CYWILIZACJA

Karać czy nie karać dzieci? OTO NAJLEPSZA ODPOWIEDŹ! DOWIEDZ SIĘ!

Żyjemy w czasach, w których modne są hasła typu: „wolność”, „prawa obywatelskie”, „tolerancja”, „akceptacja”. Nie są natomiast modne: „obowiązki”, „regulamin”, „konsekwencje”, „sankcje”. Najwięcej protestów budzą słowa:„kara” i „karanie” – pisał ks. Marek Dziewiecki w miesięczniku "Don Bosco".

Wynika to z faktu, że nauki humanistyczne – a zwłaszcza nauki o wychowaniu – podporządkowane są obecnie ideologicznym mitom o spontanicznej samorealizacji, o wychowaniu bez stresów i o prawach bez obowiązków. Modna jest ucieczka od prawdy o człowieku poprzez przecenianie jego możliwości, a pomijanie jego słabości i ograniczeń. W tego typu ideologicznym kontekście ukrywa się fakt, że wychowankowie czasami sami sobie wyrządzają krzywdę i sami siebie stresują, gdy ulegają własnym słabościom czy kiedy czynią to, co łatwe i przyjemne, zamiast tego, co mądre i dobre.

Oderwana od rzeczywistości antropologia prowadzi do traktowania dzieci i młodzieży jako nieomylnych bożków, których nie ma potrzeby karać i których nie powinno się nigdy upominać, by ich niepotrzebnie nie stresować. Współcześni psycholodzy i pedagodzy zdają się nie dostrzegać rażącej niekonsekwencji, jaka wynika z postulatu wychowania bezstresowego. Otóż wychowanie bezstresowe – zwłaszcza w szkole – oznacza w praktyce, że jedynymi niezestresowanymi są ci uczniowie, którzy stresują wszystkich innych. Szlachetni uczniowie stają się wtedy ofiarami tych, którzy im dokuczają i którzy łamią regulamin szkoły, a mimo to pozostają bezkarni w imię wychowania bezstresowego.

Mądry rodzic czy nauczyciel nie ma potrzeby stosowania kar, gdyż potrafi egzekwować naturalne konsekwencje zachowań dziecka czy nastolatka. Dojrzały wychowawca nie jest nigdy źródłem stresów dla wychowanków. Przeciwnie, odnosi się do nich z miłością, życzliwością i cierpliwością. Z drugiej jednak strony nie jest kimś naiwnym i dlatego nie przeszkadza wychowankom, by stresowali się wtedy, gdy muszą ponieść konsekwencje swoich złych czynów: krzywdzenia samych siebie i innych, ulegania lenistwu, wagarowania, kłamania, bicia kolegów czy molestowania koleżanek. Wzorem w tym względzie jest ojciec z przypowieści Jezusa o synu marnotrawnym (por. Łk 15, 11-32). Gdy syn odszedł i zaczął marnotrawić własne człowieczeństwo oraz własną godność, wtedy ojciec nie przestał go kochać, ani nie zsyłał mu żadnych kar. Przeciwnie, wychodził na drogę, by dać synowi znak, że nadal go kocha. Nie poszedł jednak do syna, lecz pozwolił mu ponieść wszystkie konsekwencje popełnianych błędów, łącznie z doświadczeniem głodu i poniżenia.

Odpowiedzialny wychowawca nigdy nie stresuje swoich wychowanków, ale też nigdy nie okrada ich z konsekwencji błędów, jakie popełniają. W przeciwnym przypadku wprowadzałby wychowanków w błąd, gdyż uczyłby ich naiwnej wiary w to, że ten, kto błądzi, może uciec od konsekwencji popełnianych przez siebie błędów. Kto z wychowawców potrafi stanowczo egzekwować konsekwencje błędów popełnianych przez dzieci i młodzież, ten w ogóle nie ma potrzeby odwoływania się do systemu kar. Poza skrajnymi przypadkami wystarczy bowiem nie przeszkadzać wychowankom, by doświadczali stresu wtedy, gdy popełniają błędy. Nawet w odniesieniu do dorosłych – a tym bardziej w odniesieniu do dzieci i młodzieży – obowiązuje zasada, że do pokonywania własnych słabości i błędów najbardziej mobilizuje własne cierpienie, a nie cierpienie innych ludzi czy też stosowanie kar, które nie mają bezpośredniego związku z popełnionym złem.

Kto nie ponosi konsekwencji popełnianych przez siebie błędów, ten skłonny jest je powtarzać i pozwalać sobie na jeszcze większe błędy. Właśnie dlatego w wychowaniu nie istnieje niska szkodliwość złych zachowań. Tolerowanie u dziecka czy nastolatka małego zła szybko prowadzi do pojawienia się zła większego, które znacznie trudniej będzie wyeliminować. Mądry wychowawca dostrzega i wspiera najdrobniejsze nawet sukcesy wychowanków, ale też wyciąga konsekwencje z nawet małych błędów. Oczywiście konsekwencje te powinny być proporcjonalne do wagi błędu. W obliczu drobnych przekroczeń może wystarczyć zaniepokojone spojrzenie wychowawcy czy dyskretne upomnienie w cztery oczy.


Optymalna sytuacja ma miejsce wtedy, gdy wychowawca zapobiega błędnym i stresującym zachowaniom ze strony wychowanków. Dzieje się tak wtedy, gdy rodzic, ksiądz czy nauczyciel potrafi kochać i wspierać wychowanków oraz fascynować ich perspektywą rozwoju, a jednocześnie potrafi demaskować zagrożenia, stawiać mądre granice i szybko reagować na ich zachowania, wspierając to, co dobre i egzekwując konsekwencje tego, co złe. Gdy uczeń nie odrobi lekcji, wtedy naturalną konsekwencją w szkole jest negatywna ocena, a w domu np. czasowy zakaz oglądania telewizji czy korzystania z komputera. Gdy któreś z dzieci wydaje wszystkie pieniądze na słodycze, wtedy naturalną konsekwencją jest wycofanie kieszonkowego na jakiś czas. W skrajnych sytuacjach konsekwencje błędnych zachowań muszą z konieczności być bardzo dotkliwe, włącznie z usunięciem ucznia ze szkoły czy z wezwaniem policji przez rodziców na własnego syna, np. wtedy, gdy on okazuje się narkomanem i usiłuje przemocą wymusić od nich pieniądze na kolejną dawkę narkotyku.

W relacji wychowawca – wychowanek trzeba zatem strzec się każdej skrajności. Skrajność pierwsza to straszenie i karanie dzieci „na zapas” czy wręcz stosowanie wobec nich przemocy i okrucieństwa. Ta skrajność jest aż tak oczywista, że zakazuje jej kodeks karny. Trzeba jednak strzec się także drugiej skrajności, która jest równie groźna, ale trudniejsza do zdemaskowania i której nie zakazuje kodeks karny. Ta druga skrajność to rozpieszczanie wychowanków. Ma ono miejsce wtedy, gdy dzieciom i młodzieży nie stawiamy żadnych wymagań albo gdy nie egzekwujemy konsekwencji popełnianych przez nich błędów. Tacy wychowankowie staną się w przyszłości bezradni wobec twardej czasem rzeczywistości i na swoją bezradność zareagują agresją wobec samych siebie lub wobec innych ludzi.

Źródło: donbosco.pl

Komentarze

Zobacz także

Istnieje POKOJOWA OPOZYCJA do czarnego marszu! Zobacz, co Kościół przygotował na Dzień Kobiet

Kościół jasno o użyciu broni chemicznej: to LUDOBÓJSTWO

Redakcja malydziennik

Nieprawdopodobne! Dzieci rozróżniają języki już… w brzuchu matki

Ładuję....