CYWILIZACJA

Gonić alimnenciarzy, ale także… Bo dziecko potrzebuje…

Nie, żeby mnie jakoś szczególnie martwiło, że tabloidy rozpoczęły nagonkę na alimenciarzy. To dobrze, że media zajmują się tym, że liderzy opinii, politycy, sędziowie płacą alimenty i jak traktują swoje dzieci. To trzeba sprawdzać i nie wolno pozwolić, by za autorytety uchodzili ludzie, którzy wysyłają do własnych dzieci wezwanie do zapłaty nadpłaconych rzekomo alimentów.

Ale… warto mieć świadomość, że choć płacenie alimentów jest psim obowiązkiem (nie żadnym przywilejem, ochłapem, ale obowiązkiem), to istnieje jeszcze bardziej podstawowym obowiązek ojca (i matki) wobec własnych dzieci. A jest nim stworzenie dla nich bezpiecznego domu, przestrzeni wychowawczej, w której mogą oni wzrastać w miłości swoich rodziców. I to jest absolutna podstawa. Czas skończyć z mitem, że można się rozwieść bez poważnych (bardzo poważnych) konsekwencji dla dzieci, że one przecież zrozumieją, że mama (czy tata) nie mogli już trwać w tym związku. Nie ma rozwodu bezpiecznego i bezbolesnego, pozbawionego konsekwencji dla dzieci. One zawsze zapłacą potężną cenę za to, że rodzice się rozstają. 

 

Dlatego ścigając alimencierzy nie zapominajmy, że alimenty (tak jak przekazywanie sobie dzieci na weekendy czy dni) to swoista – bardzo słaba – atrapa domu rodzicielskiego, poczucia bezpieczeństwa. O wiele istotniejsze jest to, by mężczyźni (ale i kobiety, bo to one coraz częściej są przyczyną rozwodów) nauczyli się, że podstawową rzeczą jaką są winni swoim dzieciom jest stworzenie dla nich domu. Domu – to nie znaczy sprzętów, zabawek, wakacji czy pokoju dla każdego – ale przestrzeni miłości dwojga rodziców. Ojca i matki razem, a nie osobno. Nasze emocje są tu drugorzędne, tym bardziej, że jak dowodzę liczne – także amerykańskie badania – ogromna większość małżeństw, która twierdzi, że jest jej źle w małżeństwie, przeżywa w nim kryzys, po pięciu latach zapewnia, że jest szczęśliwa, i że popełniłaby straszliwy błąd rozstając się w momencie kryzysu.

 

Nie, nie namawiam, by trwać w złym związku, ale do tego, by ten zły związek, pozbawiony emocji, zakochania, a czasem w kryzysie uzdrowić. Znaleźć czas – CODZIENNIE – na rozmowę (nie o dzieciach, nie o zakupach, nie o teściach, ale o sobie, swoich emocjach, potrzebach, bolączkach), zorganizować dla siebie randki, przypomnieć sobie, co nas w partnerze przyciągało, zrezygnować z nierealnych oczekiwań (mąż nie będzie najlepszą przyjaciółką, i tyle, i nie ma się, co spodziewać, że kiedykolwiek wyciągniemy go na ploteczki i opowieści), zmieniać siebie a nie jego itd. itp. Sukces w tej sprawie, zaangażowanie się w nią, jest dla naszych dzieci o wiele istotniejsze niż ewentualne późniejsze płacenie alimentów.

 

A zatem zamiast entuzjazmować się alimentami innych warto, już dziś, zatroszczyć się o własne małżeństwo. Dzisiaj, nie czekając na poważniejszy kryzys.

 

Tomasz P. Terlikowski

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Zobacz co się będzie działo w Polsce ! Tego jeszcze nie wiesz!

Redakcja malydziennik

Naukowcy opracowali nowe zasady żywienia. Są ważne nowości

Redakcja malydziennik

UWAGA! Znów będzie niebezpiecznie! Szykujcie się na…

Redakcja malydziennik
Ładuję....