Nie można być trochę w ciąży. I nie da się popierać obrony życia i jednocześnie głosować za projektem zabijania nienarodzonych!

Są takie sytuacje, których nie da się usprawiedliwić moralnie. I taką właśnie decyzją jest, moim zdaniem, poparcie udzielone projektowi aborcjonistów przez 58 posłów Prawa i Sprawiedliwości (całą w zasadzie wierchuszkę tej partii).




Cieszę się, że projekt ustawy chroniącej dzieci niepełnosprawne i cieszę się, że barbarzyński projekt aborcjonistów został wyrzucony do kosza. I cieszy mnie, że stało się to dzięki postawie polityków Kukiz’15 i PSL-u, a także dzięki wyjęciu kart do głosowania przez dwudziestu dziewięciu polityków PO i dziewięciu Nowoczesnej. To dobry znak, bo pokazuje on, że podziały cywilizacyjne idą w poprzek podziałów partyjnych. Martwi mnie jednak, że aż ż 58 posłów PiS (i to nie ma co ukrywać ważnych) zagłosowało za odesłaniem proaborcyjnego projektu do dalszych prac. 

 

Dlaczego uważam, że to błąd? Otóż tak się składa, że dla osoby opowiadającej się po stronie życia ten projekt nie zawierał niczego, nad czym warto by było dyskutować. Był on jednym wielkim błędem, a procedowanie go mijało się z celem. Jeśli jest się rzeczywiście za życiem, to nie ma powodu, by choćby odsyłać taki projekt do Komisji, skoro od razu należy go tam odrzucić. Dyskutowanie nad tym, dlaczego dzieci wolno zabijać, i dlaczego rzekomo prawo do zabijania dzieci pozostaje prawem kobiet niczego nie wnosi, a jest jedynie oswajaniem z tematem i umożliwianiem aborcjonistom głoszenia swoich tez. I już choćby dlatego głosowanie za takim projektem (nawet jeśli deklaruje się, że chodzi tylko o jego odesłanie do Komisji) jest zasadniczym, moralnym błędem. 

 

Nie widzę też możliwości usprawiedliwienia tego z perspektywy jednostki. Intencje są oczywiście ważne, ale istotne jest również działanie symboliczne. A to jest takie, że oto okazuje się, że aż 58 polityków PiS uważa, że o zabijaniu dzieci można i należy rozmawiać, że jest to temat dopuszczalnej debaty. Ten akt będzie ciążył także na ich sumieniu. A żeby uświadomić im, o czym mówię (a wielokrotnie politycy PiS pokazali, że akurat ten element moralności jest im bliski) zadam im proste pytanie. Czy gdyby sto tysięcy Polaków wniosło do Sejmu projekt wzywający do wyłapywania i przerabiania psów i kotów na futra, to czy 58 posłów PiS też głosowałoby za odesłaniem tego do Komisji, żeby sobie podyskutować? A może jednak wprowadzono by w tej kwestii dyscyplinę, taką jaka obowiązywała przy głosowaniu nad ubojem rytualnym?

 

I wreszcie kwestia ostatnia. Nie przekonuje mnie, że to była decyzja polityczna. Co bowiem miała ona PiS-owi dać? Na wsparcie wśród aborcjonistów raczej nie mają co liczyć, obawy przez protestami nie skłaniają ich do wycofywania innych ustaw, więc strach przez parasolkami też można włożyć między bajki. Unia Europejska nic nie ma do naszych praw aborcyjnych (może sobie najwyżej poględzić)… Więc, co takiego miałoby przeważyć nad względami moralnymi, które jasno nakazywały odrzucenie takiego projektu. Nic. A zresztą nawet gdyby takie względy były to warto przypomnieć, że moralność stoi wyżej niż polityka.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

9:23 16 stycznia 2018






Popularne

Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie