CYWILIZACJA

Jego nie można zabić… To fundamentalny spór, a nie zwyczajna sprawa!

Spór o Charliego Garda to spór o fundamenty, a nie o zaprzestanie uporczywej terapii czy to, kto powinien decydować, kiedy leczenie traci sens. I warto o tym pamiętać, gdy przyglądamy się temu medialnemu sporowi.

Zacznijmy od faktów. Charlie Gard choruje na nieuleczalną, genetyczną chorobę, która prowadzi do śmierci. I co do tego nie ma sporu. Nie ma też sporu, co do tego, że jeśli chodzi o możliwości leczenia, to zdaniem brytyjskich lekarzy, zostały one wyczerpane. W takiej sytuacji, jeśli mamy do czynienia z życiem, które jest sztucznie podtrzymywane jedynie przez maszyny możliwe jest odłączenie od aparatury sztucznie podtrzymującej życie. W naturalny sposób do podjęcia tej decyzji najlepiej przygotowani są lekarze, bowiem spoglądają na sprawę obiektywnie i mają konieczną do jej podjęcia wiedzę. I o tym przypomina w bardzo dobrym tekście s. prof. Barbara Chyrowicz.

 

Ale (mam świadomość ostrożności tez znanej bioetyk) w tej sprawie chodzi nie tylko o to. I to z wielu powodów. 

 

Po pierwsze nie do końca wiemy, do jakiej to aparatury podłączony jest Charlie Gard, a zatem czy odłączenie go od niej będzie rzeczywiście tylko zaprzestaniem uporczywej terapii. Warto przypomnieć, że w przypadku Terri Schiavo, jako zaprzestanie uporczywej terapii przedstawiano zaprzestanie karmienia. A to jednak zupełnie, co innego. Czy tak jest w tym przypadku? Nie wiemy, bo nie do końca wiemy, jakie to aparatury są stosowane wobec chłopca. Mogą być różne, a w zależności od tego, jakie są, taka będzie ocena moralna odłączenia. 

 

Po drugie spór między lekarzami a rodzicami dotyczy właśnie tego, czy to już właściwy moment, by zaprzestać prób leczenia. Rodzice zaś w tym sporze kierują się nie tylko własnymi emocjami (zrozumiałymi), ale także sugestiami innych, amerykańskich lekarzy, którzy sugerują, że istnieje jeszcze pewna – jest faktem, że niewielka, co przyznają także rodzice – szansa na poprawę stanu dziecka i przedłużenie jego życia. Ale brytyjscy lekarze nie chcą tego, chcą za to zaprzestać działań, tak by dziecko umarło. U podstaw ich argumentacji leży zaś „niska jakość życia”. To zaś niestety przenosi dyskusję na inny poziom, bowiem uznanie, że lekarze mogą – właśnie na podstawie „niskiej jakości życia”, orzekanej przez nich, a nie przez pacjenta, decydować o życiu i śmierci pacjenta. Uznanie takiego prawa to wielka zmiana w etosie medycyny, ale także wielka rewolucja cywilizacyjna (dokonująca się zresztą na naszych oczach). W praktyce przyznanie lekarzom takiego prawa oznacza, że każdy ciężko chory, nieświadomy albo cierpiący, może zostać uznany za dysponującego za niską jakością życia i uśmiercony. Warto zresztą przypomnieć, że takie procesy przeciw szpitalom brytyjskim, które zapowiedziały, że w pewnym momencie zaprzestaną karmienia i nawadniania chorych już się toczyły. A wytaczali je chorzy, tacy jak Leslie Burke, którzy chcieli mieć pewność, że nikt w szpitalu nie skaże ich na śmierć.

 

Po trzecie wreszcie mamy tu do czynienia z fundamentalnym sporem o to, kto powinien decydować o leczeniu nieletnich i/lub nieświadomych. W naszej cywilizacji, o ile nie zagraża to życiu dziecka, byli to rodzice, ewentualnie bliscy, a nie lekarze. Oni ponoszą odpowiedzialność za dziecko, oni mają także prawo decydować o nich. Przeniesienie tej odpowiedzialności na szpital i sądy (nie mówimy, warto to przypomnieć o metodzie terapii, ale o tym, czy dziecko terapii i podtrzymywania życia pozbawić czy nie) to w istocie kolejne, bardzo istotne, ograniczenie władzy rodziców, a także rozbicie rodziny. Argument ze specjalistów, którzy wiedzą lepiej, mnie przy tym nie przekonuje. To miłość i relacja są w tej sytuacji ważniejsze, niż specjalistyczna wiedza, która zresztą – co pokazują odmienne opinie specjalistów ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii są odmienne.

 

Wszystko to sprawia, że w debacie tej trudno, moim zdaniem, nie zająć stanowiska bliskiego rodzicom chłopca. Ich walka jest bowiem, niezależnie od ich osobistych intencji, emocji, bólu, walką o istotne wartości moralne. Ich przegrana będzie w istocie krokiem w złym kierunku w procedurach prawnych i debacie bioetycznej.

 

Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

Komentarze

Zobacz także

Tej 17-letniej matce lekarze nie dają żadnych szans. Ona walczy o życie, bo ma dla kogo żyć!

„Nie mogę zrobić tego nigdy więcej”. Lekarze nie chcą już zabijać!

Czy da się ratować dzieci z ciąży pozamacicznej? Daleka do tego droga, a eksperymenty są niebezpieczne! ZOBACZ!

Redakcja malydziennik
Ładuję....