Mądrzy jezuici i głupi Terlikowski, czyli za co chcę podziękować ojcom Żmudzińskiemu i Prusakowi

„Dziękuję” - chciałbym powiedzieć ojcom Żmudzińskiemu i Prusakowi, którzy zdecydowali się zająć moim tekstem i wywiadem z ks. profesorem Pawłem Bortkiewiczem opublikowanymi w tygodniu „Do Rzeczy”. Dziękuję za to, że w istocie pokazali, że zarzuty jakie są stawiane generałowi i części Towarzystwa Jezusowego są, niestety prawdziwe.




Trudno oba teksty nazywać polemikami. Ojciec Wojciech Żmudziński uznaje zarówno mnie, jak i ks. prof Bortkiewicza za wiejskich głupków, którzy „nie rozumieją języka dialogu” lękają się ważnych zmian dokonujących się w Kościele. „Kojarzony z katolicką konserwą redaktor nie wie czym jest rozeznawanie natchnień Ducha Świętego i interpretacja tekstów Ewangelii, bulwersuje go, że teologia nie jest matematyką, a osobowe zło ma dla niego postać diabła z rogami” - oznajmia o. Żmudziński (nie wiem, skąd takie wnioski, ale co tam). I przekonuje, że odgrywam rolę inkwizytora, a do tego wraz z księdzem Bortkiewiczem dziele owieczki i ogrywam rolę najemnika.

 

Ojciec Prusak poszedł jeszcze dalej, bowiem zaczął od mocnej oceny dotyczącej wszystkich konserwatystów. „Badania psychologów nad konserwatyzmem pokazują, że osoby o takim światopoglądzie są bardziej podatne na wyłapywanie oznak zagrożenia czy niepewności i silniej na nie reagują niż osoby, które nie wykazują takiego nastawienia do rzeczywistości – w badaniach określanych jako „liberalne”. Wygląda na to, że konserwatyzm to cecha wrodzona, która bardzo często, ale nie z konieczności, znajduje swoją ekspresję w identyfikacji religijnej. Towarzyszy jej nierzadko również niska złożoność poznawcza, czyli tendencja do postrzegania świata w czerni i bieli” - oznajmia, i choć chwilę później dodaje, że może nie wszyscy konserwatyści są tacy, to ja i Paweł Lisicki tacy właśnie jesteśmy. A potem jest tylko mocniej. Dowiaduje się, że jestem głupszy od Pascala (przyjmuję, ale obstawiam, że i Jacek Prusak nie jest od niego mądrzejszy), a jedyne w czym mogę się z nim równać do fanatyzm, i „bycie pittbulem”… To jest zapewne ów język dialogu, którym tak szczycą się jezuici.

 

Ale mniejsza z tymi dialogicznymi opiniami. Otóż tak się składa, że obaj jezuici w retorycznym szale potwierdzili wszystkie zarzuty. Ojciec Prusak wcale nie polemizuje z tezą, że wielu jezuitów chciałoby zmiany nauczania Kościoła w sprawie homoseksualizmu czy transseksualizmu, nie ukrywa, że wielu jest zdania, że czas święcić kobiety na kapłanki. Nie próbuje polemizować z tym, że na amerykańskich jezuickich uniwersytetach takie opinie uchodzą za nową ortodoksję. Mało tego, on właśnie z tych dążeń, czyni znamię i powód do chwały. Odrzucenie słów Jezusa o rozwodzie, relatywizacja chrześcijańskiej moralności, to - dla niego - istota działania jezuickich uniwersytetów, a gdyby uznać, że jest to niekatolickie, to należałoby je - zdaniem o. Prusaka - zlikwidować (nie mnie polemizować z jezuitami, ale ja bym nie szedł tak daleko, a jedynie zastanowił się, czy ludzie, którzy głoszą niekatolickie poglądy powinni mieć misję kanoniczną).

 

Ojciec Żmudziński zaś nawet nie próbuje polemizować z realnymi tezami, a sprowadza je do absurdu, sugerując, że uważam ja czy ks. prof. Bortkiewicz, że nie istnieje hermeneutyka biblijna czy potrzeba interpretacji Pisma Świętego, a diabła uważamy za ludową postać z rogami. To zwyczajna bzdura, która pokazuje, że jezuita nie jest w stanie polemizować z realnymi zarzutami, więc wymyśla inne. Tak się bowiem składa, że nie zarzuciłem ojcu Sosie, że uważa on, że uznaje on konieczność interpretacji Pisma Św.  Zarzut był inny: czy nowe rozeznanie może unieważnić całkowicie dotychczasowe nauczanie Kościoła. Jednym słowem, czy opierając się na sugestii, że w czasach Jezusa nie było sprzętu do nagrywania, można uznać (a to właśnie sugerował o. Sosa), że zakaz rozwodów już nie obowiązuje. Nikt też nie sugerował jezuitom, by przedstawiali sobie diabła z rogami. I ja też tak go sobie nie przedstawiam. Próba sprowadzenia pytań o to, czy o. Sosa wierzy w osobowe zło, do żartów z ludowych wyobrażeń, jest więc poniżej zdolności polemicznych jezuitów, których inteligencji nikt nigdy nie kwestionował. Jeśli więc o. Żmudziński do takich działań się ucieka, to najwyraźniej uznaje, że nie da się w inny sposób obronić poglądów generała, niż przedstawiając w sposób nieprawdziwy poglądy jego adwersarzy.

 

I na koniec zapewniam, że cenię i poważam wielu jezuitów, także tych, z którymi w wielu kwestiach się nie zgadzam. Nie sądzę jednak, by zadaniem tego zacnego Zakonu było podważanie nauczania Kościoła, jego rozmywanie, sugerowanie, że sprawy załatwione i rozstrzygnięte są otwarte, czy propagowanie na łamach jezuickich czasopism i na jezuickich uniwersytetach poglądów, które nie tylko z Ewangelią, ale też ze zdrowym rozsądkiem niewiele mają wspólnego (vide promocja homoseksualizmu czy aborcji). Wydaje się, że bardziej istotne z punktu widzenia Kościoła, wiernych, ale i wierności św. Ignacemu, byłoby zajęcie się rozeznawaniem duchowym, głoszeniem rekolekcji i obroną nauczania i Tradycji Kościoła. Wielu to robi, ale wielu - jak wspomniany ojciec Prusak - wprost uznaje za powód do chwały tego, że się tym nie zajmują, a zamiast tego… głoszą dziwaczne poglądy na temat konserwatyzmu i nieortodoksyjne na temat homoseksualizmu czy kapłaństwa kobiet.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

12:43 22 czerwca 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie