Skandalem nie jest aborcja, skandalem jest pokazywanie jej skutków. Oto logika aborterów

PAP/Rafał Guz
Z wielkim niesmakiem obejrzałam dyskusję między panami Mariuszem Dzierżawskim z Fundacji Pro i dyżurnym ginekologiem telewizyjnym dr. Grzegorzem Południewskim. Nie, nie zbulwersowały mnie plakaty, których rozmowa dotyczyła, tylko wypowiedzi pana doktora.



 

Fundacja ruszyła właśnie z akcją „Szpitale wolne od aborterów”. Wolontariusze pojawiają się więc pod placówkami, w których aborcje są wykonywane. Trzymają plakaty, które pokazują, czym aborcja się kończy. I o te właśnie plakaty wybuchła wielka afera. Że manipulują, że to skandal, że mało estetyczne. W studiu Wirtualnej Polski pan doktor, jak sam się określa, zwolennik praw reprodukcyjnych kobiet, przekonywał, że plakaty to kłamstwo, bo dziś podczas aborcji płodów się na kawałki nie rozczłonowuje (słowo „dziecko” w tym kontekście panu Południewskiemu przez gardło nie przechodzi). W dobie aborcji farmakologicznej to przecież zupełnie estetyczny zabieg, prawie jak poronienie. Szkoda tylko, że pan doktor nie zająknął się o tym, że ta „estetyczna”, wykonywana często w zaciszu domowym aborcja za pomocą nielegalnie zdobytych środków wczesnoporonnych, to nic innego jak podanie trucizny, która zabija rozwijające się dziecko. Szkoda, że pan doktor zapomniał, że w Polsce aborcje przeprowadzane są do 24. tygodnia ciąży. A wtedy urodzone siłami natury dzieci odkładane są na bok, by - jeśli poród przeżyły (a zdarza się to dość często) – zmarły z głodu i wychłodzenia. Bardzo to humanitarne działanie, prawda?

 

Dyskutowanie o plakatach to tak naprawdę odwracanie kota ogonem. Nie ma bowiem znaczenia, czy to „zabieg” krwawy, czy bezkrwawy. Nie ma znaczenia, czy dziecko jest rozrywane na kawałki za pomocą narzędzi chirurgicznych, wysysane z organizmu matki próżnociągiem i mielone przez maszynę, czy umiera otrute. Cel tych działań jest jeden. Człowiek, który żył, rozwijał się, już nie żyje. Bo o to chodzi przy okazji aborcji – zabicie dziecka, które z jakiegoś powodu wadzi i przeszkadza. To, że śmierć zadawana drugiemu człowiekowi jest bardziej estetyczna, nie ma żadnego znaczenia. Wszelkie te działania podejmowane z jedną intencją – by zabić. Koncerny farmaceutyczne będą więc udoskonalać techniki, bo za tym idą przecież ogromne pieniądze.

 

Działanie pana doktora jest jeszcze z jednego powodu karygodne. Jako lekarz nie powinien oszukiwać kobiet. A opowiadanie w mediach o tym, że to taki niewinny zabieg, który nie niesie za sobą negatywnych skutków, jest kłamstwem. Skoro do mediów jest zapraszany w roli autorytetu, winien zachować minimum obiektywizmu. Bo o negatywnych skutkach aborcji – i zdrowotnych, i psychicznych – napisano bardzo wiele. Przemilczając ten aspekt, pan doktor jest po prostu poraborcyjnym lobbystą, a nie żadnym medycznym autorytetem.  



Autor: Małgorzata Terlikowska

Źródło: Mały Dziennik

21:41 31 marca 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie