Jak będzie w Małym Dzienniku? Na pewno jednoznacznie!

Żyjemy w ciekawych czasach. Po głowie możesz dostać tylko i wyłącznie dlatego, że znasz np. dziennikarza, lub lekarza, których podobno wypada krytykować.



Tydzień temu pojawił się na stronie "Małego dziennika" mój jedyny, jak do tej pory tekst. Spodziewałem się krytyki. Pisałem o trudnym temacie, w którym wystąpił problem kobiet, które pijąc alkohol w ciąży doprowadzają do śmierci swoje nienarodzone jeszcze dziecko. Problem ciężki. Chciałem pokazać jego paradoksy, ukazać różne konteksty. Pod artykułem pojawiły się komentarze. Niby nic nadzwyczajnego: ironia, kpiny, śmiech. Zasugerowano mi wizytę u proktologa i zbadanie, jak często uprawiam seks. Dostałem także wiadomość, która genialnie wpisuje się w pojęcie "gróźb karalnych".

 

 

Przez tydzień zastanawiałem się; Czemu tak się dzieje? Dlaczego tak łatwo obraża się innych? Dlaczego w dyskusji argumenty przestały interesować wielu ludzi? Dlaczego wojujący z "mową nienawiści", tak często ją prezentują? Jako socjolog wiem, że pewnie jednej odpowiedzi nie ma. Myślę jednak, że nie jest ważne co napisałem. Ważne natomiast jest to, że zrobiłem to w miejscu, którego gospodarzami są Gosia i Tomek Terlikowscy. Spokojnie, poniżej nie będzie laudacji - choć zastanawiam się ilu krytyków czytało, jakąkolwiek książkę redaktora Tomasza. Mam pewną znajomą. Jest bioetykiem. Inteligentna dziewczyna z którą w 90% spraw się nie zgadzamy. Napisała mi kiedyś "Czytam Terlikowskiego, bo jako jeden z niewielu pisze o bioetyce". Dziewczyna ta z współtwórcą "Małego Dziennika" się mocno nie zgadza. I ona ma takie prawo. Ale ona ma o czym dyskutować, wie z czym się nie zgadza, a to dzisiaj rzadkość.

 

 

W Polsce obecnie dostrzegam dwa nazwiska, które powodują publiczne oburzenie. Obok nazwiska „Terlikowski”, podobne wypieki wzbudza postać prof. Bogdana Chazana. Zarzuty wobec nich łatwo rzucać. Czemu? Bo tak! Z łatwością można powiedzieć przecież, że ktoś szerzy ideologię. Logika w dyskusjach naprawdę przesłała nam być potrzebna.

 

 

Kiedyś pisałem na portalu Fronda. Był to czas mocnej dyskusji na temat in vitro. Napisałem wówczas tekst, w którym było sporo merytorycznych błędów. Faktycznie, nie przyłożyłem się do tego tekstu i w komentarzach to wyszło. Dużo mi dały, dużo nauczyły, choć chwilami były trudne. Ostatnie komentarze natomiast, które sugerują bym doodbytniczo się zbadał, są tak głębokie, że chyba do głębi nie zgłębię tej głębi.

 

 

Pojawienie się „Małego dziennika” zaskoczyło kilka osób. Czy to będzie „fronda bis”? Co on przyniesie? Czy będzie ostry, radykalny i straszny? Wiem jedno, będzie jednoznaczny. Z uśmiechem na twarzy chętnie się tutaj czasem pojawię. Kto wie, może ktoś będzie chciał porozmawiać. Czy to naiwne? Pewnie tak. Dwa tysiące lat temu był jednak pewien Człowiek, który wg. naszych kryteriów był bardzo naiwny. Wydawało mu się, że jeśli umrze, to innych przed śmiercią wieczną uratuje. Jak to mawia mój przyjaciel adwokat, w historii nikomu nie udało się wybronić od śmierci tylu ludzi co właśnie owemu, naiwnego mężczyźnie.  

 

Dr Błażej Kmieciak



Autor: Błażej Kmieciak

Źródło:

18:12 16 listopada 2016








Video


Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie