O. Gużyński potwierdza. Jest nie tylko ignorantem, ale też nie jest w stanie przeczytać prostego tekstu ze zrozumieniem

Z rozbawieniem przeczytałem odpowiedź na moje, nie ma co ukrywać zasadne zarzuty do o. Pawła Gużyńskiego. Dominikanin ten odpowiedzią udowodnił, że nie jest w stanie zrozumieć prostego tekstu, a nienawiść do inaczej myślących uniemożliwia rozmowę z nim.




Ale do rzeczy. Kilka dni temu napisałem tekst, w którym wskazałem, że ojciec Gużyński nie zna się na historii i niestety nauczaniu społecznym Kościoła także nie. Na odpowiedź nie musiałem długo czekać. Dominikanin określił mój tekst nierozumnym, a potem ogłosił konkurs, w którym ludzie mają odpowiedzieć na pytanie, „dlaczego Pan Terlikowski ignoruje nauczanie Drugiego Soboru Watykańskiego?, wyrażone między innymi w słowach: „Obecny Sobór Watykański oświadcza, iż osoba ludzka ma prawo do wolności religijnej. Tego zaś rodzaju wolność polega na tym, że wszyscy ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony czy to poszczególnych ludzi, czy to zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek władzy ludzkiej, tak aby w sprawach religijnych nikogo nie przymuszano do działania wbrew jego sumieniu ani nie przeszkadzano mu w działaniu według swego sumienia prywatnym i publicznym, indywidualnym lub w łączności z innymi, byle w godziwym zakresie. Poza tym oświadcza, że prawo do wolności religijnej jest rzeczywiście zakorzenione w samej godności osoby ludzkiej, którą to godność poznajemy przez objawione słowo Boże i samym rozumem. To prawo osoby ludzkiej do wolności religijnej powinno być w taki sposób uznane w prawnym ustroju społeczeństwa, aby stanowiło prawo cywilne”.

 

I aż trudno nie zadać pytania, w której mojej wypowiedzi ojciec Gużyński znalazł odrzucenie zasady wolności religijnej? Gdzie znalazł narzucanie innym religii? Prosiłbym o wskazanie odnośnych wypowiedzi, takich, żeby było jasne, że ojciec Paweł wie, o czym pisze. Obawiam się, że niestety nie dostrzegł, ze polemizuje ze swoimi wyobrażeniami, z nie z rzeczywistością. Historycznych argumentów nie był w stanie przedstawić, z Janem Pawłem II polemizować, więc oznajmił, że jestem przeciw wolności religijnej. Niestety nie był w stanie wskazać, gdzie to się stało. Nie był, bo polemizuje on z własnymi fobiami politycznymi, a nie z rzeczywistymi poglądami. 

 

A dostrzec to można nawet w fakcie, że oznajmił, że wie lepiej, jakie kazania słyszałem, a jakie nie. „Nadto, od kiedy w jednym z programów, gdzie występowaliśmy razem, oświadczył Pan publicznie, że nie słyszał politycznego kazania, trudno traktować pański kontakt z rzeczywistości za wystarczający do podejmowania istotnej refleksji” - napisał. I aż trudno nie zadać mu pytania, skąd wie, jakie kazania słyszałem? Był ze mną wszędzie, gdzie ja słuchałem kazań? Nie wydaje mi się. Nie ma zatem najmniejszych powodów, by twierdzić, że wie lepiej jakich kazań słuchałem i przekonywać, że to, że pewnych kazań nie słyszałem eliminuje mnie z debaty publicznej.


Z żalem muszę też powiedzieć, że niestety znajomość Soboru Watykańskiego II jest u ojca Pawła Gużyńskiego umiarkowana. Pozwolę sobie więc przypomnieć ojcu Gużyńskiemu kilka zdań z innego dokumentu Soboru Watykańskiego II (żeby nie było, że znowu cytuje, zresztą posoborowego, papieża św. Jana Pawła II. „Chrześcijanie, którzy biorą czynny udział w dzisiejszym postępie ekonomiczno-społecznym i walczą o sprawiedliwość i miłość, niech będą przekonani, że wiele mogą się przez to przyczynić do dobrobytu ludzkości i pokoju światowego. W tej działalności niech świecą przykładem i jako jednostki, i jako organizacje. Mianowicie gdy zdobędą wiedzę fachową i doświadczenie, które są bezwzględnie konieczne, niech zachowują w działalności doczesnej należny porządek, przez wierność Chrystusowi i Jego Ewangelii, tak by całe ich życie, zarówno osobiste jak i społeczne, przepajał duch ośmiu błogosławieństw, a szczególnie ubóstwa. Kto będąc posłuszny Chrystusowi, szuka najpierw Królestwa Bożego, czerpie stąd silniejszą i czystszą miłość dla wspomagania swych braci i dla dokonania dzieła sprawiedliwości pod natchnieniem miłości” - można przeczytać w „Gaudium et spes” (par. 72). I jako żywe jest to jasne wskazanie, że trzeba nam chrystianizować stosunki ekonomiczne.

 

Dalej Kościół wzywa chrześcijan, by uczestniczyli w życiu publicznym. „Ci, którzy posiadają talent do działalności politycznej lub mogą się do niej nadać, a jest to sztuka trudna i zarazem wielce szlachetna, niech się do niej sposobią i oddają się jej nie myśląc o własnej wygodzie lub zyskownym stanowisku. Niech występują przeciw uciskowi ze strony jednostki lub samowładztwu i nietolerancji partii politycznej, działając roztropnie i nienagannie pod względem moralnym, a niech poświęcają się dobru wspólnemu w duchu szczerości i słuszności, owszem z miłością i odwagą polityczną” - to dla odmiany paragraf 75, a kilka linijek dalej jest jasno wskazane, że choć Kościół i wspólnota polityczna są od siebie niezależne, to… „obydwie jednak wspólnoty, choć z różnego tytułu, służą powołaniu jednostkowemu i społecznemu tych samych ludzi. Tym skuteczniej będą wykonywać tę służbę dla dobra wszystkich, im lepiej będą rozwijać między sobą zdrową współpracę uwzględniając także okoliczności miejsca i czasu. Człowiek bowiem nie jest zacieśniony do samego tylko porządku doczesnego, ale żyjąc w historii, zachowuje w całości swoje wieczne powołanie. Kościół zaś oparty w swoich podstawach na miłości Zbawiciela przyczynia się do tego, by w granicach narodu i między narodami szerzej krzewiła się sprawiedliwość i miłość. Kościół głosząc prawdę ewangeliczną i rozjaśniając światłem swej nauki i świadectwem okazywanym przez wiernych wszelkie dziedziny aktywności ludzkiej, szanuje również i popiera polityczną wolność i odpowiedzialność obywateli” (par. 76)

 

I na koniec mam do ojca Gużyńskiego prośbę. Niech zastanowi się, czy jego działalność polityczna (tak, bo zaangażowanie w walkę z PiS-em jest zaangażowaniem politycznym, a nie duszpasterskim, nie służy Ewangelii, ani kaznodziejstwu) rzeczywiście jest zgodne z jego kapłańskim i zakonnym powołaniem? Tak się bowiem składa, że od uprawiania polityki (taże chrystianizującej przestrzeń publicznej) są świeccy, duchowni zaś mają zająć się głoszeniem Ewangelii i sprawowaniem sakramentów. Jak sądzę w TVN 24 ojciec Gużyński raczej sakramentów nie sprawuje, a mam pewności, że nie głosi w niej Ewangelii, tylko polityczne poglądy. Ma do nich prawo, nigdy mu tego nie odmawiałem, ale na litość Boską, niech nie twierdzi, że wszyscy wokół głoszą kazania polityczne, bo na razie politykę głosi głównie on. Ze szkodą dla Ewangelii.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

13:20 29 grudnia 2017







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie