CYWILIZACJA

Im więcej antykoncepcji, tym mniej aborcji? Nie ma większego KŁAMSTWA

Zwolennicy aborcji przekonują, że tylko edukacja seksualna i szeroki dostęp do antykoncepcji zmniejszą liczbę aborcji. Tymczasem coraz więcej badań dowodzi, że to twierdzenie to jedno wielkie kłamstwo.

Propagowanie antykoncepcji i edukacji seksualnej ma tak naprawdę jeden cel. Wychowanie sobie klientek klinik aborcyjnych. Stąd taka walka, by wejść do szkół i na swoją modłę urabiać dziewczyny. Najpierw więc przekonuje się je do antykoncepcji, a potem – jeśli ta zawiedzie – zachęca się do aborcji. Antykoncepcja bowiem nie wpływa na zmiejszenie liczby aborcji. 

 

Najnowszy raport British Pregnancy Advisory Services (BPAS) jasno pokazuje, że prawie połowa kobiet, które w 2016 roku dokonały w Wielkiej Brytanii aborcji, stosowały antykoncepcję. Badanie BPAS dotyczyło ponad 60 000 klientek klinik aborcyjnych. Ponad połowa badanych w momencie zajścia w ciążę stosowała co najmniej jedną formę antykoncepcji. 

 

BPAS informuje także, że jedna czwarta kobiet zaszła w nieplanowaną ciążę, mimo stosowania preparatów antykoncepcyjnych, których skuteczność jest bardzo wysoka, jak np. pigułka antykoncepcyjna czy wkładka wewnątrzmaciczna. 

 

Podobne dane podały także inne instytucje, nierzadko powiązane z proaborcyjnymi organizacjami. Guttmacher Institute (ramię badawcze Planned Parenthood) podalł dane, z których wynika, że od 55 do 60 procent klientek klinik aborcyjnych stosowało antykoncepcję.  Również badania prowadzone przez 10 lat w Hiszpanii dowodzą, że liczba aborcji wzrastała, im większe było stosowanie metod antykoncepcyjnych.

 

Co na to aborcjoniści? Ich logika jest doprawdy porażająca. Nieskuteczność antykoncepcji ma być powodem, dla którego kobiety mogą zabijać swoje dzieci.  "Planowanie rodziny to antykoncepcja i aborcja. Aborcja jest formą kontroli urodzeń, której kobiety po prostu potrzebują” – przekonuje Ann Furedi, prezes BPAS. "Kiedy zachęcasz kobiety do stosowania antykoncepcji, dajesz im poczucie, że mogą kontrolować swoją płodność.  Ale jeśli nie zapewnisz im bezpiecznych usług aborcyjnych, kiedy antykoncepcja zawiedzie, robisz im wielką krzywdę” – dodaje Furedi. 

 

Jedyne, co można oddać Ann Fuerdi to szczerość w kwestii antykoncepcji. Jak przekonuje, kobiety mają prawo wiedzieć, że jest ona – uwaga! – nieskuteczna.  "Prawda jest taka, że ​​każde społeczeństwo, które docenia planowanie rodziny, powinno oceniać usługi aborcyjne jako część pakietu kontroli urodzin. Aborcja jest niezbędna jako dodatek do antykoncepcji. Jeśli nie udało Ci się zapobiec ciąży, musisz być w stanie ją  zakończyć – bezpiecznie i łatwo” – mówiła w „The Telegraph”. 

 

Może więc wprost trzeba powiedzieć, że w tym wszystkim chodzi o pieniądze. Biznes antykoncepcyjny napędza biznes aborcyjny. W interesie organizacji proaborcyjnych jest więc zachęcanie jak najmłodszych dziewcząt do stosowania antykoncepcji, która – jak się okazuje – daje złudne poczucie bezpieczeństwa i bynajmniej nie chroni przed nieplanowaną ciążą. Kliniki aborcyjne zacierają ręce, bo przybywa im klientek. I tylko żal dzieci, którym nie będzie dane się urodzić.

Źródło: LifeNews.com/MałyDziennik

Komentarze

Zobacz także

o. Pelanowski: Powołanie od ojcostwa to poważna sprawa. Od jego jakości zależy…

Redakcja malydziennik

Włochom zagraża prawdziwa klęska: nielegalne budynki to plaga, następnym razem mogą zginąć MILIONY

Redakcja malydziennik

Walka z ministrem zdrowia zakończona sukcesem! NFZ będzie od teraz finansować chorym…

Redakcja malydziennik
Ładuję....