Rozmawiajmy o handlu w niedzielę na argumenty, a nie na emocje i fobie!

Z rozbawieniem, ale i przerażeniem przyglądam się dyskusji o wolnych niedzielach w handlu. Poziom argumentacji jest tak słaby, że aż nie wiadomo, jak na poważnie polemizować z częścią z argumentów.




Zacznijmy od najczęściej padającego z ust części (trzeba przyznać części, nie wszystkich) lewicowych i liberalnych komentatorów i czytelników. „To teokracja”. Bzdurności tego argumentu najlepiej dowodzi przykład Niemiec i Francji. Czy szermujący nim chcą naprawdę dowodzić, że w tych krajach mamy do czynienia z teokracją? A jeśli nie, to dlaczego to, co tam jest obroną praw pracowniczych w Polsce ma być teokracją.

 

Nie, nie przekonuje mnie to, że chodzi o niedzielę. Uznanie, że akurat ten dzień powinien być wolny nie musi wynikać z religijności. Jest to po prostu uznanie dziedzictwa kulturowego naszego kraju, i całego kontynentu. Tak się składa, że w naszym kręgu cywilizacyjnym wolna i przeznaczona społecznie do odpoczynku była niedziela. Polski Sejm jedynie to potwierdza w odniesieniu do tej grupy, która była w tej kwestii dyskryminowana. 

 

Nie jest także prawdą, że zamiast niedzieli można mieć inny dzień wolny, i że to w istocie załatwia sprawę. Tak się składa, że wiele lat pracowałem w niedzielę, jako reporter, a potem moja żona, jako dziennikarka. Tak mieliśmy inne dni wolne, ale to nie było to samo. Rodzina może być razem w sobotę i niedzielę, nie w środę czy czwartek. A z przyjaciółmi na długie pogaduchy też nie spotyka się w poniedziałek, bo oni wtedy są w pracy. Naprawdę nie trzeba być geniuszem, by to dostrzec.

 

Wybór też jest dość ograniczony. Tak się składa, że jak ma się dzieci, małżonka, a czasem i kredyt do spłacenia, to się pracuje, bo się musi, a nie dlatego, że się wybrało akurat pracę w niedzielę. Przymus ekonomiczny czy społeczny pozostaje przymusem. I nic się nie da na to poradzić liberalnym gadaniem.

 

Nie przekonuje mnie także porównywanie handlu w niedzielę do szpitali czy pomocy medycznej. Tak się składa, że jedno ratuje życie, a drugie nie. Porównywanie tych dwóch kwestii dowodzi tylko braku rozsądku i myślenia. I na koniec warto przypomnieć, że 

nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innych. Nie widać powodów, by uznać, że moja wolność do zakupów, ma ograniczać wolność innych do odpoczynku z rodziną. To są wartości nieporównywalne.

 

Dlatego, jeśli chcemy dyskutować to dyskutujmy, ale nie używając argumentów, które są - hmm - bardzo słabe. To, że ja czegoś chce  albo nie chce nie jest argumentem w dyskusji. 

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

15:24 25 listopada 2017







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie