Początek wojny… czy aksamitny rozwód? Diaboliczni sekularyści zwyciężają!

Arktyczna katedra luterańska w TromsoeFot. Wikipedia
Kościół Norwegii po niemal 500 latach zjednoczenia z państwem rozstaje się z nim. Od 1 stycznia 2017 roku Ewangelicko-Luterański Kościół Norwegii przestaje być „religią państwa”, a staje się jedynie „Kościołem narodowym”.




W praktyce oznacza to niewiele. Od teraz duchowni Kościoła, których nadal będzie finansować (tak jak cały Kościół) państwo, nie będą już przez nie mianowani. Zmiana jest więc w znacznym stopniu symboliczna, ale jednak ważna.

 

Dla wielu, zamieszkujących norwerski pas biblijny luteranów jest to bowiem decyzja symboliczna. - Ona może rozpalić wojnę kulturową, bowiem dla wielu zachodnich antysekularystów Norwegia jest przykładem stopniowego niszczenia kultury chrześcijańskiej przez diabolicznych sekularystów - podkreśla Jacques Berlinerblau z  Georgetown University. 

 

Inna sprawa, że antysekularyści powinni sobie uświadomić, że akurat ta zmiana nic nie symbolizuje, a jest skutkiem głębokich przemian kulturowych. Już teraz, choć do Kościoła Norwegii należy 82 procent Norwegów, to ateizm czy agnostycyzm deklaruje aż… 39 procent z nich. A to oznacza, że przynależność do Kościoła nie ma nic wspólnego z wiarą. Sekularyzm zniszczył więc norweski luteranizm zanim został on faktycznie oddzielony od państwa.

 

Dla radykalnych sekularystów zmiana dokonana przez parlament w konstytucji zaś w istocie niewiele znaczy. - Dopóki konstytucja stanowi, że Kościół Norwegii jest Kościołem narodowym, i jest wspierany przez państwo, nadal mamy Kościół państwowy - przekonuje Kristin Mile, sekretarz generalna Norweskiego Stowarzyszenia Humanistów. I akurat w tej sprawie trudno się z nią nie zgodzić.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło:

14:56 8 stycznia 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie