„Kobieta ma prawo do aborcji, ale nie do zabicia swojego dziecka”

Debata na temat aborcji od dziesięcioleci wygląda tak samo. Trudno w niej znaleźć nowe argumenty. Nie jest to zresztą zaskakujące, bowiem w istocie podejście do tego problemu założy od całego kompleksu filozoficznych i światopoglądowych założeń. W niczym nie zmienia to faktu, że od czasu do czasu pojawiają się całkiem ciekawe, przynajmniej intelektualnie, nowe próby ujęcia tematu.




O co chodzi? W największym skrócie o to, że Eric Mathison i Jeremy Davis z University of Toronto w magazynie „Bioethics”, podkreślają, że należy w debacie odróżniać dwa różne prawa kobiet. Pierwszym z nich jest usunięcie płodu ludzkiego z jej macicy (aborcja), drugim zabicie niezależnej istoty ludzkiej, jaką jest płód. Na obecnym etapie rozwoju techniki trudno dokonać takiego, praktycznego rozróżnienia, ale czysto teoretycznie jest ono, podkreślają uczeni, uzasadnione. A w przyszłości, być może wcale nie tak odległej, biorąc pod uwagę choćby prace nad stworzeniem skutecznych sztucznych macic, może się okazać, że to pytanie ma także wymiar praktyczny.

 

Co ciekawe w swoich rozważaniach Mathison i Davis powołują się na analizy Petera Singera i Deane Wells. „Wolność wyboru tego, co dzieje się z czyimś ciałem jest jedną rzeczą, a wolność do skazania na śmierć bytu, który jest zdolny do życia poza tym organizmem, jest czymś innym” - pisał Singer. A obaj uczeni podejmują te jego rozważania i zastanawiają się nad tym, czy kobieta będzie miała prawo do likwidacji dziecka na płodowym etapie rozwoju, jeśli będzie je można utrzymać przy życiu i doprowadzić do narodzin poza jej organizmem. Nie kwestionują oni, że jej prawo do usunięcia dziecka z macicy należy do podstawowych uprawnień, związanych z autonomią. Jednak podkreślają, że nie oznacza to prawa do likwidacji dziecka, które może przeżyć - dzięki pomocy techniki - poza jej organizmem. Jednym słowem, jeśli uda się zbudować urządzenia, do których będzie można przenieść abortowane (usunięte z macicy) dzieci, to moralnym obowiązkiem będzie to robić, a kobieta nie będzie miała prawa do uznania, że dziecko ma umrzeć.

 

Rozważając ten problem Mathison i Davis odrzucają trzy argumenty za przyznaniem kobiecie prawa do decydowania o życiu i śmierci jej dziecka. Pierwszym jest uznanie, że powiązania biologiczne dają kobiecie prawo do decydowania o statusie i losie płodu. Tyle, że jak podkreślają uczeni, biologia - szczególnie po tym, jak pojawiła się surogacja, a także donacja spermy i komórek jajowych, nie może już rozstrzygać o pewnych kwestiach. Drugim rozważanym przez nich argumentem jest uznanie, że pozwolenie, by płód ludzki istniał poza organizmem matki, po tym, jak zdecydowała się ona na jego usunięcie, byłoby naruszeniem prawa kobiety do jej tkanki genetycznej. Tyle, że dziecko przypominają autorzy, ma tylko połowę genów matki, trudno więc je traktować jako część jej. I wreszcie trzecie problem przez nich rozważanym jest pytanie, czy płód nie jest własnością matki. I w tym przypadku Mathison i Davis jasno wskazują, że nie jest. Dziecko, zdaniem większości etyków, nie może być postrzegane jako własność rodziców.

 

Zaskakującym w tej analizie jest także to, że autorzy starannie unikają odpowiedzi na pytanie, czy płód jest człowiekiem. W efekcie nie próbują nawet odpowiadać na pytania, jak traktować zamrożone zarodki, co robić z dziećmi, które swoją aborcję przeżyły? Niezależnie jednak od tych odpowiedzi, nie można nie docenić faktu, że Mathison i Davis otwierają nowy kierunek dyskusji, który pozwala z nieco większą nadzieją spoglądać na możliwy dialog. Inna sprawa, że bez uznania biologicznego faktu, że ludzi zarodek i płód należą do gatunku ludzkiego i wyciągnięcia z tego wniosku, że mają związane z tym prawa człowieka, nie ma co liczyć na realne przezwyciężenie podziału etycznego, które generuje starcie cywilizacji!

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl/Bioedge.org

8:35 11 lutego 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie