Dlaczego Kościół nie chce ewangelizować migrantów. „Kiedy sól traci smak na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie"

Ze smutkiem obserwuję, jak z narracji kościelnej na temat migrantów znika wezwanie do ewangelizacji. Dokumenty watykańskich dykasterii zaczynają być pisane językiem laickich i lewicowych organizacji pomocowych.




Lektura 20 punktów Działalności ws. migrantów i uchodźców wydanych przez Dykasterię ds. Integralnego Rozwoju Człowieka napawa smutkiem. Tekst ten bowiem, choć jest skierowany do biskupów i wiernych Kościoła, nie zawiera ani słowa o tym, że jeśli czegoś migranci potrzebują to Chrystusa. On jest tym, co Kościół ma im szczególnie do zaoferowania. Ale watykański dokument nawet o tym nie wspomina. 


Brak także Jezusa Chrystusa, czy odwołania się do konieczności misji chrześcijańskich, także w uzasadnieniu obowiązku czy wezwania do przyjmowania migrantów. Potrafię sobie wyobrazić, że można próbować uzasadnić obowiązek przyjęcia uchodźców eschatologicznie, na przykład przez podkreślenie, że zbliżają się czasy ostateczne, że „przemija postać tego świata”, i że w takich okolicznościach chrześcijanie mają obowiązek zaryzykować swoje poczucie bezpieczeństwa, swoje status quo, by skuteczniej ewangelizować, misjonować przybyszów. Stulecie objawień fatimskich sprzyja takiemu uzasadnieniu. Argumentacja taka, choć nadal można by z nią na różnych poziomach dyskutować, byłaby przynajmniej religijna, ewangeliczna, różna w przekazie od tego, o czym piszą NGO’sy także spod znaku George’a Sorosa. Ale i tego nie znajdziemy w dokumentach, wezwaniach watykańskich czy hierarchii poszczególnych Kościołów lokalnych. Zamiast tego mamy politycznie-poprawną nowomowę.

 

Wygląda to tak, jakby Kościół zapomniał, że został powołany wyłącznie po to, by głosić Jezusa Chrystusa, jako Jedynego Zbawiciela, Wyzwoliciela, jedyną Drogę do Boga. Tam, gdzie Kościół tego nie robi, tam gdzie przestaje o tym mówić, gdzie skupia się na pomocy socjalnej czy społecznym zaangażowaniu, tak w istocie przestaje być do czegokolwiek potrzebny, przestaje wypełniać swoją misję. Kościół, który sam sprowadza siebie do poziomu NGO’sa staje się solą, która straciła smak. A, jak mówi Ewangelia, „jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi”. 

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

17:27 21 stycznia 2018






Popularne

Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie