„Los naszego dziecka powierzyliśmy Bogu”. Anna Jaki we wzruszającej rozmowie opowiada o synku z zespołem Downa

Twitter
Anna Jaki, żona wiceministra Patryka Jakiego, w poruszającym wywiadzie dla tygodnika „Sieci” opowiedziała o radościach i wyzwaniach związanych z wychowaniem niepełnosprawnego dziecka. Radek jest dzieckiem z zespołem Downa. Anna Jaki w rozmowie z tygodnikiem udowadnia, że miłość do syna może przezwyciężyć wszystko. A nawet uratować życie...




– W 15. tygodniu ciąży poszliśmy na USG i zobaczyliśmy Radka, naszego syna. Wyraźnie było widać rączki, nóżki, główkę, biło serduszko. Wtedy też dowiedzieliśmy się, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że nasze dziecko urodzi się obciążone wadą genetyczną. Lekarz zasugerował amniopunkcję, która pozwoliłaby na terminację ciąży ze względu na poważne uszkodzenie płodu – opowiada Anna Jaki w rozmowie z Dorotą Łosiewicz.

 

Małżonka wiceministra sprawiedliwości przyznaje jednak, że nie było ku temu potrzeby. – To od początku było nasze kochane, wyczekiwane dziecko, w ogóle nie braliśmy pod uwagę, że moglibyśmy je zabić. Widzieliśmy je na monitorze, słyszeliśmy serduszko, ruszało się, jak więc mogliśmy pozbawić je życia? Od razu powiedzieliśmy, że aborcja nie wchodzi w grę. Los naszego dziecka powierzyliśmy Bogu – przyznaje dziś Anna Jaki.

 

Przyznaje, że po urodzeniu dziecka z zespołem Downa „pierwsze chwile były ciężkie”. – Wiadomo, że każdy do ostatniej minuty ma nadzieję, że dziecko będzie zdrowe. Szok nie trwał długo. Dwa dni po porodzie to ja chodziłam po oddziale i pocieszałam inne matki, np. takie, których dzieci urodziły się z rozszczepem podniebienia – wspomina Anna Jaki.

 

– Oczywiście, jak wszyscy rodzice marzyliśmy, że może syn będzie lekarzem, prawnikiem lub politykiem. Do końca mieliśmy nadzieję, że zdarzy się cud i wszystko będzie w porządku. I można powiedzieć, że jest w porządku. Dziecko rozwija się w swoim tempie. Przyjęliśmy do wiadomości, że nie można zmienić pewnych rzeczy. Radek ma zespół Downa i trzeba mu zapewnić środowisko do rozwoju – dodaje małżonka polityka.

 

Jak mówi, wspólnie z mężem wychowuje syna tradycyjnie. – Czyli [Radek] robi to, co kiedyś robiły dzieci. Czytamy książki, gramy w gry planszowe. Przede wszystkim zaś odcinamy Radka od nowoczesnych technologii – przyznaje Anna Jaki.

 

I opowiada o tym, co zmieniło się w jej życiu po urodzeniu dziecka. – Gdy Radek miał półtora roku, poszłam dla niego na drugie studia. Zanim to się jednak stało, musiałam rzucić pracę w korporacji. Opieki nad takim dzieckiem nie dałoby się pogodzić z wychodzeniem z domu o siódmej rano i wracaniem do niego o 21:00. Bo tak wyglądało moje życie. Rzuciłam więc pracę i podjęłam się pełnej opieki nad synem oraz codziennej pracy nad jego rozwojem (...) Skończyłam więc studia pedagogiczne, a teraz robię studia podyplomowe z zakresu wczesnego wspomagania dziecka – opowiada małżonka polityka. 

 

Przyznaje wprost: – Radek uratował mi życie. I nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

 

Jak mówi dalej Anna Jaki: – Gdyby nie on, nie uświadomiłabym sobie, że przyjemność mogę czerpać z zupełnie innej pracy. Gdyby Radek się nie urodził, a ja wciąż tkwiłabym w korporacji, w której pracowałam, dziś pewnie wylądowałabym w szpitalu psychiatrycznym ze zdiagnozowaną depresją. Po latach pracy miałam syndrom wypalenia zawodowego. Moja przełożona straciła ciążę, ponieważ jej szefowa dzwoniła do niej codziennie o piątek rano z awanturą o zbyt niskie wyniki sprzedażowe.



Autor: gb

Źródło: fakt24.pl

8:33 28 grudnia 2017







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie