Świadomość winy, kozioł ofiarny, narracje historyczne i obozy śmierci

Dyskusja nad obozami śmierci i określania ich mianem polskie (a nie niemieckie, jakimi były) ma wymiar nie tylko polityczny i ekonomiczny, ale także symboliczny, a może nawet mityczny. Tak się bowiem składa, że świat potrzebuje mieć kozła ofiarnego, i choć to absurdalne wybrał do tej roli Polskę.




Warto sobie uświadomić, że niewielu jest czystych, moralnie zachowujących się w czasie Holokaustu. Z przywódców światowych, poza Danią i Bułgarią (tu akurat wdzięczność trzeba wyrazić patriarsze Bułgarskiej Cerkwi Prawosławnej), można jeszcze wymienić generała Franco (tak, tak to on wydawał paszporty uciekającym Żydom) i oczywiście Piusa XII (który w ramach „historycznej prawdy” został oskarżony o bycie papieżem Hitlera). 

 

Inni, Amerykanie, Brytyjczycy, spoglądali się na Holokaust ze spokojem (choć Polacy, choćby rotmistrz Pilecki, alarmowali, co dzieje się na terenach okupowanych przez Niemców), obojętnością, a nawet odsyłali ratujących się Żydów do Europy.  A Francuzi (legalna wówczas władza tego kraju) wysyłali własnych Żydów do obozów w Niemczech, choć wiedzieli, że czeka ich tam, w najepszym razie śmierć. O Niemcach czy Austriakach w ogóle nie ma co wspominać, bo oni Holokaust (ale także akcję T4, eksterminację Słowian czy niszczenie Kościoła) wykonywali własnymi rękoma. Wszystko zaś w imię nowoczesności, najnowszych odkryć naukowych, pokrętnej ezoteryki i wojującej chrystianofobii i wrogości wobec Boga.

 

Historia w tej sprawie nie kłamie, nie ma wątpliwości, jak było, więc - w świecie, w którym kult Holokaustu stał się obowiązującym na całym świecie - trzeba minimalizować własną odpowiedzialność. Z przyczyn politycznych, społecznych, ale także symboliczno-mitycznych. W świecie, w którym zanikło poczucie grzechu, gdzie nie odczuwa się wspólnoty z przodkami, nieliczni są w stanie wziąć na swoje barki odpowiedzialność za grzechy przeszłości. Wygodniej je zrzucić na barki Innych. To mogą być mityczni naziści (którzy przecież nie mieli narodowości), Pius XII (choć warto to podkreślać, że to właśnie Watykan ratował Żydów, gdy Ameryka odsyłała ich do Europy), albo Polska. Kozioł ofiarny jest im wszystkim wciąż potrzebny. Polska została więc na niego wybrana.

 

A że to absurd, że to historyczna nieprawda nie ma znaczenia. Gdy kształtowały się zręby współczesnego myślenia o Holokauście Polska była pod butem komunistów, później nie miała głowy, ani środków, by zacząć prowadzić spójną politykę historyczną, a teraz… teraz liberalna lewica rozgrywa kartę rzekomego nazizmu Polaków do własnych, krótkoterminowych celów. W efekcie w świat idzie nieprawdziwy obraz polskich narodowców (którzy przypomnijmy w latach 30. nie rządzili w Polsce), polskiego Kościoła, Polski w ogóle. Nie wspomina się o kapłanach, siostrach zakonnych, ale także politykach narodowych, którzy ratowali Żydzi, a wciąż powtarza się nieprawdziwe informacje na ich temat. Nie mówi się o tych, którzy zagrożeni śmiercią ratowali Żydów, ale tylko o tych (a byli i tacy), którzy ich wydawali… I wreszcie buduje się obraz antysemickiego narodu, i to w sytuacji, gdy to Polska przyjmowała uciekinierów z Niemiec. 

 

Wyjście z roli kozła ofiarnego (jakże wygodnej dla innych krajów) wymaga lat pracy. Spójnej polityki kulturalnej, historycznej, wspierania badań i książek czy ich tłumaczenia, a także budowania muzeów, wytaczania procesów itd. Tu nie wystarczy jednorazowe wzbudzenie czy pokrzykiwanie. Trzeba ciężkiej pracy. Szczególnie, że nie jest łatwo zburzyć nieprawdziwy, ale istniejący polityczno-historyczny konsensus w tej sprawie. Historycy badający pontyfikat Piusa XII mogą coś o tym powiedzieć. 

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

9:18 28 stycznia 2018






Popularne

Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie