Odmawianie różańca to modlitwa, a nie narzędzie symbolicznej przemocy. Hucpę trzeba było przerwać

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Grupa młodych protestantów wchodzi do luterańskiej katedry w Uppsali, by tam śpiewając „Warownym grodem jest nasz Bóg” przeszkodzić w wygłoszeniu kazania na ekumenicznym nabiożeństwie przez katolickiego biskupa Sztokholmu kard. Andersa Arboreliusa. Wyprowadza ich policja. Jaka byłaby nasza katolicka reakcja?




Odpowiedź jest oczywista. Gromy potępienia na paskudnych protestantów sypały by się z każdej niemal internetowej strony. Uznalibyśmy, że to kolejny dowód na to, że ekumenizm nie działa, że luteranie nadal nie odrobili lekcji ekumenizmu, a policja słusznie przerwała antykatolicką hucpę, która z modlitwą niewiele miała wspólnego. I w kwestii policji mielibyśmy rację.

 

Te same zasady zastosować do tego, co wydarzyło się w Brukseli w katedrze św. Michała i Guduli. Tam grupa młodych katolików, by przeszkodzić w nabożeństwie odprawionym w ramach 500-lecia Reformacji, zaczęła głośno odmawiać różaniec. Cel był oczywisty, chodziło o to, by uniemożliwić wygłoszenie kazania pastorowi Stevenowi Fuite, przełożonemu Zjednoczonego Kościoła Protestanckiego w Belgii.

 

Nie jestem zwolennikiem odprawiania nabożeństw w katolickich świątyniach w rocznicę Reformacji. Uważam to za błąd, i to poważny. Ale nie jestem również zwolennikiem przerywania modlitwy innych, wykorzystywania różańca do walki i przemocy (tak, bo to wydarzenie nie było modlitwą, ale aktem symbolicznej przemocy, której celem było przerwanie i uniemożliwienie nabożeństwa). Jeśli młodzi katolicy chcieli rzeczywiście tylko się modlić, to mogli to robić w tym samym czasie, ale w innym miejscu, trwając na modlitwie różańcowej. Jeśli zrobili to w tym miejscu i w tym czasie, to niestety pokazali, że wcale nie chodziło im o modlitwę i zadośćuczynienie profanacji, ale o to, by zamanifestować swoje poglądy za pomocą różańca. To jednak, co innego niż modlitwa.

 

A reakcja policji była absolutnie zrozumiała. Gdy ktoś przeszkadza w modlitwie innym, gdy przerywa nabożeństwo powinien liczyć się z tym, że zostanie wyprowadzony siłą. Argument, że on „tylko” odmawiał różaniec, jakoś mnie nie przekonuje. Bo poza samym faktem liczy się również cel, kontekst, miejsce i sytuacja. I naprawdę nie trzeba być ani ekumenistą, ani wielkim zwolennikiem upamiętniania Reformacji, by to dostrzec.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

9:39 4 listopada 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie