Miała dwanaście lat, gdy zaszła w ciążę. Chciano ją zmusić do aborcji. Odmówiła. „Nie zmarnowałam życia” - zapewnia

Ta kobieta nie boi się mówić prawdy. - Wbrew temu, co mówiono nie zmarnowałam życia - mówi o swojej decyzji. Gdy miała dwanaście lat zaszła w ciążę. Chciany, by zabiła swoje dziecko. Odmówiła.




Dwadzieścia lat temu Sharonda Jenkins urodziła dziecko. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że była wtedy uczennicą 6 klasy Allendale Elementary School w Południowej Karolinie. Nie ulega wątpliwości, że to była trudna decyzja, wielu ludzi sugerowało jej więc, by abortowała dziecko. Odmówiła i nigdy tego nie żałowała. - Teraz chce powiedzieć innym młodym matkom. Wasze życie wcale się nie kończy - opowiada. 

 

W ciążę zaszła, bo w czasie imprezy starszy chłopiec namówił ja na seks. Pięć miesięcy później zorientowała się, że jest w ciąży. - Byłam za młoda, by czuć radość z bicia serca dziecka, z bycia matką - wspomina. - Nigdy nie nazwałabym jednak swojej córki błędem. Seks był błędem, ale nie ona. Ona się tu nie prosiła - dodaje. 

 

Ogromne wsparcie otrzymała jednak od swojej matki. - Wiem, że czuła się zraniona, pewnie winna. Ale nie mówiła o tym, tylko zaczęła działać - wspomina Jenkins. A działanie polegało na wspieraniu córki w decyzji, by uczynić wszystko, co najlepsze dla poczętego dziecka. 

 

Nie było to proste. W małym miasteczku ludzie mocno ją stygmatyzowali. Taka młoda, a w ciąży - mówili i przekonywali ją do zabicia dziecka. Inne matki nie chciały, by ich córki chodziły do szkoły z młodocianą matką, ostatecznie zmuszono ją do porzucenia tej szkoły. Wielu też sugerowało, że jej matka powinna zabrać ją na aborcję. 

 

Oczywiście za wszystko winioną ją. - Chłopak był niewinny, choć przecież do seksu potrzeba dwojga. Ty jesteś winna, ty, ty, ty - powtarzano mi. - Teraz wiem, że to nie prawda, ale wtedy w to wierzyłam - dodaje. Ale nie poddała się. Walczyła o siebie i swoje dziecko. Rok po urodzeniu córki wróciła do szkoły. Wychowując dziewczynkę skończyła ją w 2004 roku, pracując na pół etatu i ucząc się. Rok temu zdobyła dyplom z pielęgniarstwa i pracuje w tym zawodzie. Jest żoną i matką. Po co o tym mówi? - Chcę, by moja historia zainspirowała inne młode matki z problemami, by dała im nadzieję - mówi. - Nie przejmuj się tym, co mówią inni. Twoje życie nie jest zmarnowane - podkreśla.

 

Każdy popełnia błędy... Czasami wielkie. Nadzieja nie polega jednak na likwidacji tych, którzy są owocem owego błędu, ale na świadomości, że życie toczy się dalej, że mamy szanse, że Bóg ma dla nas wspaniały plan. To jest niesamowity przykład takiej historii, a także ważna lekcja, która pozwala zobaczyć, że czasem prawdziwymi bohaterami są ci, którzy potępiani są przez poważnych, ale drobnomieszczańskich chrześcijan, jako grzesznicy. Ta dziewczyna ma taką właśnie historię.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: LifeNews.com/MalyDziennik.pl

15:22 10 lutego 2018






Popularne

Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie