Lekarze powiedzieli, że mogą nas obu nie uratować. Wtedy wybrałam…

LiveAction.com
Mama czwórki dzieci podzieliła się swoją dramatyczną historią. Była nawet w klinice aborcyjnej. Ale kiedy usłyszała gdzieś w sercu głos, mówiący „Zaufaj mi”, już wiedziała co powinna zrobić. Oto niezwykłe świadectwo Stephanie Jonson.




W obliczu dramatycznej sytuacji życia i śmierci wybrałem życie. Mam czworo dzieci - troje starszych to chłopcy (16,11 i 10 lat), a najmłodsza to dziewczynka (6). Przed porodem trzeciego dziecka pękła mi macica. Na szczęście byliśmy już w szpitalu i pomoc przyszła na czas. Lekarze powiedzieli mi wtedy, że nie powinnam mieć już więcej dzieci. Kolejnej ciąży moja macica nie wytrzyma. Jej fragment był tak cienki, niemalże przezroczysty. To najprawdopodobniej skutek wcześniejszych cięć cesarskich. To było w grudniu 2007 roku. 

 

Na początku 2011 roku okazało się, że znów jestem w ciąży. Przypomniałem sobie, co powiedział mój poprzedni lekarz. Poszłam na badania z nadzieją, że stan mojej macicy się poprawił. Niestety, lekarz nie miał dobrych wieści. Moje szanse na przeżycie i dziecka określił na pięćdziesiąt procent. Powiedział też, że jeśli zdecyduję się zatrzymać dziecko, nie będzie mógł prowadzić tej ciąży, bo jest ona bardzo ryzykowna. Poszłam więc do innego lekarza, ale i on miał dla mnie tylko jedną radę. 

 

W mojej głowie zaczęły się kłębić myli: „Co ja takiego robię? Mam troje dzieci, mam rodzinę. Czy powinnam ryzykować swoje życie? Czy naprawdę chcę, żeby moi synowie nie mieli mamy?”. Ostatecznie umówiłam się w klinice aborcyjnej. 

 

Poszłam tam, zapłaciłam, pobrano mi krew i usiadłam w poczekalni, czekając, aż wywołają moje imię. Pamiętam, że czułam się tak pusta w środku i tak smutna.Rozglądałam się po poczekalni, widziałam młode dziewczyny, niektóre przyszły razem z matkami. 

 

Pamiętam, że myślałam że były takie młode. Zastanawiałam się, czy zostali zmuszeni przez swoich rodziców do aborcji. Zaczęłam się modli. Podniosłem wzrok i zobaczyłem kogoś, kto, jak się dowiedziałam później, był pastorem modlącym się na chodniku. W tym momencie usłyszałem głos mówiący mi, że wszystko będzie dobrze. Słyszałem, że ten głos mówi: "Zaufaj mi".

 

Wstałam, zabrałam swoje pieniądze i wyszłam. Rozmawiałam z pastorem, który się nade mną pomodlił. Teraz jeszcze musiałam znaleźć lekarza, który zgodziłby się poprowadzić moją ciążę. W końcu takiego znalazłam, ale od razu mi powiedział, że niczego nie może obiecać, ale zrobi wszystko, co w jego mocy. Na wizyty przychodziłam nawet co tydzień. 

 

Wiedziałem, że wszystko będzie dobrze, kiedy wybiorę życie, ale wciąż spotykałam się z niezrozumieniem rodziny i przyjaciół. Byłam wyczerpana, ciagle przeziębiona, kilka razy trafiłam na ostry dyżur. Czułam ból i miałam wrażenie, że dziecko mi samo wypadnie. 

 

Modliłam się do Boga i bardzo prosiłam go o dziewczynę. Prosiłem go również o uratowanie życia mojego i mojego dziecka. W 18. tygodniu ciąży dowiedzieliśmy się, że urodzi nam się dziewczynka. 

 

Kilka tygodni przed porodem musiałam leżeć. Nasza córka urodziła się zdrowa w 38. tygodniu ciąży, 30 grudnia 2011 roku! Gabriella Grace ma teraz 6 lat i nie wyobrażamy sobie życia bez niej! Naprawdę wierzę, że Bóg dał nam dziewczynę, ponieważ Mu zaufaliśmy i wybraliśmy życie.

 



Autor: gb

Źródło: Liveaction.com/Mały Dziennik

11:51 4 lutego 2018






Popularne

Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie