wiele z nich wcale nie chce aborcji, chce natomiast mieć pewność, że nie będzie sama, że będzie mogła liczyć na konkretną pomoc. Czy pomoc kobietom w obliczu niepomyślnej diagnozy dotyczącej jej dziecka to szastanie pieniędzmi? Chyba panie feministki za bardzo się rozpędziły, i skoro to pomysł PiS-u, to dla zasady postanowiły go storpedować. A że przy okazji mogą stracić na tym kobiety? A od kiedy to feminizm się o nie troszczy?



Autor: Małgorzata Terlikowska

Źródło: Mały Dziennik

11:46 11 listopada 2016







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie