CYWILIZACJA

Niemcy zamordowali mu żonę, 2,5-letniego syna i ojca, oraz spalili dobytek

Rodziny partyzantów, środowiska kombatanckie, przedstawiciele najwyższych władz państwowych – uczestniczyli w sobotę w Waksmundzie w uroczystości 70. rocznicy ostatniej walki i śmierci majora Józefa Kurasia „Ognia”.

Podczas uroczystości została odczytana decyzja Ministra Obrony Narodowej o potwierdzeniu stopnia majora WP Józefa Kurasia „Ognia”. Nominację z rąk dyrektora generalnego MON Bogdana Ścibuta odebrał syn „Ognia”, Zbigniew Kuraś.

 

List do uczestników uroczystości skierował prezydent Andrzej Duda. Prezydent podkreślił, że uczestnicy walk o niepodległość są otaczani szczególnym szacunkiem Polaków.

 

„Obrońcy granic, honoru Rzeczypospolitej, żołnierze regularnych armii, powstańcy należą do najważniejszych postaci w panteonie bohaterów narodowych. Suwerenne państwo polskie zawsze pielęgnowało pamięć i oddawało cześć tym, którzy z narażeniem własnego życia stawali do boju o wolność Polaków. Tak było w czasach Drugiej Rzeczypospolitej, kiedy wyjątkową atencją darzono sędziwych weteranów 1863 r. i tak jest również teraz, kiedy współcześnie oddajemy honory kombatantom Armii Krajowej i innych formacji podziemnych walczących z dwoma zbrodniczymi totalitaryzmami” – napisał prezydent w liście, odczytanym przez Macieja Tulickiego z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

 

Sobotnia uroczystość zakończyła się Apelem Poległych w asyście kompanii honorowej Wojska Polskiego i złożeniem wiązanek kwiatów na cmentarzu w Waksmundzie.

 

Józef Kuraś urodził się 23 października 1915 r. w Waksmundzie koło Nowego Targu w góralskiej rodzinie. Był wychowywany w atmosferze przywiązania do ideałów niepodległej Polski i ruchu ludowego. Przed wojną pracował na roli. Po służbie zasadniczej w 2. Pułku Strzelców Podhalańskich i w Korpusie Ochrony Pogranicza powrócił do pracy na roli. W 1939 r. walczył jako podoficer 1 PSP. Na tym odcinku frontu oddziały Wojska Polskiego musiały walczyć przeciw jednostkom niemieckim jak i słowackim, które też napadły na Polskę.

 

Po powrocie do domu od razu zaangażował się w konspirację niepodległościową. Został żołnierzem w Organizacji Orła Białego i w ZWZ (OOB była podstawą struktur ZWZ w tym regionie). W 1941 r. związał się z regionalną organizacją o nazwie Konfederacja Tatrzańska. Stawiała ona sobie za cel udowodnienie, że górale to Polacy, wbrew propagandzie zdrajców z Goralenvolku. Do Konfederacji Tatrzańskiej równocześnie należeli członkowie ZWZ i podziemnego Stronnictwa Ludowego.

 

W czerwcu 1943 r. Niemcy zamordowali żonę Kurasia, 2,5-letniego syna i ojca, a następnie podpalili zabudowania, nie pozwalając ich gasić. Kuraś przyjął wówczas pseudonim "Ogień". Wtedy był on żołnierzem oddziału partyzanckiego Armii Krajowej, później dowódcą Oddziału Ludowej Straży Bezpieczeństwa – podległej ludowcom związanym ze strukturami cywilnymi Polskiego Państwa Podziemnego w Nowym Targu. W 1944 roku był też dowódcą oddziału egzekucyjnego Powiatowej Delegatury Rządu.

 

Po wojnie Kuraś walczył z komunistycznymi władzami. Najpierw dowodził oddziałem partyzanckim, który dokonywał akcji na Podhalu, a gdy jego legenda rosła, pod jego komendę przystępowały kolejne oddziały, które chciały mieć poczucie zakorzenienia w szerszej strukturze zbrojnej.

 

"Ogień" zginął w lutym 1947 r. Według relacji świadków, osaczony przez funkcjonariuszy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Ostrowsku usiłował popełnić samobójstwo. Zmarł w szpitalu w Nowym Targu. Miejsce jego pochówku dotychczas nie zostało odnalezione.

 

Po wojnie komunistyczne władze przedstawiały Kurasia jako pospolitego zbrodniarza; kontrowersje wśród historyków w sprawie "Ognia" były jednak szczególne i utrzymały się bardzo długo. Według wielu badaczy, to efekt dziesięcioleci PRL-owskiej propagandy, która wbrew faktom z antykomunistycznego partyzanta usiłowała zrobić pospolitego zbrodniarza.

 

Jak mówił PAP w ub.r. historyk z krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej Maciej Korkuć, spory i wątpliwości dotyczące "Ognia" nie zostały wyjaśnione w czasach, kiedy żyli świadkowie tych wydarzeń, a przez lata komunistyczna propaganda konsekwentnie budowała fałszywy obraz „bandytów z lasu”.

 

PRL-owska propaganda m.in. wydrukowała w dziesiątkach tysięcy nakładu rzekomy „dziennik Ognia”, w całości wymyślony i napisany przez komunistycznego aparatczyka Władysława Machejka. (PAP)

Źródło: szb/ gma/

Komentarze

Zobacz także

TA ZABAWA może zakończyć się ŚMIERCIĄ! Lepiej TEGO nie próbuj (WIDEO)

Kłusownik zabił kilkaset jeleni. Zobacz co go spotkało!

Redakcja malydziennik

Wzruszający gest. Mieszkańcy Grodziska zorganizują ostatnie pożegnanie z Dawidkiem

Ładuję....