Kardynałowie wyrażają pełne poparcie dla Papieża… To znaczy, że w Kościele mamy KRYZYS. I nie chodzi o plakaty

PAP/EPA
Kilka dni temu ośmioosobowa Rada Kardynałów, najbliższych współpracowników Franciszka, w specjalnym komunikacie wyraziła „pełne poparcie dla dzieła papieża, zapewniając jednocześnie o swojej akceptacji i pełnym wsparciu dla Jego osoby i jego nauczania”. I nie ma co ukrywać, że tak niecodzienny komunikat oznacza, że kryzys w Kościele narasta, a pontyfikat Franciszka tylko go zaostrza.




W polityce partyjnej tego rodzaju komunikat wyrażany przez polityków oznacza, że jest problem, że kryzys wokół jakiejś postaci czy działania narasta. W Kościele zaś, jest to wydarzenie na tyle bez precedensu, że także można odnieść wrażenie, że coś się dzieje. Oto bowiem grupa kardynałów oznajmia, że „w odniesieniu do niedawnych wydarzeń Rada Kardynałów wyraża pełne poparcie dla dzieła papieża, zapewniając jednocześnie o swojej akceptacji i pełnym wsparciu dla Jego osoby i jego nauczania” .

 

O jakie wydarzenia chodzi? Komentatorzy, a także dziennikarze, na przykład KAI, natychmiast wskazali na pojawienie się nieprzychylnych dla Franciszka plakatów na ulicach Rzymu, a także fałszywe, złośliwe dla Franciszka rzekome wydanie „L’Osservatore Romano”. Ale nie wydaje się poważnym angażowanie tak wysokiego gremium, by wspierać papieża w sytuacji niegroźnych, nawet jeśli nieprzyjemnych akcji. Ani plakaty, ani fejkowe wydanie watykańskiego dziennika w niczym nie zaszkodziły Franciszkowi, a nikt nie uważa Franciszka za na tyle pozbawionego dystansu do samego siebie, by uważać, że rzeczywiście tego rodzaju akcja mogła wywołać tak ostrą reakcję. 

 

Jeśli nie chodzi o te problemy, to musi chodzić o coś innego. O co? Może o debatę, jaką wywołała „Amoris laetitia”, a także „Dubia” czterech kardynałów. Tyle, że i wówczas akt „pełnego poparcia” jest dziwaczna, bowiem nie jest jasne, w jakiż sposób miałoby się to odnosić do Franciszka i przed kim miałaby go bronić. Biskupi przyjmując odmienne interpretacje „Amoris laetitia” nieodmiennie powołują się przy tym na autorytet papieża właśnie, a sam papież, jak ognia unika, precyzowania (na poziomie Magisterium, bo prywatny list do biskupów Argentyny nie jest magisterialnym doprecyzowaniem) nauczania. Trudno też bronić papieża przed pytaniami, które wywołał jego własny tekst. Ale jeśli rzeczywiście chodzi o „Amoris laetitia”, to oznacza, że w Watykanie jest pełna świadomość kryzysu jaki

 

Nie jest także wykluczone, że chodzi o coś jeszcze innego. Na taką możliwość wskazuje ks. Alexander Lucie-Smith w „Catholic Herald”. Jego zdaniem może chodzić o narastający problem ze skandalami pedofilskimi. Nie, nie chodzi o to, że papież nie troszczy się o dzieci, ale o to, że jego niezmiernie ważne słowa i deklaracje nie są wprowadzane w życie. I to często z powodu innych decyzji samego Franciszka. Przykładem jest zamieszanie wokół Komisji Ochrony Nieletnich, z której odszedł jeden z członków, bowiem - mimo niezmiernie ostrych oskarżeń wobec chilijskiego biskupa Barros o chronienie pedofiliów w sutannach - nie został on odwołany z powodu mocnego poparcia papieża. Inną podobną historię jest sytuacja z ks. Mauro Inzoli, którego zawiesił w pełnieniu obowiązków kapłańskich Benedykt XVI, ale Franciszek przywrócił go do niego, choć mężczyzna był oskarżony o molestowanie dzieci. I dopiero, gdy znowu zaczął się do nich lepić, papież ponownie go zawiesił.

 

Zaskakuje także ogrom sympatii i zaufania, jaki Franciszek okazuje kard. Daneelsowi, który stoi wobec niezmiernie ciężkich oskarżeń o chronienie przestępców seksualnych, a także zastąpienie kard. Andre Leonarda z Brukseli, który walczył z pedofilią kard. Jozefem De Keselem , który ma sporo grzechów w walce z przestępcami seksualnymi na sumieniu. O tym wszystkim zaczęły już pisać media, a to oznacza, że sztandarowy program Franciszka okazuje się ograniczonym przez decyzje samego papieża. I to jest także realny kryzys w Kościele, na który odpowiedzią może być - jak się zdaje - oświadczenie kardynałów.

 

Wszystko to razem składa się na obraz odległy od serwowanego przez Biuro Prasowe i papieskich piarowców. Kryzys w Kościele narasta. Kryzys podziału doktrynalnego, który pogłębiły niejasne i nieprecyzyjne zapisy „Amoris laetitia”, kryzys pedofilski, który - mimo jasnych deklaracji - niekoniecznie jest rozwiązywany, jeśli problemy dotyczą bliskich współpracowników samego papieża i wreszcie postępujące skupienie się na PR, a nie na rozwiązywaniu problemów. 

 

A zatem różańce w dłoń. Trzeba jeszcze więcej modlitwy za Papieża i za Kościół. Narzekanie, mnożenie oświadczeń, ani nawet popieranie czy dystansowanie się niewiele zmienią. Modlitwa natomiast ma MOC, by leczyć i otwierać nowe możliwości.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

11:27 15 lutego 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie