Synowskie napomnienie, czyli błędny obu stron!

Synowskie napomnienie, a dokładniej postawienie papieżowi zarzutu herezji to błąd. Ale błędem jest także strategia udawania, że nie ma problemu i blokowanie dostępu do stron z napomnieniem przez Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej.




„Amoris laetitia” budzi wątpliwości, a jej zapisy niewątpliwie są nieostre i nieprecyzyjne, co umożliwia ich odmienne interpretowanie. Część z ich zapisów jest trudna do jasnego pogodzenia z nauczaniem św. Jana Pawła II czy szerzej Tradycją Kościoła. Ale wcale nie musi to wynikać z herezji, a jedynie ze zmiany języka, odmiennej tradycji teologicznej, z jakiej wywodzi się papież, a także dostosowania przekazu do sytuacji, w której małżeństwo nie jest już społeczną normą czy tym bardziej nie jest przez społeczeństwo wzmacniana. W takim świecie zachowanie norm, choć nadal możliwe, staje się o wiele trudniejsze, a świadomość grzechu spada. I na to wskazuje także, niezwykle mocno, „Amoris laetitia”. 

 

Nie ulega też wątpliwości, że papież (o czym pisałem wcześniej) ogromną rolę przywiązuje do „rozeznawania”, które jednak nie jest możliwe bez jasnych kryteriów. Tych zaś w samym „Amoris laetitia” nie ma. I choć można to uznać za istotny brak, to jest to również wskazówka, że trzeba ich szukać gdzie indziej (bez kryteriów rozeznawania staje się tworzeniem norm, a to już zupełnie co innego). Gdzie? Odpowiedź dla katolika jest oczywista: w Magisterium Kościoła. A to zawarte jest choćby w „Familiaris consortio”, czy w starszym nauczaniu papieskim. Hermeneutyka ciągłości ma zastosowanie również w tej sprawie. I zamiast szermować zarzutem herezji (bardzo poważnym) warto sięgnąć po nią. Zbyt mocne zarzuty (warto zwrócić uwagę, że w „Dubiach” jedynie stawiano pytania o interpretację, a nie stawiano zarzutów) kompromitują, niestety, pytania.

 

Ale to nie wszystko. Jeśli przyjąć, że papież jest heretykiem, to nie sposób nie postawić pytania, co dalej? Co to oznacza dla Kościoła? Dla nieomylności papieskiej (oczywiście ograniczonej)? Dla kolejnych konklawe? Jeśli stawia się tak poważny zarzut, trzeba mieć przygotowane. A jest to szczególnie ważne, gdy wiadomo, że Stolica Apostolska i sam Papież na pytania w kwestii „Amoris laetitia” nie zamierzają odpowiadać.

 

Jest jednak i druga strona, czyli reakcja na dokument. Otóż tak się składa, że zamiast debaty, próby odpowiedzi na pytanie, teologicznych badań czy próby pogodzenia sprzeczności (być może, choć na razie trudno to dostrzec, pozornych), szukanie odpowiedniej hermeneutyki czytania wypowiedzi papieskich, jedyną propozycją jest… blokada. A to przeniesie się na emeryturę profesora, który stawia pytania, a to zablokuje strony internetowe z nieodpowiednimi dokumentami na serwerach Biura Prasowego. Jednym słowem, gdzie nie ma argumentów, tam pojawia się blokada i udawanie, że tematu nie ma. A przecież to właśnie obrońcy tego pontyfikatu powtarzają nieustannie, że prawda obroni się sama. Skoro tak, to po co te blokady? Po co działania rodem ze świata cenzury?

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

9:11 27 września 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie