Maryja w Twoim życiu może zdziałać cuda! Tylko daj Jej szansę

Flickr
Ta historia brzmi wręcz nieprawdopodobnie, ale zdarzyła się naprawdę. Jej bohaterem jest abp. Fulton J. Sheen. W książce „Warto żyć” opowiada, jakie cuda uczyniła Maryja w jego życiu. ZOBACZ SAM!




„Święcenia kapłańskie są na ogół udzielane kandydatom w wieku dwudziestu czterech lat. Mnie także wyświęcono jako dwudziestoczterolatka, ale najwyraźniej okazałem się opóźniony w rozwoju, bo posłano mnie na dokształcanie na uniwersytecie. Pięć lat później, kiedy studiowałem filozofię w Leuven w Belgii, zamarzyłem o wyjeździe do Lourdes, by móc tam świętować piątą rocznicę mojego kapłaństwa. Lourdes jest znane nie tylko wierzącym – głównie dzięki filmowi Pieśń o Bernadette i książce Franza Werfela pod tym samym tytułem. 

 

Miałem dość pieniędzy, by dotrzeć na miejsce, za mało jednak na opłacenie kwatery. O wsparcie poprosiłem mojego brata, który studiował w Leuven medycynę, ale on też był typowym studentem uniwersyteckim. Pomyślałem: „Jeśli znajduję w sobie dosyć wiary, by wyprawić się do Lourdes dla uczczenia pięciolecia moich święceń, to już Matka Boża będzie musiała mnie jakoś poratować”. 

 

Dojechałem do sanktuarium bez grosza przy duszy i uznałem, że skoro liczę na Matkę Bożą co do kosztów pokoju hotelowego, równie dobrze mogą to być koszty całkiem spore. Wybrałem najlepszy hotel w Lourdes – trzeciorzędny według naszych standardów, ale bardziej luksusowego tam nie było. W piątym dniu pobytu wręczono mi rachunek. Oczami wyobraźni już widziałem żandarmów i więzienne kraty, wciąż jednak nie traciłem animuszu, ponieważ nowenna wymagała modlitwy dziewięciodniowej. Przyszedłem do sanktuarium dziewiątego dnia rano. Nic się nie wydarzyło. Przyszedłem w południe – bez zmian. To samo dziewiątego dnia wieczorem. Sytuacja stawała się poważna. Zdecydowałem, że dam Matce Bożej jeszcze jedną szansę. Półtorej godziny przez północą modliłem się w świątyni na różańcu, kiedy jakiś korpulentny jegomość klepnął mnie po ramieniu.

 

– Jest pan amerykańskim księdzem? Zna pan francuski? Jesteśmy z Nowego Jorku. Pan pozwoli – to mój syn, moja córka i żona.

Do hotelu wróciliśmy razem.

 

– Nie pojechałby pan z nami jutro do Paryża? Słabo mówimy po francusku. Czy opłacił już pan tu swój pokój?

 

Było to najbardziej interesujące pytanie, jakie słyszałem w swoim życiu. Nowojorczyk jeszcze nie zdążył wyciągnąć ręki, a już trzymał w niej mój rachunek hotelowy. Wspólnie spędziliśmy tydzień w stolicy Francji, na koniec zaś nowy znajomy zaproponował:

 

– Podam panu nasz adres w Nowym Jorku. Nie ma pan nic przeciwko temu, żebym zanotował go u dołu czeku?

 

– Nie, skądże – odpowiedziałem.

 

Zajęcia na uniwersytecie w Leuven podjąłem bogatszy, niż byłem przed wyjazdem. Do Lourdes wróciłem z moimi nowojorczykami jeszcze dwukrotnie, by podziękować Matce Bożej za to, że nas ze sobą zapoznała.

 

Morał tej historii nie brzmi: śmiało wynajmujcie apartamenty w hotelu Waldorf ­Astoria, Matka Boża pokryje wszelkie koszty! Chciałem pokazać na własnym przykładzie, że Maryja rzeczywiście wstawia się u Syna za swoimi natrętnymi dziećmi”.

 

 

Fragment książki abp. Fultona J, Sheena, „Warto żyć”, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2017.

 



Autor: gb

Źródło: Wydawnictwo Esprit

15:39 18 grudnia 2017







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie