Homoseksualny propagandzista w sutannie. Może i jest księdzem, ale doktryny Kościoła nie zna!

Po ks. Charamsie przyszedł czas na kolejnego homo-propagandzistę w sutannie. Teraz nowym bohaterem liberałów został ks. Gregory Greiten, amerykański duchowny, który pochwalił się, że jest homoseksualistą i został za to „nagrodzony” oklaskami we własnej parafii.




Nad wywiadem tym można by przejść do porządku dziennego, gdyby nie jego elementy, których nie można pominąć milczeniem. I nie chodzi przede wszystkim o liczbę homoseksualnych księży, którą przytacza (za ks. Jamesem Martinem SJ) Greiten. 40 procent, jakie uznaje za normę, jest nie do udowodnienia, ale rzeczywiście w debacie kościelnego w USA taka liczba pada. I jeśli jest to prawda, to mamy do czynienia z drastyczną patologią, a kapłaństwa stało się w amerykańskim Kościele „homoseksualną profesją”, co nie może pozostać bez wpływu na jego sprawowanie, czy na wierność doktrynie.

 

Ale nie o tym miałem pisać. O wiele istotniejsze jest to, że ks. Greigen zwyczajnie kłamie (albo nie zna doktryny), gdy oznajmia, że w jego kapłaństwie wszystko jest ok. - Najważniejsze jest to, że Kościół zawsze mówił, że nie ma znaczenia, czy jesteś hetero- czy homoseksualistą. Ważne jest, by wieść życie w celibacie. Mówiono nam o tym przez lata - i w ten sposób robiłem po prostu to, czego Kościół wymagał. Z tego punktu widzenia moja orientacja nie ma znaczenia - oznajmił.

 

Nie jest to jednak prawda. Katechizm Kościoła katolickiego jasno wskazuje, że skłonność homoseksualna jest „obiektywnie nieuporządkowana”, i choć sama w sobie nie jest grzeszna, to stanowi jednak problem. Nie jest także prawdą, że ksiądz Greiten żyje w celibacie, bowiem ten, jak mocno wskazywał kard. Joseph Ratzinger, a później Benedykt XVI związany jest z rezygnacją z małżeństwa, wymaga zatem heteroseksualnej skłonności seksualnej, zdolności do małżeństwa i rezygnacji z niego, wyrzeczenia się go. Homoseksualista nie żyje w celibacie, bowiem rezygnacja ze związku z kobietą nie jest dla niego wyrzeczeniem. I wreszcie kwestia ostatnia, mamy jasne deklaracje Kościoła, w którym jasno zakazuje się święcenia mężczyzn o trwale zakorzenionych skłonnościach homoseksualnych. W przypadku kapłaństwa jest to zatem przeszkoda. I albo ks. Greiten o tym nie wie (co oznacza, że w jego diecezji jest poważny problem z ortodoksją), albo kłamie (czyli świadomie wprowadza w błąd). 

 

Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie trzeba powiedzieć jasno, to że jego postawa jest tolerowana, że nagradzany jest on oklaskami, a jego biskup nie robi nic, by sprawę załatwić dowodzi głębokiej choroby przynajmniej jego diecezji. 

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

9:13 24 stycznia 2018






Popularne

Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie