„Kocham cię, zobaczymy się w niebie”. Ta mama oddała życie za swoje szóste dziecko

LifeSiteNews.com
Carrie DeKlyen odeszła o 4.30 nad ranem. Przy jej łóżku czuwali mąż i dzieci. „Wybrała życie dziecka. Właśnie tego chciała, a ja ją cały czas popierałem” - mówi mąż.



Carrie i Nick DeKlyen byli w szoku, kiedy okazało się, że bóle głowy Carrie to nie zwykłe migreny, tylko guz mózgu. Z początku lekarze nastawieni byli optymistycznie i pocieszali, że choć jest guz, to raczej nie jest on złośliwy. 

 

Pełnoetatowa mama szybko więc poddała się operacji usunięcia guza w szpitalu Mercy Health Saint Mary's w Grand Rapids. Niestety, okazało się, że guz szybko odrósł. Lekarze nie mieli wątpliwości - to był glejak.

 

Jako że nowotwór szybko narastał, Carrie została zakwalifikowana do obiecującego badania klinicznego, które mogłoby przedłużyć jej życie nawet o dekadę lub dłużej. I wtedy pojawiła się nieoczekiwana komplikacja - Carrie była w ósmym tygodniu ciąży. Lekarze zalecili natychmiastową aborcję. Inaczej stosowana w leczeniu chemia i tak zabiłaby dziecko. 

 

"Rozmawialiśmy wiele na ten temat. Modliliśmy się wspólnie. Moja żona wybrała życie dziecka” - opowiada Nick. Zresztą nie mogła wybrać inaczej. Ona i jej mąż byli osobami bardzo wierzącymi, poznali się w kościele. Obje byli także pro-life. 

 

Carrie zrezygnowała więc z terapii ratującej życie. Kiedy podzieliła się tą informacją z lekarzem, ten powiedział: "Jeśli to zrobisz, nie przeżyjesz kolejnych 10 miesięcy. Obiecuję, umrzesz”. Wtedy kobieta powiedziała:  "Kochamy Boga. Jesteśmy za życiem. Wierzymy, że to Bóg dał nam to dziecko”.

 

Carrie zdecydowała się zrezygnować z leczenia. Zapowiedziała, że chciałaby utrzymać ciążę przynajmniej do 32. tygodnia. Członkowie rodziny poparli jej decyzję.

 

Guz robił się coraz większy. I było już nieoperowalny. Jedyne co mogli zrobić w tej sytuacji lekarze, to pilnować, by gromadzący się w czaszce płyn nie naciskał na mózg Carrie. 

 

W 19. tygodniu ciąży ból był już nie do wytrzymania. Carrie dostała drgawek i… zapadła w śpiączkę. „Lekarze powiedzieli, że przeszła ogromny udar" - mówi Nick. 

 

Mężczyzna wiedział jednak, że musi zrobić wszystko, by spełnić ostatnią wolę swojej żony. Kobieta była więc sztucznie utrzymywana przy życiu. Dodatkowo, żeby zmniejszyć ciśnienie w głowie Carrie, lekarze usunęli jej czaszkę. 

 

Po 22. tygodniach ciąży dziecko przestało rosnąć. Lekarze podjęli decyzję o cesarskim cięciu. To była jedyna szansa, by uratować dziewczynkę. Lynn DeKlyen urodziła się jako wcześniak. "Poszedłem wtedy do chirurga i powiedziałem, że moja żona ma już dość. Dziecko przyszło na świat. Tego chciała, a ja ją poparłem. Nadszedł więc czas, by Carrie odeszła do Domu Ojca”. 

 

Ostatnie godziny ziemskiego życia Carrie spędziła w towarzystwie męża i dzieci. „Przez cały czas siedziałem przy niej. Trzymałem ją za rękę, pocałowałem i powiedziałem jej, że dobrze zrobiła. Powiedziałem jej też że ją kocham i że niebawem zobaczymy się w niebie”. Nad ranem Carrie otworzyła na chwilę oczy, a następnie je zamknęła. Ścisnęła dłoń męża, puściła ją i przestała oddychać.

 

„Moja żona oddała życie za dziecko. Ona już taka była. Kochała Boga, kochała dzieci, zawsze ktoś był ważniejszy niż jej potrzeby” - mówi  Nick „The Washington Post”. 

 

Maleńka córeczka DeKlyenów ma się coraz lepiej. Jest zdrowa, prawie sama już oddycha. 

 



Autor: gb

Źródło: LifeSiteNews.com/MalyDziennik.pl

9:07 13 września 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie