O tym cudzie św. Pio NIE SŁYSZAŁEŚ! ZOBACZ co się STAŁO!

Pewnego dnia do kościoła w San Giovanni Rotondo weszła kobieta z walizką w ręku. Zajęła miejsce w kolejce do spowiedzi u Ojca Pio. Kiedy przyszła jej kolej, stanęła przed konfesjonałem i płacząc, otworzyła walizkę. W środku znajdowało się ciało półrocznego dziecka…




 

Kobieta jechała do San Giovanni Rotondo z chorym synkiem, ale ten zmarł w podróży. Zdecydowała się nie zawracać z drogi. Jechała przecież z nadzieją, że Padre Pio uzdrowi jej dziecko. Może „uzdrowi” nawet martwe? Kiedy stanęła przed świętym, było w niej tyle smutku, ile pomieści się w matczynym sercu, gdy traci ono bezcenny skarb – ukochane dziecko. Ale była w niej też wielka wiara w cuda potężniejsze od śmierci. Święty kapucyn nie powiedział ani słowa. Wziął delikatnie w swe ręce ciało dziecka i zaczął się modlić. Przez chwilę nie był tu, w San Giovanni… Rozmawiał z Bogiem… Kilka chwil później odetchnął głęboko i otworzył oczy. Dlaczego tak lamentujesz, kobieto? Czy nie widzisz, że Twój syn śpi? Kobieta ujrzała, że pierś dziecka unosi się miarowo: jej synek żyje! Oddycha!

 

Cudotwórcze źródło

 

Badacze życia św. Ojca Pio przytaczają wiele podobnych cudów. Niektórzy pytają o źródło mocy, którym dysponował święty z Pietrelciny. Odpowiedź przynosi sam Padre Pio. Wystarczy wejść w jego codzienne życie. Wówczas spotykamy człowieka prowadzącego niezwykle głębokie życie modlitwy. Napotykamy na… umartwienia i post – są one stałą jego życia. Sprawiają, że człowiek zamieszkuje w rzeczywistości cudów tak naturalnych, jak naturalny jest fakt istnienia Boga. Post – czy to on stanowi cudotwórcze źródło? Nie jest to w pełni prawda, dopóki nie wskaże się na najważniejszy składnik recepty Ojca Pio. A jest nim Eucharystia.

 

Asymilacja

 

Nieprawdą jest, że Ojciec Pio żył o chlebie i wodzie albo spożywał tylko odrobinę warzyw i pił kilka łyków soku z cytryny. Jadł wszystko, a le w bardzo małych ilościach. Pościł każdego dnia. Zdaniem jego współbraci jadł jedną piątą tego, co je normalny mężczyzna. Jadł wszystko: makaron, ser, groszek, owoce, wątróbkę, itd., i, jak wszyscy porządni Włosi, szklaneczkę wina. Bywało, że z przyjemnością zjadał podsmażaną kiełbasę i suszoną szynkę. Wszystko jednak w ilościach śladowych. Zwykle przesuwał swoją porcję w stronę siedzącego obok współbrata, a gdy ten się wzbraniał, Ojciec Pio mówił z uśmiechem: Corragio! (Odwagi!). Zdaniem wszystkich lekarzy, którzy zajmowali się Ojcem Pio, ilość spożywanych pokarmów nie była wystarczająca, by mógł żyć i pracować. Tymczasem on nawet nie był szczupły. Co więcej, bywały sytuacje, kiedy zaatakowany wirusem żołądek nie pozwalał mu przyjmować niczego przez wiele dni. Pił tylko kilka łyków wody, a mimo to nie tracił na wadze. Podczas jednego z ataków choroby, w szóstym dniu głodówki, dr Guglielmo Sanguinetti odnotował przybranie na wadze o trzy kilogramy. – Jak może Ojciec nie tracić na wadze, kiedy pości? – pyta dr Sanguinetti. – Asymilacja – odpowiada zakonnik.  – Ale tu nie ma nic do asymilacji, skoro Ojciec nic nie je! – upiera się lekarz. – Przecież każdego ranka przyjmuję Komunię Świętą – mówi kapucyn.  – Nie, nie przekona mnie Ojciec! Musi Ojciec gdzieś chować jedzenie i w ten sposób mnie oszukuje – dr Sanguinetti nie daje za wygraną. – Nic nie jem, czego pan jest świadkiem. Musimy jednak mieć na uwadze przypowieść o siewcy. Ziarno padło na dobrą ziemię i wydało plon stokrotny. Jak pan widzi, moja ziemia jest dobra i przyniosła obfite plony – spokojnie odpowiada Ojciec Pio. – Bardzo ładnie. To sprawy duchowe. Co duch ma wspólnego z ciałem? – pyta droktor. – To robi Zbawiciel, nie ja. To Zbawiciel działa we mnie.

Widzenia i stała obecność Maryi

 

 

Ojciec Pio wielokrotnie powtarzał, że to, co jest w nim dobre, stanowi owoc pracy Matki  Najświętszej, która go nie opuszcza, cierpliwie pielęgnując i oczyszczając jego duszę. Miał powody, by tak sądzić. Już od piątego roku życia Maryja towarzyszyła mu poprzez widzenia. Te spotkania były dla niego tak oczywiste, jak spotkania z innymi ludźmi. Był przekonany, że wszyscy ludzie w podobny sposób doświadczają bliskości Matki Bożej. Gdy zaczął podejrzewać, że została mu dana szczególna łaska, zapytał ojca Agostino, swego kierownika duchowego: Czy nie widzisz Matki Bożej? Otrzymawszy negatywną odpowiedź, nie dowierzając temu, co usłyszał, dodał: Mówisz tak przez świętą pokorę? A Maryja rzeczywiście była z Ojcem Pio zawsze! Klasztorni kronikarze odnotowali, że pewnego razu dwaj współbracia świętego, żartując sobie, zapytali go: Ojcze, powiedz nam prawdę, czy Matka Boża jest teraz w twoim pokoju? Święty popatrzył na nich zdziwiony i zaraz odparł z uśmiechem: Jacy jesteście niemądrzy! Powinniście to pytanie postawić inaczej i zapytać, czy Ona kiedykolwiek opuściła mój pokój.

 
Ostatnio zmieniany piątek, 04 wrzesień 2015 19:37
 
 
Fragment artykułu pochodzący z Miesięcznika Egzorcysta nr 31


Autor: se

Źródło: miesiecznikegzorcysta.pl

22:16 4 września 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie