Jesteś zraniony przez rodziców? Możesz to naprawić! Nigdy nie jest za późno…

Flickr
To niesamowite jak bardzo jesteśmy ze sobą powiązani, jak mocno od siebie zależymy, ile w każdym z nas jest z naszych rodziców. Czy tego chcemy czy nie. A jednak, choć wydawałoby się, że powinniśmy być wobec tego w wielkiej zażyłości – często, to właśnie ta relacja jest dla nas najbardziej bolesna i trudna…




Im jesteśmy starsi, im bardziej próbujemy układać sobie życie po swojemu, tym trudniej – najczęściej, choć nie zawsze – ułożyć nam sobie relację z rodzicami. Negatywne emocje związane z przeżyciami z dzieciństwa i okresu dorastania, odkładają się i bywają niemożliwe do opanowania. A że nigdy jakoś nie było okazji, by je wypowiedzieć, by wyjaśnić i szczerze porozmawiać, odgradzamy się od rodziców niewidzialnym murem i obojętniejemy lub po prostu tracimy kontakt. Tymczasem krzywda boli, a nieuporządkowane sprawy z przeszłości przeszkadzają w budowaniu nowych, trwałych relacji. Rodzice się powoli starzeją, a ty wciąż czujesz się wobec nich jak małe dziecko. 

 

Droga do wybaczenia może być długa, ale – jak przekonuje Isabelle Filliozat, ceniona francuska psychoterapeutka – możemy nią przejść, nauczyć się swoich rodziców na nowo, uwolnić od niezdrowej zależności i zacząć wreszcie normalnie, i szczerze rozmawiać. W swojej książce zatytułowanej „Jestem na ciebie zły, ale cię kocham. Jak naprawić relacje z rodzicami” – Filliozat opisuje cały proces z jakim trzeba się zmierzyć.

 

Wszyscy inni?

 

Każda rodzina jest inna, każdy z nas, obdarzony jest innym zestawem cech, inaczej reaguje na konkretne postawy i wydarzenia. Ale w gruncie rzeczy, jak twierdzi psychoterapeutka, relacje dzieci z rodzicami są w dużej mierze podobne! Schematy są nie raz niemal identyczne! Na przykład:  „Rodzinny obiad: Przy stole rozmawia się o jedzeniu, chorobach nieobecnych osób i pogodzie. Czasem dyskusja się ożywia, gdy rozmowa schodzi na tematy związane z wychowaniem („ach, ta dzisiejsza młodzież”) lub polityką (…) Wszyscy są lekko znudzeni, ale nikt nie podważa konieczności cotygodniowych spotkań.(….) Relacje z rodzicami są powierzchowne, konwencjonalne i wynikają po części z nudy, a po części z przyzwyczajenia. (…) W rodzinnym gronie nie mówi się o uczuciach albo wspomina się o nich zaledwie powierzchownie. Najczęściej grzebie się rany, głęboko chowa krzywdy. Płakać można w samotności. Lęki się bagatelizuje”.

 

 Albo w ten sposób: „Rodzice również cierpią, gdy stosunki łączące ich z dziećmi są płytkie i powierzchowne. Przez większość czasu najzwyczajniej nie wiedzą, co zrobić ani jak się zmienić. W wielu przypadkach są przyzwyczajeni do braku dialogu już od wczesnych lat życia swoich dzieci i być może nigdy nie potrafili okazać czułości. Jej brak może się jednak okazać dla nich bolesny. Aby nie cierpieć z powodu braku prawdziwej więzi, mogą zachowywać się w dokuczliwy, wręcz nieznośny sposób. Cieszą się, gdy ich odwiedzasz, ale twoja mama przez całą niedzielę nie wychodzi z kuchni, a tata wciąż zajmuje się ogrodem i nawet nie macie okazji porozmawiać… Są zadowoleni, gdy wszystko zjesz, a wieczorem zabierzesz sałatkę i przetwory do domu, ale nie potrafią cię przytulić ani zdobyć się na szczerość wobec ciebie”.

 

Czy warto jednak grzebać w przeszłości, rozdrapywać stare rany, wracać do tych potwornych sytuacji, o których najchętniej byśmy zapomnieli? Otóż mimo wszystko warto.

 

 

Nie powstrzymuj emocji!

 

Po pierwsze, trzeba się będzie zmierzyć z samymi sobą, spojrzeć prawdzie prosto w oczy i nazwać po imieniu to, co przeżywamy, wszystkie rany i blizny. Jak traktują nas rodzice? Przedmiotowo czy podmiotowo? Szanują nasze zdanie czy raczej narzucają swoje? Gdzie są przyczyny twojej depresji, braku poczucia własnej wartości i niepewności? Czy czułeś się bezpiecznie w swoim domu? Jeśli na serio marzysz o uzdrowieniu – będziesz musiał odpowiedzieć sobie na wiele tego typu pytań. 

 

Kolejnym krokiem, będzie podjęcie próby zrozumienia rodziców. Nawet, jeśli na wejście wcale nie masz na to ochoty. Prawdopodobnie nie zgodzisz się z tym, że rodzice chcieli dla ciebie szczęścia. Musisz sięgnąć do ich przeszłości, bo rodzice często są jej więźniami: znieczulonymi i nieświadomymi, że powtarzają zachowania, które sprawiały ból im samym. „Tak, są też rodzice, którzy nie kochają własnych dzieci, ponieważ przeszkadza im w tym ich własna przeszłość. Są również tacy, którzy świadomie chcą kochać, ale nie umieją powstrzymać krzywdzących odruchów. Mówią i robią rzeczy sprzeczne z tym, co myślą”.

 

Gdy już zmierzysz się z perspektywą rodziców, przychodzi czas na zrozumienie mechanizmów, czyli przyjrzenie się temu, jak krzywda zamienia się w uraz. Tak wielu rodziców zakazuje dzieciom wyrażania tego, co czują, a nawet ich za to karze lub po prostu usprawiedliwia zwyczajowym: „To dla twojego dobra” sytuacje, z którymi nie umie sobie poradzić. Tymczasem powstrzymywane emocje, wypieranie przeszłości wcale nie znikają, lecz zawsze wracają z niszczącą dzieci siłą!

 

Nic do stracenia

 

Droga do uzdrowienia zakłada wreszcie  konfrontację - próbę rozmowy, wyjaśnienia, a przede wszystkim wypowiedzenia na głos tego, co nas boli i dlaczego. Kiedy i jak zaplanować szczerą rozmowę z rodzicami? A może lepiej napisać list? A  jeśli rodzice już nie żyją, czy wówczas możemy się jeszcze pojednać…?

 

 

Filliozat przyznaje, że nie zawsze starania dzieci kończą się sukcesem, nie wszyscy są w stanie zmierzyć się ze swoim bólem. Ale przykłady wielu takich procesów, świadectwa tych, którzy podjęli ten trud i nie żałowali – zachęcają, by spróbować. Co mamy do stracenia? Wyobraź sobie jak by to było tak zwyczajnie usiąść i z całkowitym spokojem powiedzieć im prosto w oczy: „Jestem na was zły, ale was kocham”. 

 

 

Isabelle Filliozat, „Jestem na cie zły, ale cię kocham. Jak naprawić relacje z rodzicami?”, Wydawnictwo Esprit

 



Autor: gb

Źródło: Wydawnictwo Esprit

12:06 4 stycznia 2018







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie