Te słowa dotyczące macierzyństwa zabolały mnie najbardziej. Wiesz dlaczego?

flickr.com
Jeśli będę miała problem, to sama zapytam! - koszulki z takim hasłem powinny wkładać świeżo upieczone mamy. Za zbędne komentarze z góry dziękuję. Dlaczego?




Powodów jest kilka. Pierwszy to ten, że nagle jak grom z jasnego nieba na młodą mamę, często jeszcze niezbyt pewnie czującą się w nowej roli, spada milion rad, najczęściej wzajemnie się wykluczających. „Noś dziecko, jak płacze” albo „Nie noś, bo się przyzwyczai”. „Karm tylko piersią” albo „Dokarmiaj, dopajaj, bo na pewno głodne”. „Wychodź na spacer przy każdej pogodzie” albo „Jest lekki wiaterek, siedźcie w domu, bo zawieje”. „Za często karmisz” albo „Podawaj pierś co trzy godziny”. Przykładów można podawać tysiące. Warto pamiętać, że młoda mama nie traci rozumu wraz z pojawieniem się dziecka na świecie i sama potrafi podjąć decyzję najlepszą dla niej i dla dziecka. A jak będzie miała problem, to się zapyta.

 

Rady w tym wszystkim to pół biedy. Cała bieda to komentarze, które różne osoby kierują pod adresem młodej mamy i jej macierzyńskich kompetencji. Komentarzy, nawet jeśli wypowiadanych z troski, to często niegrzecznych, niemiłych, dotykających do żywego. Pominę te wulgarne na temat choćby rozkładania nóg, które także się pojawiają. Tymi jednak przejmować się nie warto, doskonale wystawiają świadectwo temu, kto je wypowiada. Chodzi mi o te wszystkie komentarze, które bezpośrednio odnoszą się do macierzyństwa. Niejedna z nas mam karmiących już na starcie usłyszała: „Nie ma szans na naturalne karmienie, takimi piersiami pani dziecka nie wykarmi”. Prorok normalnie. Nic, tylko uciekać od takich mądrali jak najdalej. Mama, która ma problem z karmieniem, nie oczekuje oceny jej możliwości tylko pomocy. Nie chcesz pomóc, nie umiesz, nie komentuj.

 

Nie komentuj także poporodowej figury. Są kobiety, które jeszcze na porodówce odzyskują figurę sprzed ciąży, a w dniu wyjścia ze szpitala wkładają przedciążowe jeansy. Sporo z nas jednak z pociążowymi krągłościami jeszcze musi trochę powalczyć. Nie pytaj więc, widząc mamę z maleńkim dzieckiem, czy to już kolejne w drodze. Fanga w nos gwarantowana. I słusznie, bo się należy.

 

Nie komentuj sposobu przyjścia dziecka na świat. Tak, poród naturalny jest najlepszy i dla mamy i dziecka, ale jeśli z jakichś powodów tak się urodzić nie da, nie można wpędzać kogoś w poczucie winy. O wartości i jakości mojego macierzyństwa nie świadczy rodzaj porodu. Tak samo mocno kocham dzieci, które urodziłam siłami natury, jak i te, które przyszły na świat w wyniku cesarskiego cięcia. W naszym przypadku to dziecko po cc było najdłużej karmione, chociaż nie raz słyszałam, że nie będzie na to szans. Zanim głupio skomentujesz, pomyśl, że dzięki tej cesarce dziecko urodziło się zdrowe. W przypadku porodu sn mogło nie mieć takiej szansy.

 

Nie komentuj też sposobu karmienia, bo nie wiesz, czy za tą butelką, którą tak gardzisz, nie kryją się prawdziwe dramaty. Nie, nie przesadzam. Dla wielu kobiet podanie butelki jest równoznaczne z porażką, z tym, że nie sprostały czemuś tak naturalnemu jak karmienie piersią własnego dziecka. Dziś z perspektywy kilkunastoletniego macierzyństwa nie popadałabym w paranoje, a mój świat nie ległby w gruzach wobec problemów z karmieniem. A jednak. Przy pierwszym dziecku tak się stało, To, co miało być tak naturalne, tak łatwe i proste, w naszym przypadku okazało się bardzo trudne. Z perspektywy czasu wiem, jakie błędy zostały popełnione, na szczęście udało ich się uniknąć przy kolejnych dzieciach. Niemniej przy pierwszym była to dla mnie sytuacja, która mnie wręcz przerastała. I wtedy właśnie usłyszałam komentarz, który całkowicie zwalił mnie z nóg. Mimo że minęło od tego czasu 14 lat, te słowa ciągle słyszę w swojej głowie.

 

Nasze problemy z karmieniem skończyły się odciąganiem pokarmu laktatorem. Nie jest to nic przyjemnego, a na pewno nie było wtedy, kiedy maszynę trzeba było włączać co dwie godziny, by rozkręcić laktację. Szum laktatora w dzień i w nocy, pobudki częstsze niż na karminie. Wstawaliśmy oboje, bo kiedy walczyłam o pokarm, mąż karmił, przewijał i utulał dziecko. Jak to przetrwaliśmy? Nie wiem. W każdym razie karmienie okupione było ogromnym zmęczeniem i niedospaniem. Pewnego dnia byłam z maleńkim dzieckiem na kontroli w przychodni. Jako że to długo trwa, dziecko zgłodniało, wyjęłam więc butelkę z odciągniętym pokarmem i podałam niemowlęciu. Przechodziła wtedy przez korytarz jedna z pielęgniarek. Na widok dziecka karmionego butelką postanowiła podzielić się z siedzącymi w poczekali matkami swoją refleksją; „O jaka leniwa mama, tak jej się spieszy, żeby noce przesypiać”. Mnie zamurowało, a że byłam zmęczona walką o każdą kroplę pokarmu, nie miałam nawet siły odpowiedzieć. Pamiętam, że skończyło się potokiem łez po wyjściu z przychodni. Czy leniwej matce chciałoby się walczyć o naturalne karmienie 24 godziny na dobę?

 

Zanim więc postanowisz skomentować coś w obecności młodej mamy, trzy razy się zastanów, a potem ugryź się w język i najlepiej nie mów nic. Więcej będzie pożytku z twojego milczenia, niż z głupiego komentarza, który może niejedną młodą mamę wpędzić w depresję i wywołać wielkie poczucie winy. Dla ciebie to tylko słowa, dobre rady, dla mamy, która uczy się swojej roli, która jeszcze nie ma doświadczenia, w której organizmie jeszcze buzują hormony, ten komentarz to jak gwóźdź do trumny. Dobije na całego. Radość macierzyństwa zmieni w koszmar.

 

Małgorzata Terlikowska

 

 

 

 

 



Autor: Małgorzata Terlikowska

Źródło: Mały Dziennik

20:13 8 maja 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie