Ten wyrok to zły sygnał dla klinik in vitro. Za bałagan i ewidentne błędy nikt nie odpowiada

Ta sprawa była głośna trzy lata temu. To wtedy kobieta oskarżyła klinikę in vitro w Policach o to, że źle przeprowadziła zapłodnienie. W efekcie kobieta urodziła dziecko, które nie było biologicznym dzieckiem jej męża, a do tego miało ono genetyczne wady.




Teraz sąd uniewinnił lekarza, dr Tomasza Bączkowskiego, który został oskarżony o niedopełnienie obowiązków w laboratorium in vitro. Wcześniej umorzono śledztwo Sądu Rejonowego w Szczecinie, a prokuratura nie znalazła winnych całej tej sprawy.

 

Ocenę, moralną a nie prawną, tej sprawy trzeba podzielić na dwa elementy. To, że dziecko jest chore w sensie ścisłym nie jest niczyją winą, a ludzie, którzy decydują się na in vitro, powinni po prostu wiedzieć, że ryzyko wad genetycznych jest w przypadku tej metody poczęcia znacząco wyższe. Jeśli się na to decydują, a prawo im to umożliwia (moim zdaniem nie powinno, ale na razie pozwala), to nie powinni móc wytaczać procesów o złe poczęcie. Tak jak nie mogą ich wytaczać ludzie, których dzieci mają wady, a poczęły się w naturalny sposób. 

 

Oczywiście w sensie ścisłym można powiedzieć, że lekarze są jakoś odpowiedzialni (w przypadku poczęcia naturalnego nie ma takiej odpowiedzialności), ale przyznawanie odszkodowań w takiej sytuacji ustawia od razu osoby z wadami genetycznymi, jako stratę dla rodzin, a do tego skłaniać może lekarzy do działań eugenicznych (czyli ujmując rzecz wprost do sugerowania aborcji, szczególnie, że jeśli do niej nie dojdzie, to także można domagać się odszkodowań). Dlatego, choć odpowiedzialność - nie prawna, ale wpisaną w decyzje o tym, że ktoś decyduje o tym, jaki plemnik z jaką komórką jajową połączyć, ktoś do poczęcia doprowadza, a nie jest to przypadek - istnieje, to nie należy jej sądownie rozstrzygać i przyznawać odszkodowań czy sugerować winy w takich sytuacjach.

 

Czym innym jest jednak to, że dziecko zostało poczęte z materiału nie pochodzącego od jednego z rodziców, choć procedura miała być przeprowadzona inaczej. To jest zaniedbanie, i za nie powinien ktoś odpowiedzieć. Pierwszym odpowiedzialnym jest ten, kto przeprowadzał procedurę. On jest winny temu, że przeprowadzono ją źle. A jeśli w klinice był bałagan, jeśli nie sposób tego ustalić, jeśli nie wiadomo, kto odpowiadał za procedurę, przy której złamano zasady, to… w naturalny sposób odpowiedzialny jest szef placówki. I to on powinien ponieść odpowiedzialność. Jeśli sąd od niej odstępuje, to albo uznaje, że klinik in vitro nie obowiązuje normalne prawo, albo… uważa, że to norma, że popełnia się w nich takie błędy. Niezależnie od powodów jedno jest pewne, to sygnał dla klinik in vitro nie musicie troszczyć się o to, co robicie, bo sądy was wybronią. To zły sygnał dla tego przemysłu, zły sygnał dla tych, którzy z niego korzystają. 

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

20:11 13 grudnia 2017







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie