Reformacja, Luter i zaproszenie do poważnej polemiki!

Z luteranami, a szerzej ze zwolennikami Reformacji i członkami rozmaitych wyznań i denominacji protestanckich można i trzeba dyskutować, a niekiedy polemizować. Ale by to robić nie wystarczy kilka (niekiedy zmanipulowanych) cytatów z Lutra, ani tym bardziej oskarżenia (czasem słuszne, a czasem nie) wobec niego formułowane.




Dlaczego tak uważam? Odpowiedź jest prosta: istotą reformacji nie jest bowiem Marcin Luter, ani nawet jego poglądy, ale reformacyjny zwrot, który on sam zapoczątkował. W największym skrócie określić go można i trzeba jako uznanie, że zbawienie dokonuje się z łaski przez wiarę, bez pośrednictwa jakichkolwiek instytucji czy świętych. Jest to wiara nieustannie zmagająca się z niewiarą, wiara odrzucająca rozum i teologię naturalną, a także jakiekolwiek znaczenie natury. Jest to wreszcie wiara, w której jednostka pozostaje zawsze sama wobec nieskończonego majestatu Boga, i której jedyną nadzieję pozostaje subiektywny akt wiary. Akt wiary, który w istocie nie potrzebuje nawet Kościoła. To jest fundament Reformacji, a nie osoba Lutra.

 

Z tej perspektywy nawet jeśli uznać (a brak na to poważnych dowodów historycznych), że Luter uciekł do klasztoru przed karą za morderstwo czy oskarżanie go o rozmaite inne przestępstwa nie ma znaczenia. Luteranin (o chrześcijaninie reformowanym albo o zielonoświątkowcach czy baptystach nie wspominając) nie opiera bowiem swojej wiary na autorytecie Marcina Lutra, nie on jest jego nauczycielem. Wielu współczesnych protestantów w ogóle nie zna jego pism, ogromna większość nie pasjonuje sie jego życiem (i wcale się nie dziwię, bo tak się składa, że nie była to postać prosta, ani szczególnie sympatyczna, choć potrafił też porywać ludzi), ani nie studiuje jego pism. Wyjątkiem są luteranie, ale i oni nie opierają się bezkrytycznie na wszystkich pismach Lutra (wyraźnie odcinają się na przykład obecnie od pism antysemickich czy antypapieskich), a jedynie uznają wartość Ksiąg Wyznaniowych (ukształtowanych historycznie rzecz biorąc bardziej pod wpływem ostrożniejszego Filipa Melanchtona).

 

Nie jest także poważną polemiką wyrywanie z kontekstu krótkich fragmentów tekstów Lutra i smaganie nimi protestantów. A nie jest, bo akurat tekstów antyżydowskich znajdziemy także wśród autorów katolickich cała masę (antyjudaizm nie był tylko domeną Lutra), podobnie jak antykobiecych. Tak wtedy myślano i wyznanie nie miało znaczenia. Ahistoryzm w polemice wyraźnie jej szkodzi. Szkodzi jej także uznanie, że jeśli dowiedziemy, że Luter był złym człowiekiem, to wszyscy zmienią swoje poglądy. Nic bardziej błędnego, bowiem nawet jeśli nie zawsze dorastał on do własnych przekonań (a z pewnością, co przyznają obecnie nawet luterscy historycy, często można mu było wiele zarzucić), to wcale nie musiał się on mylić. Mógł mieć rację, nawet jeśli nie był świętym. 

 

Jeśli więc chcemy realnie dyskutować z Lutrem i zwolennikami Reformacji warto zabrać się za zupełnie inne tematy. Istotne są tu pytania o role rozumu (tu katolicyzm i luteranizm, a szerzej spora część wspólnot poreformacyjnych rozchodzą się radykalnie), jaka jest natura człowieka, jak głęboko został on zniszczony przez grzech (tu zresztą toczy się fascynująca debata wewnątrz protestantyzmu między kalwinistami a arminianami) czy uświęcenie oznacza przemianę/przebóstwienie ludzkiej natury czy jedynie okrycie jej zewnętrznym płaszczem usprawiedliwienia. Warto dyskutować i przekonywać się na argumenty eklezjologiczne (dlaczego potrzebny jest Kościół, i to widzialny, czym jest kapłaństwo hierarchiczne, a także jak rozumieć Eucharystię i czym w ogóle wspólnoty protestanckie są Kościołami) i na czym polega wspólnota świętych. To są tematy realnie ważne, a do tego rozwijające także naszą wiarę.

 

Możemy także rozmawiać o historii i skutkach Reformacji, ale ze świadomością, ze konfesjonalizacja zapoczątkowana przez Reformację i wzmocniona przez Kontrreformację zmieniła głęboko także Kościół katolicki, a wiele negatywnych zjawisk, które związane są z działaniami Lutra było później wzmacnianych także przez władców katolickich i wspierających ich teologów. I jeszcze jedno: proste oceny ludzi, których codzienności, wiary, a nawet myślenia nie tylko nie znamy, ale nawet nie do końca jesteśmy w stanie zrozumieć, jest zawsze głęboko ryzykowne.

 

Dlatego zamiast zabawiać się w plemienną antyprotestancką wojenkę warto zająć się teologią głębiej. I jeśli rzeczywiście pragniemy jedności i chcemy przekonać protestantów do przyjścia do Kościoła katolickiego warto z nimi dyskutować, rozmawiać, przekonywać ich. Nie da się tego zrobić bez przyjaźni i uznania, że także oni mają dobre intencje, szukają Boga i prawdy, a także bez dostrzeżenia, że i w nich i przez nich działa Bóg. Także w naszym, katolickim życiu.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

18:34 20 grudnia 2017







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie