PiS trzeba zmusić do lepszych rządów

Twitter
Odpowiedź na pytanie dlaczego PiS wygra prawdopodobnie najbliższe wybory parlamentarne układa się z kilku pozornie rozproszonych spraw. Jako pierwszy można podać sącząca się nieustannie z mediów takich jak tygodnik “Newsweek”, czy Radio TOK FM pogardę - o charakterze nieledwie klasowym - zarówno wobec PiS jak i wyborców tej partii. A także szerzej polskich katolików - pisze Tomasz Rowiński.




Polacy jako “plebs”

 

Kilka dni temu warszawski polityk, raczej lewicowy, Jan Śpiewak aktywnie działający na polu zdemaskowania afery reprywatyzacyjnej przywołał fragment wywiadu, jakiego udzielił “Newsweekowi” prof. Wojciech Sadurski. Już tytuł wywiadu jest bardzo wymowny: “Dyktatura ignorancji”. Zaraz w lidzie znajdujemy kwintesencję stosunku liberalnych i wielkomiejskich elit do ich politycznych oponentów: “O to mam największe pretensje do Kaczyńskiego, że z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy.”

 

Sam Śpiewak słowa skomentował krótko i trafnie: “Walka klas się zaostrza. Największy zarzut jaki ma wobec Kaczyńskiego prof. Sadurski w wywiadzie dla Newsweeka jest taki, że zdradził własną kastę "wykształconej inteligencji". Wyborców PiSu nazywa plebsem. Liberałowie dalej nic nie rozumieją…”

 

Wpadkę zaliczyła też ostatnio skrajna lewica z “Razem”, która teoretycznie mogłaby zawalczyć z PiS-em o jakąś część elektoratu pokrzywdzonego przez 25 rabunkowej tzw. transformacji gospodarczej przeprowadzanej w imię zagranicznych lub partykularnych interesów. Jednak atak na przedsiębiorcę wspierającego działania organizacji pro-life, współwłaściciela dużego producenta wody, czyli Cisowianki osadził ich mocniej jak się zdaje w kącie dla grup skrajnych. Trudno rywalizować z PiS kiedy przygotowuje się agresywne kampanie proaborcyjne. I to nie ze względu na sam PiS i jego władze, które w tej sprawie są znacznie bardziej lewicowe niż elektorat tej partii, ale ze względu na znaczną jeszcze zdolność w polskim społeczeństwie do rozpoznania dobra i zła.

 

Dobra zmiana

 

Powyższe dwa przykłady należą jednak nie tylko realnego życia, co do wirtualnej bańki, w której funkcjonują politycy, publicyści i jakaś część inteligencji. Prawdziwe życie Polaków jest gdzieś indziej i można powiedzieć, że - paradoksalnie - w statystyce.

 

Według danych GUS-u skrajne ubóstwo wśród dzieci do lat 18 zmniejszyło się z 9 proc. w 2015 r. do 5,8 proc. w 2016 r. Nie jest to tak duży spadek jak ogłaszały rządowe dane z końca ubiegłego roku jednak wciąż jest duża i nie można jej lekceważyć jako osiągnięcia. Mówimy tu o zmniejszeniu ubóstwa dzieci o 36% w ciągu kilku miesięcy. W 2016 r. odnotowano spadek zasięgu ubóstwa skrajnego oraz ubóstwa relatywnego. W skrajnym ubóstwie żyło poniżej 5 proc. osób (wobec prawie 7 proc. w 2015 r.), a w ubóstwie relatywnym – nieco mniej niż 14 proc. osób (wobec niecałych 16 proc. w 2015 r.). Obserwowane w 2016 r. ograniczenie rozmiarów ubóstwa skrajnego oraz relatywnego dotyczyło zdecydowanej większości  analizowanych grup ludności, w tym wszystkich grup społeczno-ekonomicznych.

 

Dużą pozytywną zmianę w kwestii zasięgu ubóstwa zaobserwowano szczególnie u rodzin wielodzietnych z trójką lub większą liczbą dzieci na utrzymaniu, w gospodarstwach domowych z osobami niepełnosprawnymi, wśród mieszkańców wsi i miast poniżej 20 tys. mieszkańców oraz gospodarstwa domowe z głową gospodarstwa o niskim poziomie wykształcenia.

W 2016 r. zaobserwowano istotną poprawę sytuacji gospodarstw domowych z dziećmi do lat 18. Skutkiem tego był widoczny spadek zasięgu ubóstwa skrajnego wśród dzieci w wieku 0-17 lat (z 9 proc. w 2015 r. do nieco mniej niż 6 proc.  w 2016 r.). To zmiana o ok. 36%. Prawdopodobnie jest ona efektem – oprócz wzrostu płac i zmniejszenia bezrobocia – programu Rodzina 500 Plus, który został uruchomiony wiosną 2016 r.” (korzystam z opracowania danych ze strony pisma “Nowy Obywatel”)

Perspektywy przyszłej kadencji

To wśród ludzi objętych tymi statystykami rozgrywa się zmaganie o władzę w Polsce - skoro jedni nazywają ich plebsem, a  drudzy nie tylko deklaracjami, ale realnymi działaniami dbają o ich udział w dobru wspólnym, w prowizji narodowej od wzrostu zamożności, to jakiego można się spodziewać wyniku wyborów?

Co jednak z polityczną opinią katolicką, co z sytuacją, w której PiS odrzuca elementarne zasady ochrony życia, a emocjami i pieniędzmi także korumpuje katolickiego wyborcę? Dodam, że nie ma tu sprzeczności - transfer finansowy do rodzin jest sprawiedliwym udziałem w dobru wspólnym, ale w momencie, gdy PiS porzuca fundamenty sprawiedliwości społecznej jakimi są ochrona życia, staje się on też politycznym środkiem korupcyjnym.

Potrzebna jest choćby niewielka grupa parlamentarna polityków katolickich, którzy zachowują samodzielność w tej korupcjogenne sytuacji i wejdą do parlamentu nawet w ramach jakiejś koalicji zbierającej i katolików, i republikanów niekoniecznie zaangażowanych religijnie, ale zgadzających się z pewną podstawą cywilizacyjną.

PiS miał wiele szczęścia w poprzednich wyborach - błąd strategiczny, który kosztował SLD wypadnięcie z parlamentu już może się nie powtórzyć. Nawet lepszy wynik wyborczy PiS w sytuacji powrotu lewicy do parlamentu będzie oznaczał, że partia Jarosława Kaczyńskiego zostanie zmuszona do poszukiwania koalicjanta. Wtedy katolicka i republikańska reprezentacja w Sejmie mogłaby już prowadzić z PiS prawdziwą politykę.

Koniecznie jednak taka formacja musi się trzymać w retoryce i praktyce zasad - tak dla suwerenności w wojskowości, w uzdrawianiu finansów publicznych, wsparciu życia i rodzinu, nie dla psucia instytucji państwa, korupcji politycznej i niecnemu wykorzystywaniu Kościoła bez realizacji postulatów podjętych razem z przyjęciem roli reprezentantów politycznych katolików.

Od tego zależy czy rządy PiS w kolejnej kadencji będą dobrą czy złą wiadomością.

Tomasz Rowiński

Autor jest redaktorem “Christianitas” oraz członkiem Narodowej Rady Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego.

 



Autor: Tomasz Rowiński

Źródło: Mały Dziennik

9:30 3 lipca 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie