Ruch Narodowy przeciw Ukraińcom? To niekatolickie i nierozsądne!

Fot. Flickr.com
Wyobraźmy sobie, jaki byłby szum w Polsce, gdyby jakaś organizacja polityczna z Zachodu oznajmiła, że sprzeciwia się masowej imigracji Polaków? Ile byłoby oburzenia, słów potępienia i (słusznego) wskazywania na ksenofobię.




Wyobraźmy sobie takie oświadczenie: „…z całą stanowczością sprzeciwiamy się masowej imigracji do XYZ (tu wstawcie nazwę Irlandii, Wielkiej Brytanii czy Francji) z innych kręgów kulturowych oraz sprowadzaniu na naszą ziemię osób niezainteresowanych asymilacją. Grozi to tworzeniem w XYZ enklaw obcych kultur, religii czy narodów. Postulat ten dotyczy także dużych grup ludności europejskiego pochodzenia ze wschodu kontynentu”. Co byśmy o nim powiedzieli, gdyby rzecz dotyczyła Polaków? Bylibyśmy oburzeni? Ja tak! I pewnie wielu z nas także.

 

I takie właśnie oświadczenie wystosowali szefowie Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego i Ruchu Narodowego. Oczywiście nie napisali oni, o kogo im chodzi, ale nietrudno zgadnąć, że to Ukraińcy są „przedmiotem” tego oświadczenia. Jest ich w Polsce od miliona do dwóch milionów. Tyle, że nikt ich tu nie sprowadza, oni sami uciekają od straszliwej biedy (narodowcom doradzam udanie się na ziemie ukraińskie, by zobaczyć, co znaczy bieda), korupcji, braku nadziei i perspektyw za „kordon”, gdzie jest nadzieja, gdzie można normalnie żyć, gdzie pensja sprzątaczki jest wielokrotnie wyższa niż tam pensja nauczyciela czy urzędnika. Chciałbym też, żeby pomieszkali w hurtożytkach (blokach, często z lat 80., gdzie jest jedna kuchnia na trzydzieści mieszkań i grafik korzystania z niej, a ludzie muszą korzystać ze wspólnych toalet i pryszniców), a dopiero potem odrzucali Ukraińców, którzy w nadziei na lepsze, a czasem po prostu na normalne życie tu przybywają. A, jakby tego było mało, proponuję, by żyli za 200-300 złotych, bo tyle wynosi średnia ukraińska pensja (poza Kijowem czy Lwowem).

 

Nie bardzo też rozumiem, co ma oznaczać sformułowanie „grupy ludzi europejskiego pochodzenia ze Wschodu kontynentu”. Panom z ruchów narodowych chciałbym przypomnieć, że sporą rzeszę z owych grup stanowią ludzie o polskich korzeniach. I nie ma tu znaczenie ich wyznanie czy język, jakim się posługują. Znam ludzi, którzy są prawosławni, nauczyli się mówić po polsku, jako dorośli, ale czują się Polakami i wiele dla Polski, tam na miejscu robią. Znam też innych, którzy są katolikami i czują się ukraińskimi patriotami, ale gdy patrzą się na swoje dzieci, które nie mają na Ukrainie żadnych perspektyw to marzą o Polsce, tak jak wielu Polaków marzyło o wyjeździe do Wielkiej Brytanii. I myślę, że powinniśmy ich traktować przynajmniej tak, jak chcielibyśmy być traktowani w Niemczech, Francji czy Irlandii.

 

Ruchy i organizacje narodowe powołują się na katolickość, na katolicką naukę społeczną. Polskim wkładem do niej jest… kategoria solidarności. Solidarność zaś wobec ludzi biednych, wobec tych, co uciekają przed beznadzieją zakłada gościnność. I taka jest właśnie katolicka postawa wobec przybywających tu Ukraińców. To w stosunku do nich (także tych „niewidzialnych”, którzy sprzątają w wielu polskich domach, pracują w supermarketach i na stacjach benzynowych) objawia się nasze chrześcijaństwo. Zamiast nieustannie dyskutować o imigracji islamskiej (której w Polsce nie ma i na razie nie będzie, bo oni wcale nie chcą tu przyjeżdżać) warto dyskutować o realnym stosunku do imigracji i imigrantów, których mamy. To w stosunku do nich objawia się solidarność. Pytanie, w ilu polskich parafiach jest msza po ukraińsku (a nie brak łacińskich katolików, którzy z Ukrainy przyjechali do Polski, a wcale nie są Polakami, a przynajmniej nie mówią dobrze po polsku)? Ile z parafii użyczyło możliwości odprawiania Świętej Liturgii grekokatolikom? I wreszcie jak my sami traktujemy imigrantów z Ukrainy? Nie, nie domagam się ślepej polityki, a jedynie przypominam, że chrześcijaństwo jest także pewnym zobowiązaniem i ma skutki także w wymiarze społecznym.

 

I wreszcie kwestia ostatnia. Często szczycimy się wieloetniczną tradycją I Rzeczpospolitej! O Polsce jagiellońskiej i potrzebie nawiązywania do niej chętnie i mocno mówił św. Jan Paweł II. Polska Jagiellońska to zaś Polska, w której jest miejsce i dla Rusinów. To, co proponują narodowcy, to całkowite zaprzeczenie tej idei. Można oczywiście uznać, że młodzi narodowcy lepiej rozumieją, czym jest Polskość i katolicyzm, niż św. Jan Paweł II, ale ja pozwolę sobie mieć odmienne zdanie.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

18:57 21 listopada 2017







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie